Salem 31.Maj.2015
Pierwszy moj koncert Marka w tym roku. Nieplanowany wczesniej ale pozniej...
Niedziela koniec maja.
Okolo poludnia wyruszam na poludnie Niemiec Villmar - Salem 420 km pokazuje mi pani nawigacja w moim aucie.
Pieknie swieci slonce. Ruszam, dosyc szybko przebywam kolejne kilometry niemieckiego autobahna, Frankfurt, Darmstat, Mannheim, Heilbronn, Stuttgart przed godzina 15 jestem juz 50 km od Salem... i wypadek, na szczescie niegrozny, 10 minut w korku i dalej zjezadzam z autostrady, coraz blizej do Salem i znowu korek, karetki, straz pozarna na 12 km przed Salem nastepny wypadek. Stoje w korku,pare minut, pozniej nawrcam i jakas polna droga dojezdzam do innej asfaltowki. o !5.30 widze z daleka piekny kompleks, kosciol zamek, coraz wiecej samohodow, ochroniarzy... przejzdzam kolo tego kompleksu zabudowan i widze miejsca parkingowe. Wjezdzam na parking. Biore wkladki do plyt, mam nadzieje, ze Mark i band jeszcze sa w drodze i moze uda mi sie go zatrzymac.
Robie rekonesans, sa trzy mozliwe wjazdy na teren kompleksu Schloss Salem.
Obstawiam jeden wjazd. Czekam, orientuje sie ze jeszcze sa w drodze.
Czekam z niecierpliwoscia ale i niepewnscia, czy Mark sie zatrzyma, czy przejedzie po butach. 16.10 pojawiaja sie czarne Vies Wageny. Przejezdzaja kolo mnie, za nimi duzy VW Phantom a w nim pewnie Mark, przejezdzaja po "butach" za brame.
Czuje sie troche rozczarowany, przeciez mogl sie zatrzymac. Bylo nas tylko dwoch fanow. No nic trzeba obejsc sie smakiem. Bede probowal jeszcze na tej trasie i napewno sie uda.
w miedzyczasie rozmawiam z Waldim ktory wyruszyl juz z Swiss i lada moment pojawi sie w salem. Tez ma problemy z dojazdem przez ten wypadek.
Ide od tylu, gdzie stoi scena.
Przez wrota widze jak sluzba techniczna, muzycy sie kreca pija kawe, Mark pewnie w namiocie.
Widze Mike McGoldricka. Wolam Go. Pozdrawiam go podaje plyty do podpisania, nie ma problemu, dziekuje za dobra gre, Mike odchodzi, inni muzycy tez sie kreca ale zaden nie ma checi by podejsc do nas fanow.
Za chwile sound check.
Sluzba kaze nam sie odsunac na bezpieczna odleglosc
Ok. Przybywa Jambi idziemy cos przekasic i ugasic pragnienie, bo jest goroco a i od emocji zasycha w gardle.
Po 19.00 wchodzimy na plac koncertowy. caly kompleks otoczony budynkami, jest kosciol mala fontanna i morze ludzi. Pieknie swieci slonce, ludzi pija piwo jedza cos co nazywa ise pizza ale nia nie jest.
Rozchodzimy sie z Waldkiem, mam 8 rzad Jambio 14 w tym samym sektorze. Blisko do sceny. pieknie.
20 minut 4 pojawia sie znajomy rytm i muzycy, pozniej Damen und Herren
Herzlich wilkommen in Salem Mark Knopfler.
Broken Bones - brzmi swietnie, zwlaszcza ze ludzie bija brawo to rytmu BB,
Mark i band w swietnych nastrojach.
BB na wejscie, jesli tak maja wchodzic to jak najbardziej.
CBC mocno zagrane znowu owacje
Privatering Mark sie rozgaduje, Band i mark dostaja owacje na stojaco.
Father... znowu pieknie zagrane przez Mike´a. HFB mocno, penetrujace.
Dzwiek na koncercie zyleta, tnie, czysty mocny.
Na swierzym powietrzu a mialem wrazenie jakbym byl w studiu nagraniowym, szacunek dla techicznego.
KoG, mark mocno rozwija utwor przez solowke na koncu.
Skydriver pieknie zagrany, chlopaki sie bawia, nie ma Ruth ale sa inni...
