01.06.2009, 13:44
Na początek napiszę, co moim zdaniem było powodem pewnych minusów ostatniego zlotu.
Wszyscy wiemy, że względna integracja padła wraz z końcem koncertu. Aczkolwiek zlotowi mówię zdecydowane TAK, to błędom i wypaczeniom - NIE. A lista błędów i wypaczeń wygląda tak:
1. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
2. Rozlazły nieco początek zlotu.
3. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
4. Kilka małych sal zamiast jednej dużej.
5. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
6. Brak zagospodarowania przerw pomiędzy koncertami.
7. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
8. Brak jakiejś "odgórnej" inicjatywy integrującej ludzi.
9. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
W zasadzie mógłbym jeszcze wspomnieć o braku MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
Nie będę omawiał poszczególnych punktów, gdyż moje propozycje usprawnień przenikają się wzajemnie.
Na początku zlotu miałem wrażenie ogólnego jakiegoś rozgardiaszu. Niby leciał koncert, ale tu się ktoś krzątał ze sprzętem, tam zaczęły się już robić wspomniane w innym wątku grupki... Zabrakło wyraźnie zaznaczonego otwarcia zlotu. Ponadto można było mieć problem z identyfikacją poszczególnych osób, a nawet nie odróżniać uczestników zlotu od przypadkowego społeczeństwa. Zatem na przyszłość proponuję następujący program (pełnymi garściami czerpię z pomysłów podanych w wątku podlinkowanym przez numitora):
- Na wejście każdy otrzymuje identyfikator, na którym wpisuje swój nick. Podejmuję się obsadzić ten odcinek frontu, karty ID biorę na siebie. Nawet mam hasło na plakat: "zapytaj Barta, gdzie twoja ID-karta"
- Zlot otwieramy o godzinie Zero, która to godzina jest święta i nieporuszalna. Wszyscy muszą wiedzieć, że o tej i tej godzinie trzeba być na sali i nie będzie to fałszywy alarm. Unikniemy rozmycia początku zlotu i rozszwendania się ludzików. Sprzęt wnosimy i ustawiamy pod pierwszą kapelkę na tyle wcześnie, by godzina Zero była bezpieczna.
- Ktoś, kto ma język giętki, wygłasza gadkę motywującą do zabawy - z charyzmą Williama Wallace'a pod Stirling lub Aleksandra pod Gaugamelą.
- Mikrofon idzie w tłum, a każdy uczestnik dostaje swoje paręnaście sekund na PR.
Tyle w temacie samego otwarcia. Potem jedziemy dalej z punktami programu, zależnie od tego, jakie one będą. Jeśli będzie to projekcja koncertu, to niech ktoś najpierw ze swadą opowie o nim parę słów, może rzuci jakąś anegdotkę ciekawą (zapewne wszyscy będą ją znali, za wyjątkiem tych świeżo rozmrożonych, ale i tak warto przypomnieć). Niech podczas koncertu nie będzie już ustawiania sprzętu - jeśli coś jeszcze trzeba dograć, zrobi się to tuż przed występem.
Docieram tu do kolejnych minusów, czyli braku zagospodarowania przerw oraz niewielkiej salki. Po naszym koncercie, kiedy przygotowywał się Martinez, ludzie wyszli po piwo, na fajkę, pogadać itp. - nic dziwnego czy strasznego, ale nietety okazało się, że wielu już na salę nie wróciło - albo wróciło w połowie koncertu (sam niestety zasiliłem tę grupę). Na pewno jednym z powodów było kilka osobnych pomieszczeń i słaba komunikacja między nimi. Siedząc w tej małej salce w zaułku można było się nawet nie zorientować, że ktoś gra koncert na scenie. Trzy lata temu, kiedy ktoś poszedł po piwo, to siłą rzeczy wracał na główną salę - teraz niekoniecznie.
Ten problem jednak można by zniwelować poprzez jakieś zajęcie, zabawienie ludzi w trakcie przerwy. Tu można pomysłami sypać:
- konkurs wiedzy o MK & DS (oczywiście rozmaite Robsony i kooby nie miałyby prawa udziału, bo konkurs straciłby sens
);
- turniej zgadywanek na zasadzie: pokazuję ci bez wydawania dźwięków jakieś gesty, a ty mówisz, co to za piosenka (piosenka wybierana losowo, żeby nie można się było przygotować);
- prezentacja (jeśli nie aukcja) ciekawych Markowych gadżetów (ja mogę pokazać czarną płytę Love Over Gold z Czech, na szczęście bez dubbingu) i może opowiedzenie historii z nimi związanych;
- głosowanie na ulubioną płytę / piosenkę MK/DS z nagrodą dla tego, kto wybierze najmniej popularną pozycję;
- puszczenie (najlepiej na video, z jutuba powiedzmy) kilku kawałków innych wykonawców pod hasłem "podobieństwo czysto przypadkowe" - podejrzewam, że przynajmniej dla części forumowiczów dość zaskakujące byłoby np. Bird of Paradise Snowy'ego White'a,
- i tak dalej.
Poszczególne akcje można zaplanować na kolejne przerwy.
A co po koncertach? Przede wszystkim należy zadbać o to, by ludzie się w tym momencie nie rozpierzchli i by impreza nie zatraciła charakteru. Dlatego na ten moment przesunąłbym np. karaoke, które było przecież przednią zabawą. Na pewno nie zmieniałbym knajpy w środku imprezy, jak rok temu - bez dwóch zdań. Muza zdecydowanie powinna być przynajmniej w 1/3 Markowa, i to musi być warunek konieczny przy negocjacjach z właścicielem pubu. Ta 1/3 to na początku, potem można iść bardziej w klimaty taneczne, jednak nie przekraczać pewnej subtelnej granicy (Rihanna odpada).
