18.07.2013, 20:11
Właśnie trochę już czasu minęło od tego koncertu i chyba trzeba powrócić do tego wydarzenia. To na pewno nie będzie relacja w stylu jaką popełnił tu nie raz Mirek czy Jambore.
A było fantastycznie. Od chwili kiedy bramki zostały otwarte myślę że mogłem poczuć się podobnie jak fani biegnący pod scenę czy to w Bazylei czy na On The Night. Te kilka chwil. Zaledwie sekundy...Mniejsza z tym że nazwa Dire Straits nie istnieje...Gnałem jak szalony za Pablosanem, oglądając się za Mary i Mirkiem a potem tuż pod sceną - oczekiwanie.
Zgadzam się z Mary. Koncert jeszcze piękniejszy i pełniejszy w moim odczuciu niż który przeżywaliśmy wszyscy w Łodzi. Wszystko było jakieś inne i wyraźniejsze. No w końcu oglądaliśmy najlepszy Band świata przy promieniach zachodzącego słońca
Ja po raz pierwszy w życiu na świeżym powietrzu. Taka namiastka DS? Chyba nie po raz pierwszy tego pięknego lipcowego weczoru...Nagłośnienie kapitalne choć wydawałoby się że gdzieś te dżwięki będą nam uciekać na otwartej przestrzeni. Ale nic podobnego. Było naprawdę solidnie i z pazurem. Mark i cały zespół nic tu odkrywczego nie napiszę po prostu w zachwycającej formie od "What It Is" po temat finałowy. Kontakt, komunikacja między nimi tworzyło silną więź i tylko umacniało mnie w przekonaniu że to jest prawdziwy zespół. A pozycja lidera- Marka Knopflera jakby umniejszona w sposób świadomy. Choć nie wiem czemu ale cały czas wydaje mi sie że Mike McGoldrick tego wieczoru unikal Marka Knopflera, jego spojrzeń, jego uśmiechów. Natomiast Mark? Jak zwykle szarmancki, dowcipny 4 lipca i w końcu widzaiłem z bardzo bliska wszyskie jego gesty, spojrzenia i pajączki na gitarze których wciąż bardzo wiele. Widzialem jego skupienie i zero ściemy. Prześliczne wykonanie "I Dug Up A Diamond" i już mi nie brakuje wejścia Richarda Bennetta na końcu. "I Used To Could" - ależ oni fantastycznie się bawili podczas tego numeru. Kapitalny (i poważny) Jim Cox. A zaraz potem wspomnień czar bo na scenę wkroczył Nigel Hitchcock i po raz kolejny tego wieczoru (ja osobiście na serio) otrzymalem namiastkę Dire Straits. "Romeo And Juliet" Chociaż brakowało mi trochę wejścia saksofonu na koncu tego romantycznego poematu
Tak jak na koncercie choćby w Bazylei. Trochę czekałem na ten moment. Być może inaczej tym razem rozpracowali ten utwór, być może nie chcieli powielać schematu z minionych lat.
Mark Knopfler od 2005 roku gra "Song For Sonny Liston" na koncertach i przyznam szczerze że trochę już ten numer zdążył mi się znudzić, ale to co panowie zaprezentowali w Dreźnie to całkowicie mnie zdmuchnęli. Potężny i rockowy wykon. Serio. Zabrzmiało rewelacyjnie a kontrabas obslugiwany przez Glenna Worfa odczuwałem gdzieś w okolicach...Nieważne
Mocny punkt koncertu. Jak i kolejny. Chyba specjalnie dla nas "Dream Of The Drowned Submariner" Absolutnie magiczne chwile z Nigelem Hitchcockiem na klarnecie. Wersja mniej delikatna, kameralna niż na albumie. "Marbletown" chyba jeszzce dłuższe i wydaje mi się że panowie zapędzają sie jeszcze dalej i jeszcze głębiej. Licho wie gdzie
Ale wracają do głownej melodii na zakończenie. Kolejny mocny atut setlisty. "Speedway At Nazareth" Telegraph Road" Czy tutaj trzeba o czymś opowiadać? Chyba nie ma takiej potrzeby. Jeszcze gdzieś tam w oddali niebo pomalowane na czerwono i Shangri-La...i raz jeszcze Nigel Hitchcock z saksofonem i chyba tego ciepłego wieczoru wszyscy potrzebowaliśmy takich chwil ukojenia z ciepłym brzmieniem gitary Marka. A na koniec "Going Home" i mrówy na ciele bo to byla absolotnie mega wersja tego tematu. Raz jeszce wspomnień czar jak mogło być na koncercie naszego ulubionego zespołu. Jak było. I już wiem że nie ma lepszego finału koncertu Marka Knopflera. I wiem też że niczego mi nie brakowało. A to już bardzo dużo.
What It Is
Corned Beef City
Cleaning My Gun
Privateering
Father And Son
Hill Farmer's Blues
I Dug Up A Diamond
I Used To Could
Romeo And Juliet
Song For Sonny Liston
Dream Of The Drowned Submariner
Postcards From Paraguay
Marbletown
Speedway At Nazareth
Telegraph Road
Our Shangri-La
Going Home
Duże PS. Mirku dziękuję Ci bo bez Ciebie nie byłoby mnie na tym koncercie
Mniejesze ps. polowanie na autografy tym razem nie wypalilo choć Mirek przygotował dla nas świetną pozycję ale tym Mark nas przechytrzył choć do końca wierzyliśmy że się uda. Ale jak usłyszeliśmy probę i "I Dug Up A Diamond" - wszystko sie wyjaśnilo
Dziekuje ze wspólną wyprawę Mirkowi, Mary i Pablosanowi. Takie chwile się pamięta. Chcę jeszcze
A było fantastycznie. Od chwili kiedy bramki zostały otwarte myślę że mogłem poczuć się podobnie jak fani biegnący pod scenę czy to w Bazylei czy na On The Night. Te kilka chwil. Zaledwie sekundy...Mniejsza z tym że nazwa Dire Straits nie istnieje...Gnałem jak szalony za Pablosanem, oglądając się za Mary i Mirkiem a potem tuż pod sceną - oczekiwanie.