I used to could ok ale nie przepadam za tym
R&J jest NIgel cos przepieknego z saksem.
SoS zagrane z zebem, Mark sie bawi solo.
Haul away, troche szkoda ze wypadlo mighty man
Nastrojowo sie zrobilo.
Pocztowki, prezentacja bandu, brawa, dobra zabawa.
Marbletown
Speedway przy takim naglosnieniu pewnie i na ksiezycu slyszeli
TR monument muzyczny poklony Panie Marku za wykonanie
Pod koniec TR wiadomoym sobie sposobem znajduje sie przed scena
Bisy. Co zagraja, nie ma Ruth...moze cos nowego?
Bede widzial Marka z dwoch metrow, Co za radosc popatrzec z bliska na Marka i zaloge.
Wszyscy w wysmienitych humorach.
Wychodzi Knopfler z czerwony fenderem , brum brum brum brum i SfAway
Co bedzie drugie. Podsluchalismy sound check ale nie mamy pewnosci z Waldkiem.
Nagle, znajomy poczatek, tak jak w latach 80´ Johny Walker za harmonia...
Brothers in Arms, dzwieki bija w uszy, Mark zamyslony spiewa, publika ucichla.
Sluchamy do ostatniego taktu, znowu owacje...
Wychodzi Nigel z saxem
Going Home, co za urokliwy numer, tyle razy slyszany a trzyma za serce i gardlo.
Koniec, Mark i band schodza szybko ze scen wsrod goracych owacji.
Robi sie ciemno, niektorzy mysle ze jeszcze wyjda ale to tylko nadzieja...
po paru minutach swiatla i to juz koniec.
Po koncercie spotkalismy sie z Waldim na krotkie podsumowanie, jestesmy obaj zachwyceni muzyka, forma Marka i zespolu a takze dzwiekiem. Takiego jeszcze nie bylo.
Ruszamy do domow Waldi do swojego ksiazecego krzesla a ja do Winthertur.
Jutro jest tez koncert w Zurichu, ale czy tam sie pojawimy...biletow nie mamy,
Ale byc 30 km od koncertu i na niego nie pojechac to by bylo...
CDN
Przeprszam za bledy
Pierwszy moj koncert Marka w tym roku. Nieplanowany wczesniej ale pozniej...
Niedziela koniec maja.
Okolo poludnia wyruszam na poludnie Niemiec Villmar - Salem 420 km pokazuje mi pani nawigacja w moim aucie.
Pieknie swieci slonce. Ruszam, dosyc szybko przebywam kolejne kilometry niemieckiego autobahna, Frankfurt, Darmstat, Mannheim, Heilbronn, Stuttgart przed godzina 15 jestem juz 50 km od Salem... i wypadek, na szczescie niegrozny, 10 minut w korku i dalej zjezadzam z autostrady, coraz blizej do Salem i znowu korek, karetki, straz pozarna na 12 km przed Salem nastepny wypadek. Stoje w korku,pare minut, pozniej nawrcam i jakas polna droga dojezdzam do innej asfaltowki. o !5.30 widze z daleka piekny kompleks, kosciol zamek, coraz wiecej samohodow, ochroniarzy... przejzdzam kolo tego kompleksu zabudowan i widze miejsca parkingowe. Wjezdzam na parking. Biore wkladki do plyt, mam nadzieje, ze Mark i band jeszcze sa w drodze i moze uda mi sie go zatrzymac.
Robie rekonesans, sa trzy mozliwe wjazdy na teren kompleksu Schloss Salem.
Obstawiam jeden wjazd. Czekam, orientuje sie ze jeszcze sa w drodze.
Czekam z niecierpliwoscia ale i niepewnscia, czy Mark sie zatrzyma, czy przejedzie po butach. 16.10 pojawiaja sie czarne Vies Wageny. Przejezdzaja kolo mnie, za nimi duzy VW Phantom a w nim pewnie Mark, przejezdzaja po "butach" za brame.
Czuje sie troche rozczarowany, przeciez mogl sie zatrzymac. Bylo nas tylko dwoch fanow. No nic trzeba obejsc sie smakiem. Bede probowal jeszcze na tej trasie i napewno sie uda.
w miedzyczasie rozmawiam z Waldim ktory wyruszyl juz z Swiss i lada moment pojawi sie w salem. Tez ma problemy z dojazdem przez ten wypadek.
