23.05.2015, 02:47
Witam wszystkich,
Od razu przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z kompa hotelowego...
Mialem dzisiaj wielka przyjemnosc posluchania Marka w Londynie w hali O2. Bylem w niej pierwszy raz i jak dla mnie za duza na sluchanie Markowego grania, ale jak kupowalem bilety to jeszcze nie wiedzialem, ze beda nastepne w RAH...
Godzina 7.30 (rozpoczecie koncertu) - polowa hali pusta. Rozpoczynamy dopiero 7.55
Opener Broken Bones - koncertowa wersja zupelnie nie trafia do mnie, poza tym ludzie jeszcze sie schodza, szukaja miejsc, wlasciwie tak jakby koncert jeszcze sie nie zaczal. Potem Corned Beef City i powiem szczerze, ze moglby od tego zaczynac - kawalek naprawde wymiata. Mark dzieli sie z nami refleksja, ze wlasciwie to tu, niedaleko, wszystko sie zaczelo - w Deptford, po drugiej stronie Tamizy. Wygraza nam tez, ze bedzie grac bardzo dlugo, wlasciwie nie wie ile, ale metro moze przestac kursowac
Na uspokojenie gra Priveteering - moze byc. Nastepnie super zagrane Father & Son z Hill Farmer's Blues - swietnie sie tego slucha!! Na scene wchodzi Ruth Moody i znow na uspokojenie Kingdom of Gold z fajna solowka Marka (Jezozwierzowi sie nie podobala ale mi bardzo). Czas na Skydiver - swietny utwor, ale mialem wrazenie, ze sie troche rozlazil i kazdy gral i spiewal troche w innym tempie... plynne przejscie do Laughs and Jokes and Drinks and Smokes i to jest to - tu widac, ze wszystko gra i panowie swietnie sie bawia!
Mark zaprasza na scene Nigela i graja bardzo przyjemne I Used To Could, duzo lepsze niz na plycie. Czas na klasyke w postaci Romeo and Juliet i Sultans of Swing. Hala szaleje i tu taka moja refleksja - myslalem, ze co jak co, ale w Londynie publika juz tyle razy sie nasluchala tych kawalkow, ze nie beda wzbudzac az takich emocji, ale jednak - mozna tego sluchac chyba w nieskonczonosc...
No i przyszedl czas na najwieksze rozczarowanie wieczoru - Mighty Man - wstep piekny, ale jakos nie trawie tego utworu (wiecej nie napisze aby kogos nie urazic komu sie ten kawalek podoba, ale z trudem powstrzymuje sie przed wyjsciem na piwo
- gdybym byl blisko wyjscia pewnie bym poszedl. Cale szczescie dalej jest juz tylko lepiej! Najpierw Postcards from Paraguay z prezentacja zespolu (Guy zostal przez Marka doceniony za kolejna kwiecista koszule, co przyjal z nieklamanym zadowoleniem). Przyszedl czas na Marbletown - na plycie tego utworu nie lubie, ale koncertowa wersja jest po prostu bombowa i daje naszym idolom fure radosci. To samo Speedway at Nazareth - palce lizac i jeszcze na koniec Telegraph Road z nastepujaca ekstaza publiczosci. Po krotkiej przerwie So Far Away w swietnym stylu jak za dawnych lat. Nastepnie wraca Ruth i Nigel i graja Wherever I Go - dla malkontentow saksofonu powiem, ze bez niego ten utwor BARDZO duzo by stracil. No i wreszcie Going Home - pierwszy raz slyszalem to na zywo z saksofonem - perelka czy tez wisienka na torcie. Koniec, niestety.
Mam caly koncert nagrany, ale na telefonie - da sie sluchac (wlasnie to robie). Jesli ktos by byl zainteresowany to wrzuce na chomika po powrocie - dajcie znac czy chcecie.
PS Czy na forum jest jegomosc, ktory kilkukrotnie krzyczal RYSIUUUUU!
Pozdrowienia dla wszystkich z pogodnego Londynu.
