20.11.2011, 14:20
pawellod napisał(a):Niekoniecznie w definicjach, choć najczęściej to w ich kontekście się o nim wspomina. Błąd ten dotyczy po prostu pojęć, a te są w każdej wypowiedzi, i polega na określaniu czegoś za pomocą kategorii, która do tego czegoś nie przystaje. No bo chyba zgodzisz się, że wysławiając MK za niczym i nijak nie argumentowałem :-) ?
Historia muzyki pisze się przecież na naszych oczach, a nawet możemy pisać ją sami (może nawet nie będąc krytykami muzycznymi czy historykami muzyki)!
Jasne, że Knopflera (takiego, jakim go znamy) nie byłoby bez Beatlesów czy Dylana, ale Bacha nie byłoby też pewnie bez Haendla, a ten pierwszy jest obecnie dość powszechnie uważany za wybitniejszego kompozytora, prawda? Natomiast z tego, co wiem, to za życia Bacha postrzegano go raczej jako zdolnego kontynuatora wielkiego poprzednika Georga Friedricha... i tyle.
A że podobnych sytuacji było przecież w historii mnóstwo, to czemu mielibyśmy być niewolnikami perspektywy dzisiejszej ortodoksji? To właśnie mnie przeraziło.
Oczywiście, że za dwieście lat historia może stwierdzić - opierając się na przykładzie Filipa - że Muniek był pionierem muzycznym. Albo po obejrzeniu moich nagrań jako dwuletniego dziecka, że tym pionierem byłem ja.
Trzymajmy się jednak elementarnych faktów - dzisiaj Knofpler znaczy dla historii mniej niż Beethoven i Beatlesi. Czyli w pierwszym rzędzie nie stoi.
Czy to, że napisałem prawdę musi spowodować publiczny lincz na forum? Zresztą, nie wiem, czy jest sens dyskutować - bo mój spór z Robsonem o to, czy wokal jest w ogóle ważny podczas koncertu Knopflera, który zobrazowałem konkretnym przykładem występu MK, podczas którego był w naprawdę fatalnej formie, a i tak bardzo mi się podobał, zakończył się tym, że Robson zupełnie zmienił temat.
"Come up and feel the sun
A new morning has begun..."
A new morning has begun..."