Ide od tylu, gdzie stoi scena.
Przez wrota widze jak sluzba techniczna, muzycy sie kreca pija kawe, Mark pewnie w namiocie.
Widze Mike McGoldricka. Wolam Go. Pozdrawiam go podaje plyty do podpisania, nie ma problemu, dziekuje za dobra gre, Mike odchodzi, inni muzycy tez sie kreca ale zaden nie ma checi by podejsc do nas fanow.
Za chwile sound check.
Sluzba kaze nam sie odsunac na bezpieczna odleglosc

Ok. Przybywa Jambi idziemy cos przekasic i ugasic pragnienie, bo jest goroco a i od emocji zasycha w gardle.
Po 19.00 wchodzimy na plac koncertowy. caly kompleks otoczony budynkami, jest kosciol mala fontanna i morze ludzi. Pieknie swieci slonce, ludzi pija piwo jedza cos co nazywa ise pizza ale nia nie jest.
Rozchodzimy sie z Waldkiem, mam 8 rzad Jambio 14 w tym samym sektorze. Blisko do sceny. pieknie.
20 minut 4 pojawia sie znajomy rytm i muzycy, pozniej Damen und Herren
Herzlich wilkommen in Salem Mark Knopfler.
Broken Bones - brzmi swietnie, zwlaszcza ze ludzie bija brawo to rytmu BB,
Mark i band w swietnych nastrojach.
BB na wejscie, jesli tak maja wchodzic to jak najbardziej.
CBC mocno zagrane znowu owacje
Privatering Mark sie rozgaduje, Band i mark dostaja owacje na stojaco.
Father... znowu pieknie zagrane przez Mike´a. HFB mocno, penetrujace.
Dzwiek na koncercie zyleta, tnie, czysty mocny.
Na swierzym powietrzu a mialem wrazenie jakbym byl w studiu nagraniowym, szacunek dla techicznego.
KoG, mark mocno rozwija utwor przez solowke na koncu.
Skydriver pieknie zagrany, chlopaki sie bawia, nie ma Ruth ale sa inni...

I used to could ok ale nie przepadam za tym
R&J jest NIgel cos przepieknego z saksem.
SoS zagrane z zebem, Mark sie bawi solo.
Haul away, troche szkoda ze wypadlo mighty man
Nastrojowo sie zrobilo.
Pocztowki, prezentacja bandu, brawa, dobra zabawa.
Marbletown
Speedway przy takim naglosnieniu pewnie i na ksiezycu slyszeli
TR monument muzyczny poklony Panie Marku za wykonanie
Pod koniec TR wiadomoym sobie sposobem znajduje sie przed scena
Bisy. Co zagraja, nie ma Ruth...moze cos nowego?
Bede widzial Marka z dwoch metrow, Co za radosc popatrzec z bliska na Marka i zaloge.
Wszyscy w wysmienitych humorach.
Wychodzi Knopfler z czerwony fenderem , brum brum brum brum i SfAway
Co bedzie drugie. Podsluchalismy sound check ale nie mamy pewnosci z Waldkiem.
Nagle, znajomy poczatek, tak jak w latach 80´ Johny Walker za harmonia...
Brothers in Arms, dzwieki bija w uszy, Mark zamyslony spiewa, publika ucichla.
Sluchamy do ostatniego taktu, znowu owacje...
Wychodzi Nigel z saxem
Going Home, co za urokliwy numer, tyle razy slyszany a trzyma za serce i gardlo.
Koniec, Mark i band schodza szybko ze scen wsrod goracych owacji.
Robi sie ciemno, niektorzy mysle ze jeszcze wyjda ale to tylko nadzieja...
po paru minutach swiatla i to juz koniec.
Po koncercie spotkalismy sie z Waldim na krotkie podsumowanie, jestesmy obaj zachwyceni muzyka, forma Marka i zespolu a takze dzwiekiem. Takiego jeszcze nie bylo.
Ruszamy do domow Waldi do swojego ksiazecego krzesla a ja do Winthertur.
Jutro jest tez koncert w Zurichu, ale czy tam sie pojawimy...biletow nie mamy,
Ale byc 30 km od koncertu i na niego nie pojechac to by bylo...
CDN
Przeprszam za bledy

