09.06.2010, 10:03
Witam wszystkich, z bolem glowy, nie wiem czy to wynik decybeli czy niedospania. Wrocilismy z Dziadkiem ok 3.00.
Wczoraj zdobylismy Luxemburg. Zawsze chetnie sie tam wybieram nie ze wzgledu na tansze paliwo, kawe i fajki (ktorych zreszta nie pale) ale ze wzgledu na koncerty w Rockhall.
W poniedzialek wieczorem we Frankfurcie, kiedy stalem przed scena, tak blisko Marka, przyszla mi do glowy mysl, moze by Markowi podarowac nasza koszulke,na poczatku myslalem rzucic ja na scene ale zostalbym prawie nagi
. Jade do domu z ta mysle, po przyjezdzie do domu, koszulke z siebie i do pralki
rano prasuje ja i czekam na Dziadka. Troche sie denerwuje, Marek dziadek mial byc na 11 a go nie ma. Dzwonie do zony Marka, mowi ze jest w drodze, czekam i czekam, w miedzyczasie wstawiam jakis obiadzik (pierogi ruskie ale z polski i kapustno-grzybowe zeby lepsze wiatry byly
) pierogi sa gotowe a dziadka nie ma. Patrze podjezdza jakies porsche
na numerach Fuldy mysle dziadek , biegne a samchod sie oddala w oka mgnieniu. Po chwili zawraca, widocznia kierowca zobaczyl mnie we wstecznym lusterku. Jedzie w moja strone, okazuje sie ze pan w porsche to dziadek. Witam go z radoscia, idziemy zjesc pierogi, chyba byly ok, bo zyjemy do tej pory. Dziadek otrzymuje ode mnie koszulke i plyty z koncertu Marka. Wsiadamy do porsche i w dluga, okazuje sie ze jego Carrera nie ma nawigacji, marek ma tylko taka przenosna ale bez Luxemburgalae za to z Lichtensteinem
jedziemy sobie w strone Trieru, mapa na kolanach jak za dawnych czasow (jestem pilotem) Marek tak szybko jedzie ze kolo Trieru nie zauwazamy zjazdu i wjezdzamy troche do miasta, nawrot, Marek dal po garach i jestesmy z powrotem ale juz na dobrej drodze. Po kilkunastu minutach wjezdzamy do Ksiestwa Luxemburg, francuski- niemieckie napisy, i paliwo tansze z 20 centow
Mijamy lotnisko Luxemburg (tu wyladuje Mark), obwodnica jedziemy na poludnie w strone Esch-Alzette (18 km od Luxemburga w strone Francyjii) Dla pewnosci pytamy sie jeszcze gdzie jest Rockhall, dostajemy w miare dobre wskazowki i w droge, za kilka minut pojawiaja sie tablice Rockhall. Jestesmy w domu, Rockhall lezy w przemyslowej dzielnicy, niezbyt pieknej (beda zdjecia). Zajezdzamy na parking, jest ok. 15.20, bierzemy nasze gadzety do podpisania, bilety , owoce (zdrowe) i w droge do Rockhall. Pod hala stoi juz grupka fanow, ale my ja mijamy i idziemy do miesca gdzie Mark wjezdza. Czekam, obsluga nie wie o ktorej Mark przyjedzie (niewie albo wie ale mowi ze nie wie
) Dolaczaja do nas dwaj fani z Francjii ,( byli rowniez 2 lata temu rozpoznaje ich) jednym jest Poupystar (kreci Markowe koncerty) Nawiazujemy z nimi kontakt, Dziadek po francusku, ja po wlosku. Okazuje ze chlopcy byli juz na kilku koncertach(Nowy Jork, Londyn, Antwerpia, dzis Luxemburg a potem Paryz, Nimmes, Monako, Mantroux, Praga i ...)Jak widac nie tylko my mamy nierowno pod sufitem ze wzgledu na Marka. Powoli dochodza inni, jest nas grupka ok 8 osob. Ok 16.20 pojawiaja sie samochody, Duzy VW, i trzy mercedesy, srebrny jak sie okazuje z Markiem na pokladzie, i dwa czarne, wjezdzaja za brame, mala konsternacja, jakos nie mozna krzyczec, odebralo mi glos, czekamy ze ktos podejdzie, muzycy wychodza z samochodow biora walizki i do hali. Po chwili krzyczy do nas bodajze menager Marka, ze za chwilke przyjdzie. I tak sie staje, przychodzi bierze o kazdego tylko po jednej rzeczy do podpisania, wkladke plyty albo jak w przypadku Dziadka tablo z naklejonymi biletami, podchodzi do mnie chce mu dac kilka wkladek z plytami do podpisu ale mowi "one"podaje wiec Get Lucky i koszulke i mowie "for Mark from Poland" hmm for Mark, odpowiada menager, usmiecha sie, bierze koszulke wraz z innymi przedmiotami i odchodzi. Jak sie okazuje wszystko po kilku minutach do nas wraca, ale moja koszulka juz nie (jestem goly i wesoly ale zadowolony), menager dobrze zrozumial moja intencje "to jest koszulka dla Marka" nie na autograf. Ciesze sie w glebi serca, moze Mark gdzies ja kiedy zalozy. Zartuje sobie z dziadkiem, ze pewnie zrobi sobie z niej onuce
zimowa pora albo... Naprawde jestem ciekawy jaki bedzie los "reingodowej" koszulki. Po zdobyciu autografow idziemy przed drzwi, by czekac na koncert, od czasu do czasu pada deszcz ale stoimy pod dachem
cdn....
