26.05.2015, 19:44
scaffolder napisał(a):Myślę o widzach co byli i mają takie odczucia.
I ja mam niestety takie odczucia. Szanuję Marka, również i to, że z płyty na płyty oszczędnie dawkuje nam swoją gitarę, koncert to jednak nie to samo co płyta, tu wymagam (-y) czegoś więcej, nutki improwizacji, czegoś co nas zaskoczy, a tego...po prostu brak. Jasne w Kingdom of Gold, czy chociażby Yon two crows, że przytoczę poprzednią trasę, pojawia się ciut więcej gitarki, ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę. W obecnej aż się prosi np. o więcej gitary w Wherever I Go, czy też Broken bones, które jest - jak dla mnie - po prostu nudne. Sam zaś set, kurczę, nie myślałem, że kiedyś to napiszę, to jak dla mnie "odgrzewany kotlet"
W zasadzie bez żadnego zaskoczenia, ot, pojawiło się ciut więcej utworów względem trasy z 2013, można rzec, wskoczyły te z nowej płyty, a reszta....w zasadzie kopia setlisty z Łodzi. I nie przekonuje mnie to, że zespół świetnie się przy tym bawi. Jasne to również jest ważne, ale przecież to zadowolenie fana winno być na pierwszym miejscu, a to, przynajmniej w moim przypadku, z trasy na trasę jest coraz mniejsze...

