23.11.2011, 20:46
numitor napisał(a):Właśnie, Chris, każdy ma prawo do swojego zdania. Występ Dylana został bardzo źle oceniony, ale mnie interesują przyczyny tego. Przyznaję, nie byłem na koncercie, ale bardzo dokładnie "przesłuchałem" tę trasę na youtubie. I - powiem szczerze - nic takiego nie słyszę. Dylan śpiewa mniej więcej tak, jak to robi od czterdziestu lat.
Co więcej - czytałem kilak recenzji z tych koncertów, w żadnej formie wokalnej Dylana nie poświęcono dużo miejsca. W "Rzepie" napisano jedynie: "Jeśli kiedyś porównywano głos Dylana do beczenia kozy, w Berlinie przypominał sznapsbaryton Jana Himilsbacha. Na początku melodeklamował. Może partie gitary Knopflera były mu potrzebne do odwrócenia uwagi od wokalnej niedyspozycji? Szybko jednak odzyskał formę".
Zastanawiam się dlaczego Wy tak ostro oceniacie Dylana: czy aż tak nie znaliście jego twórczości, że spodziewaliście się zobaczyć nowe wcielenie Luciano Pavarottiego? Czy może - to uznaję za bardziej prawdopodobne - jesteście tak zagorzałymi fanami Knopflera, że musicie degradować innych artystów? Tak, jak fani Lecha Poznań krzyczą "Legia, kur**, Legia, Legia, kur**", tak najchętniej krzyknęlibyście to samo w stronę Dylana?
Numitor, rozumiem chyba twoje intencje, choć aż tak daleko w porównaniach bym się nie posuwał. Natomiast zgadzam się z tobą zupełnie, że najostrzej oceniają występy Dylana na tej trasie ludzie, którzy nie słyszeli go na koncertach w ciągu ostatnich, powiedzmy, 15 lat. Bo chyba właśnie mniej więcej w połowie lat 90. zaczął wykonywać swoje piosenki w sposób zbliżony do obecnego. Ja się wychowałem na jego muzyce, i to jeszcze wówczas, kiedy śpiewał ją zupełnie inaczej, kiedy był "tylko" folkowcem. Potem był Woodstock i słynna już "zdrada", czyli przejście na gitarę elektryczną. Część fanów nie wybaczyła mu tego do dzisiaj. Nieważne. Nie chcę tu opisywać całej jego historii. Otóż chcę powiedzieć tyle, że on się ciągle zmienia, on ma ciągle coś nowego do powiedzenia i nie mówi tego, czego od niego chce świat, tylko mówi światu, to co on chce powiedzieć. A świat ma wolny wybór - może słuchać lub nie. Może też rozumieć lub nie. Tak to już jest z prawdziwą sztuką. Mark Knopfler też nie mówi, o czym są jego piosenki. Można je sobie interpretować dowolnie. Ja rozumiem, że dla niektórych ta szorstka monodeklamacja, czasem po prostu wykrzyczana jest nie do zniesienia. Jeśli jednak naprawdę zna się te teksty, to wówczas to nowe dylanowskie wykonanie musi pobudzać do refleksji - dlaczego, po co on to robi? I nie będę wchodził w polemikę z tymi, którzy z wielką łatwością kwitują - bo jest starcem, który stracił głos. Tych zapewniam, ze słyszałem Dylana śpiewającego inaczej - bardzo niedawno - więc jeszcze głosu nie stracił. Robi to celowo. Dlaczego? - na to już niech każdy spróbuje sobie odpowiedzieć sam. Czasem warto się zastanowić trochę dłużej i nie zadowalać się prostymi odpowiedziami, bo - jak to udowodnił Dylan w "Blowing in the Wind" - nawet pozornie łatwe pytania wymagają bardzo skomplikowanych odpowiedzi.

