(27.07.2019, 16:34)Robson napisał(a):(27.07.2019, 15:52)dziadek napisał(a):(27.07.2019, 01:17)Robson napisał(a):(26.07.2019, 21:33)macsa napisał(a): Piękne chwile , piękne wspomnienia i ten telefon od Mirka - niezapomniany !! Czekam na kolejny odcinek !!
Też pamiętam...Jak Mirek powiedział mi do słuchawki że próbują Once Upon...musiałem się zatrzymać na chwilę...
Do Luksemberga zdecydowaliśmy się pojechać po obejrzeniu na YT koncertu Marka i niejasnej zapowiedzi, że to mogą być jego ostatnie występy. Z koncertami w Luksemburgu zawsze łączyły się przyjemne wspomnienia- pierwszy raz jechałem tam razem z Mirkiem, tam dostałem pierwszy autograf Marka. I tym razem ucieszyłem się, kiedy około godz. 16 zobaczyłem prawie biegnącą sylwetkę Mirka, (który nie miał się tu w ogóle pojawić), by zdążyć przed przyjazdem Marka. Mamy jeszcze tyle czasu, by posłuchać fascynujących opowieści Mirka o jego spotkaniu z Markiem na dworcu chyba w Kolonii, jak doszło do wspólnego zdjęcia po koncercie. W końcu przyjeżdżają czarne Mercedesy, i następuje znany rytuał: Paul odbiera nasze drobiazgi, gościowi z Francji pozwala wejść z gitarą do podpisania. Po chwili wszyscy są uszczęśliwieni, najbardziej chyba Mirek którego twarz na zdjęciu z Markiem przeciął autograf pana Knopflera. I znowu kolejny koncert Marka, na stojąco parę mertów przed sceną. Znowu super.
Po dwóch tygodniach jedziemy do Mannheim. Oczywiście przed koncertem zaczailiśmy się po autograf, wraz z paroma innymi nienajmłodszymi już wielbicielami jego talentu. Gadamy sobie, i wspomniałem, że kolega zrobił zdjęcie z Knopflerem! Pytają mnie „jaki kolega?” Mowię, a z Polski. A oni „a jak się nazywa?” Odpowiadam Mirek, licząc, że im nic to nie powie. A oni: „Mirek, to znamy go!!!,
Podjechał Knopfler (chyba w jednym z trzech busów), potem wychodzi Paul Crockford, by zabrać rzeczy do podpisania. Mam ze sobą gitarę. Pyta, czy sam gram. Tak. „To pokaż”. Złapałem F- dur, uśmiechnał się, i zabrał gitarę z sobą: (może chodziło o to, czy nie jest na sprzedaż, albo chciał pożartować sobie ze mnie...) I gitara wróciła z autografem, razem z podpisanymi okładkami płyt.
Schowaliśmy cenne rzeczy do auta, zostawili samochód na parkingu i pojechali do Mannheim. Wracając jakiś facet w pociągu, pyta mnie, czy dojedzie nim do SAP Arena. (Miałem ubraną koszulkę Knopflera) . Mówię- tak, a że wygląda na trochę zagubionego, pytam czy też tam się wybiera. Odpowiada po angielsku, że przyleciał wczoraj z Indii specjalnie na koncert Marka, jutro leci z powrotem do domu. Trochę gadam z nim (też rękami) i prowadzę do samochodu. Jak zobaczył podpisaną gitarę prawię klęknął przed bagażnikiem, a kiedy sprezentowałem mu okładkę Privateering z autografem Marka - był cały happy. Zrobiliśmy sobie zdjęcie,wymienili mailami. Ci zwariowani fanii... A sam koncert, mimo, że siedziałem mniej więcej w środku hali – po prostu REWELACJA!!! Dźwięk kryształ, szczególnie gdy grał na gitarze klasycznej, żadnego nietrafionego czy niepotrzebnego tonu.
Następnego dnia wchodzę na oficjalną stronę Marka. Na niej zdjęcie gitary (podobnej do mojej) z autografem i informacja, że Marek nie będzie więcej rozdawał autografów, bo podpisane przez niego rzeczy dla fanów trafiają na ebay. Ciekawe, czy na kolejnych koncertach dotrzymał słowa? Co nurtuje mnie jeszcze bardziej, czy to naprawdę ostatnie koncerty markotnego Marka, lidera legendy Dire straits? I w tym przypadku, czas pokaże... Oby NIE!
Marku jak mogę się z Tobą skontaktować nie mam nr.
Marku dzieki za relacje. bardzo milo bylo Was spotkac po latach w Luxemburgu.

