10.03.2005, 09:47
Zgadza sie Robson, takie stadionowe koncerty na pewno maja swój urok, osobiście jednak preferuję te bardziej kameralne występy z MK w roli głównej. Chyba najbardziej kameralne na których byłem to koncerty Notting Hillbillies w Ronnie Scot's Jazz Club w Londynie - klimat niesamowity, na sali 200-300 osób, scena tuz obok. Między powiedzmy Your own sweet way a Water of Love można było postawić Markowi piwo, wystarczy ,że krzyknął że mu zaschło w gardle
Wyobrażacie sobie co się działo? Smaczku dodawał fakt że klub znajduje się w dzielnicy West End na ulicy na której mozna wypic kawę w "Angellucci's" a kawałek dalej jest "Barocco Bar" - nazwy znane... no właśnie, skąd? Prawda jest tez taka, że nigdy nie byłem na koncercie na stadionie - atmosfera takich koncertów musi być również wspaniała.
Wyobrażacie sobie co się działo? Smaczku dodawał fakt że klub znajduje się w dzielnicy West End na ulicy na której mozna wypic kawę w "Angellucci's" a kawałek dalej jest "Barocco Bar" - nazwy znane... no właśnie, skąd? Prawda jest tez taka, że nigdy nie byłem na koncercie na stadionie - atmosfera takich koncertów musi być również wspaniała.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