Marek
Od razu przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z kompa hotelowego...
Mialem dzisiaj wielka przyjemnosc posluchania Marka w Londynie w hali O2. Bylem w niej pierwszy raz i jak dla mnie za duza na sluchanie Markowego grania, ale jak kupowalem bilety to jeszcze nie wiedzialem, ze beda nastepne w RAH...
Godzina 7.30 (rozpoczecie koncertu) - polowa hali pusta. Rozpoczynamy dopiero 7.55
Opener Broken Bones - koncertowa wersja zupelnie nie trafia do mnie, poza tym ludzie jeszcze sie schodza, szukaja miejsc, wlasciwie tak jakby koncert jeszcze sie nie zaczal. Potem Corned Beef City i powiem szczerze, ze moglby od tego zaczynac - kawalek naprawde wymiata. Mark dzieli sie z nami refleksja, ze wlasciwie to tu, niedaleko, wszystko sie zaczelo - w Deptford, po drugiej stronie Tamizy. Wygraza nam tez, ze bedzie grac bardzo dlugo, wlasciwie nie wie ile, ale metro moze przestac kursowac
Na uspokojenie gra Priveteering - moze byc. Nastepnie super zagrane Father & Son z Hill Farmer's Blues - swietnie sie tego slucha!! Na scene wchodzi Ruth Moody i znow na uspokojenie Kingdom of Gold z fajna solowka Marka (Jezozwierzowi sie nie podobala ale mi bardzo). Czas na Skydiver - swietny utwor, ale mialem wrazenie, ze sie troche rozlazil i kazdy gral i spiewal troche w innym tempie... plynne przejscie do Laughs and Jokes and Drinks and Smokes i to jest to - tu widac, ze wszystko gra i panowie swietnie sie bawia!Mark zaprasza na scene Nigela i graja bardzo przyjemne I Used To Could, duzo lepsze niz na plycie. Czas na klasyke w postaci Romeo and Juliet i Sultans of Swing. Hala szaleje i tu taka moja refleksja - myslalem, ze co jak co, ale w Londynie publika juz tyle razy sie nasluchala tych kawalkow, ze nie beda wzbudzac az takich emocji, ale jednak - mozna tego sluchac chyba w nieskonczonosc...
No i przyszedl czas na najwieksze rozczarowanie wieczoru - Mighty Man - wstep piekny, ale jakos nie trawie tego utworu (wiecej nie napisze aby kogos nie urazic komu sie ten kawalek podoba, ale z trudem powstrzymuje sie przed wyjsciem na piwo
- gdybym byl blisko wyjscia pewnie bym poszedl. Cale szczescie dalej jest juz tylko lepiej! Najpierw Postcards from Paraguay z prezentacja zespolu (Guy zostal przez Marka doceniony za kolejna kwiecista koszule, co przyjal z nieklamanym zadowoleniem). Przyszedl czas na Marbletown - na plycie tego utworu nie lubie, ale koncertowa wersja jest po prostu bombowa i daje naszym idolom fure radosci. To samo Speedway at Nazareth - palce lizac i jeszcze na koniec Telegraph Road z nastepujaca ekstaza publiczosci. Po krotkiej przerwie So Far Away w swietnym stylu jak za dawnych lat. Nastepnie wraca Ruth i Nigel i graja Wherever I Go - dla malkontentow saksofonu powiem, ze bez niego ten utwor BARDZO duzo by stracil. No i wreszcie Going Home - pierwszy raz slyszalem to na zywo z saksofonem - perelka czy tez wisienka na torcie. Koniec, niestety.Mam caly koncert nagrany, ale na telefonie - da sie sluchac (wlasnie to robie). Jesli ktos by byl zainteresowany to wrzuce na chomika po powrocie - dajcie znac czy chcecie.
PS Czy na forum jest jegomosc, ktory kilkukrotnie krzyczal RYSIUUUUU!
Pozdrowienia dla wszystkich z pogodnego Londynu.
Marek