Wczoraj zdobylismy Luxemburg. Zawsze chetnie sie tam wybieram nie ze wzgledu na tansze paliwo, kawe i fajki (ktorych zreszta nie pale) ale ze wzgledu na koncerty w Rockhall.
W poniedzialek wieczorem we Frankfurcie, kiedy stalem przed scena, tak blisko Marka, przyszla mi do glowy mysl, moze by Markowi podarowac nasza koszulke,na poczatku myslalem rzucic ja na scene ale zostalbym prawie nagi
. Jade do domu z ta mysle, po przyjezdzie do domu, koszulke z siebie i do pralki
rano prasuje ja i czekam na Dziadka. Troche sie denerwuje, Marek dziadek mial byc na 11 a go nie ma. Dzwonie do zony Marka, mowi ze jest w drodze, czekam i czekam, w miedzyczasie wstawiam jakis obiadzik (pierogi ruskie ale z polski i kapustno-grzybowe zeby lepsze wiatry byly
) pierogi sa gotowe a dziadka nie ma. Patrze podjezdza jakies porsche
na numerach Fuldy mysle dziadek , biegne a samchod sie oddala w oka mgnieniu. Po chwili zawraca, widocznia kierowca zobaczyl mnie we wstecznym lusterku. Jedzie w moja strone, okazuje sie ze pan w porsche to dziadek. Witam go z radoscia, idziemy zjesc pierogi, chyba byly ok, bo zyjemy do tej pory. Dziadek otrzymuje ode mnie koszulke i plyty z koncertu Marka. Wsiadamy do porsche i w dluga, okazuje sie ze jego Carrera nie ma nawigacji, marek ma tylko taka przenosna ale bez Luxemburgalae za to z Lichtensteinem
jedziemy sobie w strone Trieru, mapa na kolanach jak za dawnych czasow (jestem pilotem) Marek tak szybko jedzie ze kolo Trieru nie zauwazamy zjazdu i wjezdzamy troche do miasta, nawrot, Marek dal po garach i jestesmy z powrotem ale juz na dobrej drodze. Po kilkunastu minutach wjezdzamy do Ksiestwa Luxemburg, francuski- niemieckie napisy, i paliwo tansze z 20 centow
Mijamy lotnisko Luxemburg (tu wyladuje Mark), obwodnica jedziemy na poludnie w strone Esch-Alzette (18 km od Luxemburga w strone Francyjii) Dla pewnosci pytamy sie jeszcze gdzie jest Rockhall, dostajemy w miare dobre wskazowki i w droge, za kilka minut pojawiaja sie tablice Rockhall. Jestesmy w domu, Rockhall lezy w przemyslowej dzielnicy, niezbyt pieknej (beda zdjecia). Zajezdzamy na parking, jest ok. 15.20, bierzemy nasze gadzety do podpisania, bilety , owoce (zdrowe) i w droge do Rockhall. Pod hala stoi juz grupka fanow, ale my ja mijamy i idziemy do miesca gdzie Mark wjezdza. Czekam, obsluga nie wie o ktorej Mark przyjedzie (niewie albo wie ale mowi ze nie wie
) Dolaczaja do nas dwaj fani z Francjii ,( byli rowniez 2 lata temu rozpoznaje ich) jednym jest Poupystar (kreci Markowe koncerty) Nawiazujemy z nimi kontakt, Dziadek po francusku, ja po wlosku. Okazuje ze chlopcy byli juz na kilku koncertach(Nowy Jork, Londyn, Antwerpia, dzis Luxemburg a potem Paryz, Nimmes, Monako, Mantroux, Praga i ...)Jak widac nie tylko my mamy nierowno pod sufitem ze wzgledu na Marka. Powoli dochodza inni, jest nas grupka ok 8 osob. Ok 16.20 pojawiaja sie samochody, Duzy VW, i trzy mercedesy, srebrny jak sie okazuje z Markiem na pokladzie, i dwa czarne, wjezdzaja za brame, mala konsternacja, jakos nie mozna krzyczec, odebralo mi glos, czekamy ze ktos podejdzie, muzycy wychodza z samochodow biora walizki i do hali. Po chwili krzyczy do nas bodajze menager Marka, ze za chwilke przyjdzie. I tak sie staje, przychodzi bierze o kazdego tylko po jednej rzeczy do podpisania, wkladke plyty albo jak w przypadku Dziadka tablo z naklejonymi biletami, podchodzi do mnie chce mu dac kilka wkladek z plytami do podpisu ale mowi "one"podaje wiec Get Lucky i koszulke i mowie "for Mark from Poland" hmm for Mark, odpowiada menager, usmiecha sie, bierze koszulke wraz z innymi przedmiotami i odchodzi. Jak sie okazuje wszystko po kilku minutach do nas wraca, ale moja koszulka juz nie (jestem goly i wesoly ale zadowolony), menager dobrze zrozumial moja intencje "to jest koszulka dla Marka" nie na autograf. Ciesze sie w glebi serca, moze Mark gdzies ja kiedy zalozy. Zartuje sobie z dziadkiem, ze pewnie zrobi sobie z niej onuce
zimowa pora albo... Naprawde jestem ciekawy jaki bedzie los "reingodowej" koszulki. Po zdobyciu autografow idziemy przed drzwi, by czekac na koncert, od czasu do czasu pada deszcz ale stoimy pod dachem
cdn....