Zgadzam się z Mary. Koncert jeszcze piękniejszy i pełniejszy w moim odczuciu niż który przeżywaliśmy wszyscy w Łodzi. Wszystko było jakieś inne i wyraźniejsze. No w końcu oglądaliśmy najlepszy Band świata przy promieniach zachodzącego słońca
Ja po raz pierwszy w życiu na świeżym powietrzu. Taka namiastka DS? Chyba nie po raz pierwszy tego pięknego lipcowego weczoru...Nagłośnienie kapitalne choć wydawałoby się że gdzieś te dżwięki będą nam uciekać na otwartej przestrzeni. Ale nic podobnego. Było naprawdę solidnie i z pazurem. Mark i cały zespół nic tu odkrywczego nie napiszę po prostu w zachwycającej formie od "What It Is" po temat finałowy. Kontakt, komunikacja między nimi tworzyło silną więź i tylko umacniało mnie w przekonaniu że to jest prawdziwy zespół. A pozycja lidera- Marka Knopflera jakby umniejszona w sposób świadomy. Choć nie wiem czemu ale cały czas wydaje mi sie że Mike McGoldrick tego wieczoru unikal Marka Knopflera, jego spojrzeń, jego uśmiechów. Natomiast Mark? Jak zwykle szarmancki, dowcipny 4 lipca i w końcu widzaiłem z bardzo bliska wszyskie jego gesty, spojrzenia i pajączki na gitarze których wciąż bardzo wiele. Widzialem jego skupienie i zero ściemy. Prześliczne wykonanie "I Dug Up A Diamond" i już mi nie brakuje wejścia Richarda Bennetta na końcu. "I Used To Could" - ależ oni fantastycznie się bawili podczas tego numeru. Kapitalny (i poważny) Jim Cox. A zaraz potem wspomnień czar bo na scenę wkroczył Nigel Hitchcock i po raz kolejny tego wieczoru (ja osobiście na serio) otrzymalem namiastkę Dire Straits. "Romeo And Juliet" Chociaż brakowało mi trochę wejścia saksofonu na koncu tego romantycznego poematu
Tak jak na koncercie choćby w Bazylei. Trochę czekałem na ten moment. Być może inaczej tym razem rozpracowali ten utwór, być może nie chcieli powielać schematu z minionych lat.Mark Knopfler od 2005 roku gra "Song For Sonny Liston" na koncertach i przyznam szczerze że trochę już ten numer zdążył mi się znudzić, ale to co panowie zaprezentowali w Dreźnie to całkowicie mnie zdmuchnęli. Potężny i rockowy wykon. Serio. Zabrzmiało rewelacyjnie a kontrabas obslugiwany przez Glenna Worfa odczuwałem gdzieś w okolicach...Nieważne
Mocny punkt koncertu. Jak i kolejny. Chyba specjalnie dla nas "Dream Of The Drowned Submariner" Absolutnie magiczne chwile z Nigelem Hitchcockiem na klarnecie. Wersja mniej delikatna, kameralna niż na albumie. "Marbletown" chyba jeszzce dłuższe i wydaje mi się że panowie zapędzają sie jeszcze dalej i jeszcze głębiej. Licho wie gdzie
Ale wracają do głownej melodii na zakończenie. Kolejny mocny atut setlisty. "Speedway At Nazareth" Telegraph Road" Czy tutaj trzeba o czymś opowiadać? Chyba nie ma takiej potrzeby. Jeszcze gdzieś tam w oddali niebo pomalowane na czerwono i Shangri-La...i raz jeszcze Nigel Hitchcock z saksofonem i chyba tego ciepłego wieczoru wszyscy potrzebowaliśmy takich chwil ukojenia z ciepłym brzmieniem gitary Marka. A na koniec "Going Home" i mrówy na ciele bo to byla absolotnie mega wersja tego tematu. Raz jeszce wspomnień czar jak mogło być na koncercie naszego ulubionego zespołu. Jak było. I już wiem że nie ma lepszego finału koncertu Marka Knopflera. I wiem też że niczego mi nie brakowało. A to już bardzo dużo.What It Is
Corned Beef City
Cleaning My Gun
Privateering
Father And Son
Hill Farmer's Blues
I Dug Up A Diamond
I Used To Could
Romeo And Juliet
Song For Sonny Liston
Dream Of The Drowned Submariner
Postcards From Paraguay
Marbletown
Speedway At Nazareth
Telegraph Road
Our Shangri-La
Going Home
Duże PS. Mirku dziękuję Ci bo bez Ciebie nie byłoby mnie na tym koncercie
Mniejesze ps. polowanie na autografy tym razem nie wypalilo choć Mirek przygotował dla nas świetną pozycję ale tym Mark nas przechytrzył choć do końca wierzyliśmy że się uda. Ale jak usłyszeliśmy probę i "I Dug Up A Diamond" - wszystko sie wyjaśnilo

Dziekuje ze wspólną wyprawę Mirkowi, Mary i Pablosanowi. Takie chwile się pamięta. Chcę jeszcze
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

