19.11.2011, 23:09
Smoku, ja tylko napisałem, że to nie ma najmniejszego artystycznego sensu. Ludzie dzielą się na tych, co wyrastają z młodości i stają się dojrzali oraz tych, co to na zawsze chcą zostać młodzi, tyle, że w pewnym wieku to już bywa żałosne. Mark jest jak dobre wino - im starsze tym staje się lepsze. Naprawdę nie widzisz różnicy między Sultans of Swing i np. Privateering? To już jest inna muzyka. On się tamtej nie wypiera, ale chce robić stale coś nowego.
A co do kasy, czytałem gdzieś, że zaproponowano pół miliarda dolarów za trasę Dire Straits. Mark na szczęście nie musi...
Piszesz o Pink Floyd - zagrali razem w Londynie i co z tego? Oczywiście było przyjemnie posłuchać Wish You Were Here na żywo (nawet jeśli Watersowi powinno się zabronić tego śpiewać!), tylko co z tego? Czy są w stanie stworzyć razem coś nowego, coś tak wspaniałego jak The Dark Side of the Moon? Oczywiście, że nie, bo każdy wyrósł z tamtego czasu i robi teraz co innego. Byłem w Poznaniu kilka lat temu na prapremierze klasycznej opery (sic!) Watersa "Ca Ira". Co to ma wspólnego z dawnymi czasami Pink Floyd? Nic. I to se ne vrati. Koniec. Kropka.
A co do kasy, czytałem gdzieś, że zaproponowano pół miliarda dolarów za trasę Dire Straits. Mark na szczęście nie musi...
Piszesz o Pink Floyd - zagrali razem w Londynie i co z tego? Oczywiście było przyjemnie posłuchać Wish You Were Here na żywo (nawet jeśli Watersowi powinno się zabronić tego śpiewać!), tylko co z tego? Czy są w stanie stworzyć razem coś nowego, coś tak wspaniałego jak The Dark Side of the Moon? Oczywiście, że nie, bo każdy wyrósł z tamtego czasu i robi teraz co innego. Byłem w Poznaniu kilka lat temu na prapremierze klasycznej opery (sic!) Watersa "Ca Ira". Co to ma wspólnego z dawnymi czasami Pink Floyd? Nic. I to se ne vrati. Koniec. Kropka.

