17.11.2011, 15:12
Witam, nie było mnie na forum dość długo. Właśnie wróciłem z koncertu w Genewie.
Nie wiem czym się zachwycacie, a może ja nie miałem tym razem szczęścia. To prawda, że na oko Mark jest w formie lepszej niż w zeszłym roku. Tylko, że to nie idzie w parze z jakością. Jestem muzykiem i słyszę fałsz. A Mark niestety pofałszował sobie i to często. Nie mam ochoty mu wybaczać, gdyż jak się bierze za granie kasę to na fałsz nie ma miejsca. Na wyrozumiałość również. Uważam, że ten koncert to dziadostwo i powinny być zwrócone bilety. Nie wiem czy zejście ze sceny Marka po dwóch kawałkach granych z Dylanem było wyreżyserowane, (nie wiem jak było na innych koncertach) czy też Mark się wkurzył, że gra z takim czereśniakiem jakim jest Dylan i postanowił nie uczestniczyć w tym występie. Rozpacz i nędza. Ludzie gwizdali i opuszczali salę. Nie ma widocznie odważnych, którzy namówili by Dylana, żeby nigdy nie dotykał gitary, bo ona sama nie zagra (o harmonijce nie wspomnę). Niech sobie Dylan pisze, ale niech nie ryczy, bo kogut zarzynany ma piękniejszy głos. Ogólnie mogę stwierdzić to wydarzenie jednym zdaniem "brak respektu dla fanów i publiczności". Może Was to nie razi, ale odwracanie się plecami do publiczności w trakcie, gdy ta bije brawo dziękując za koncert to chyba nie jest ani angielskie, ani w dobrym tonie (to dotyczy Marka i jego muzyków, Dylan nawet nie wrócił na scenę, żeby podziękować tym, którzy wytrwali do końca). Ja też zmusiłem się aby doczekać do końca. Myślałem, że Mark wyjdzie raz jeszcze, ale niestety nie wyszedł. Przykro, ale po raz pierwszy w życiu wstałem i gwizdałem. I jeszcze ciekawostka. Przed halą nr 7 Areny w Genewie koncertował jakiś muzyk. Miał mały wzmacniacz, gitarę i grał kawałki Dylana. Fajnie grał. Ode mnie dostał 20 euro, bo franków nie miałem, inni nie szczędzili ani kasy, ani braw. Pozdrawiam wszystkich.
Nie wiem czym się zachwycacie, a może ja nie miałem tym razem szczęścia. To prawda, że na oko Mark jest w formie lepszej niż w zeszłym roku. Tylko, że to nie idzie w parze z jakością. Jestem muzykiem i słyszę fałsz. A Mark niestety pofałszował sobie i to często. Nie mam ochoty mu wybaczać, gdyż jak się bierze za granie kasę to na fałsz nie ma miejsca. Na wyrozumiałość również. Uważam, że ten koncert to dziadostwo i powinny być zwrócone bilety. Nie wiem czy zejście ze sceny Marka po dwóch kawałkach granych z Dylanem było wyreżyserowane, (nie wiem jak było na innych koncertach) czy też Mark się wkurzył, że gra z takim czereśniakiem jakim jest Dylan i postanowił nie uczestniczyć w tym występie. Rozpacz i nędza. Ludzie gwizdali i opuszczali salę. Nie ma widocznie odważnych, którzy namówili by Dylana, żeby nigdy nie dotykał gitary, bo ona sama nie zagra (o harmonijce nie wspomnę). Niech sobie Dylan pisze, ale niech nie ryczy, bo kogut zarzynany ma piękniejszy głos. Ogólnie mogę stwierdzić to wydarzenie jednym zdaniem "brak respektu dla fanów i publiczności". Może Was to nie razi, ale odwracanie się plecami do publiczności w trakcie, gdy ta bije brawo dziękując za koncert to chyba nie jest ani angielskie, ani w dobrym tonie (to dotyczy Marka i jego muzyków, Dylan nawet nie wrócił na scenę, żeby podziękować tym, którzy wytrwali do końca). Ja też zmusiłem się aby doczekać do końca. Myślałem, że Mark wyjdzie raz jeszcze, ale niestety nie wyszedł. Przykro, ale po raz pierwszy w życiu wstałem i gwizdałem. I jeszcze ciekawostka. Przed halą nr 7 Areny w Genewie koncertował jakiś muzyk. Miał mały wzmacniacz, gitarę i grał kawałki Dylana. Fajnie grał. Ode mnie dostał 20 euro, bo franków nie miałem, inni nie szczędzili ani kasy, ani braw. Pozdrawiam wszystkich.
