18.11.2011, 00:06
Robson, przecież Dylana nie da się wcale zakwalifikować jako instrumentalistę. On fałszuje na gitarze nawet na płytach studyjnych. Czy brzdąkający na gitarze Cohen jest instrumentalistą? Natomiast co do formy Dylana, to mam inne zdanie. On ma już jednak 70 lat, więc cudów nie należy oczekiwać, ale przecież płyty stale nagrywa, więc twierdzenie, że nie ma już czym śpiewać jest przesadzone. Upieram się - a wydaje mi się, że znam go dość dobrze - że on robi dokładnie to, co chce robić. Tyle, że to się wielu ludziom nie podoba. Tak było zawsze. Identyczna sytuacja jak z Kate Bush, od której wszyscy chcą piosenek w stylu Wuthering Heights, a ona ma to gdzieś. Dylan nigdy nie robił tego, czego od niego oczekiwano. Pierwszy raz widziałem go na koncercie w Waszyngtonie - w pierwszej części grał Grateful Dead, a w drugiej Dylan z akompaniamentem ... Toma Petty'ego i Heartbreakers. Połowa stadionu wyszła po pierwszej piosence Dylana - bo to byli fani Jerry'ego Garcii i Grateful Dead. Myślę, że w Berlinie było podobnie. Wielu widzów przyszło głównie na MK, więc kiedy Dylan zaczął charczeć, wyszli. I tyle.