Ogólnie rzecz w tym, by jak najdłużej trzymać ludzi w kupie.
Kolejna myśl: większość z was pewnie miała okazję pogadać z nowojorczykami (panowie to głównie z Karen, aczkolwiek widziałem jak zmieniała się grawitacja kiedy z nią rozmawialiście - gałki oczne szły w dół, na nowo definiując znaczenie frazy: "kontakt wzrokowy"
) i to mi podsuwa pomysł, by spróbować na zagranicznych forach rzucić info o naszym zlocie. A nuż znajdzie się wariat, który przyjedzie. Sądzę, że to by był naprawdę ciekawy motyw.
Jeśli Bartek mógłby to dla nas zrobić, to dla mnie pięknym punktem zlotu byłaby nocna przeprowadzka do Nandu. A tam - forum, gadki, gitarzenie i pożegnania. Trzy lata temu było magicznie, chcę to powtórzyć!
To w zasadzie wszystko z tych ogólnych ram, w które bym zlot opakował. Poniżej spróbuję dodać jeszcze parę przeszkadzajek budujących klimat.
- Wspomniana już dawno temu mapa Polski ze szpileczkami do wbijania w miasto, z którego się przybyło - gdzieś w centralnym miejscu knajpy.
- Plakaty Markowe na ścianach (w Poznaniu uczęszczam co miesiąc na imprezę Depeche Mode - przed każdą odsłoną przychodzi tam parę osób i przez godzinę rozwieszają na ścianach plakaty, flagi itp. - efekt jest tego wart).
- Można by pogadać z właścicielem przybytku, aby na tę jedną noc drinki zmieniły swoje nazwy. Nie "wściekły pies", lecz "Wag the dog", nie "Krwawa Mary", ale "Portobello belle", zamiast margarity - Shangri-La; tu zostawiam pole dla bardziej kreatywnych
Mogę się za to zająć produkcją kart drinków z "naszymi" nazwami (ale ktoś uzdolniony artystycznie musi przygotować projekt graficzny).
- Rozwijając kwestię plakatów: można by poświęcić jedną ścianę na zdjęcia miejsc czy obiektów, o których Mark śpiewa. Wiecie: Cutty Shark, Lions, the corner of Toulouse and Dauphine... Z podpisami, ma się rozumieć.
Więcej na razie nie wymyślę. Chodzi mi generalnie o to, by człowiek cały czas pamiętał gdzie jest i po co tu przyjechał. By Mark wyglądał z każdego drinka. Bo przesycenia się nie boję - my już przesycenie mamy dawno za sobą, prawda?
Uff. Mam nadzieję, że moje pomysły przyczynią się do tego, by w następnym roku Bet, Howard, Klimat, zwierzak i inni nieco zawiedzeni napisali, że świetnie się bawili i że był to zlot zlotów
Amen.
Wszyscy wiemy, że względna integracja padła wraz z końcem koncertu. Aczkolwiek zlotowi mówię zdecydowane TAK, to błędom i wypaczeniom - NIE. A lista błędów i wypaczeń wygląda tak:
1. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
2. Rozlazły nieco początek zlotu.
3. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
4. Kilka małych sal zamiast jednej dużej.
5. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
6. Brak zagospodarowania przerw pomiędzy koncertami.
7. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
8. Brak jakiejś "odgórnej" inicjatywy integrującej ludzi.
9. Brak MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
W zasadzie mógłbym jeszcze wspomnieć o braku MK & DS po zakończeniu "części artystycznej".
Nie będę omawiał poszczególnych punktów, gdyż moje propozycje usprawnień przenikają się wzajemnie.
Na początku zlotu miałem wrażenie ogólnego jakiegoś rozgardiaszu. Niby leciał koncert, ale tu się ktoś krzątał ze sprzętem, tam zaczęły się już robić wspomniane w innym wątku grupki... Zabrakło wyraźnie zaznaczonego otwarcia zlotu. Ponadto można było mieć problem z identyfikacją poszczególnych osób, a nawet nie odróżniać uczestników zlotu od przypadkowego społeczeństwa. Zatem na przyszłość proponuję następujący program (pełnymi garściami czerpię z pomysłów podanych w wątku podlinkowanym przez numitora):
- Na wejście każdy otrzymuje identyfikator, na którym wpisuje swój nick. Podejmuję się obsadzić ten odcinek frontu, karty ID biorę na siebie. Nawet mam hasło na plakat: "zapytaj Barta, gdzie twoja ID-karta"

- Zlot otwieramy o godzinie Zero, która to godzina jest święta i nieporuszalna. Wszyscy muszą wiedzieć, że o tej i tej godzinie trzeba być na sali i nie będzie to fałszywy alarm. Unikniemy rozmycia początku zlotu i rozszwendania się ludzików. Sprzęt wnosimy i ustawiamy pod pierwszą kapelkę na tyle wcześnie, by godzina Zero była bezpieczna.
- Ktoś, kto ma język giętki, wygłasza gadkę motywującą do zabawy - z charyzmą Williama Wallace'a pod Stirling lub Aleksandra pod Gaugamelą.
- Mikrofon idzie w tłum, a każdy uczestnik dostaje swoje paręnaście sekund na PR.
Tyle w temacie samego otwarcia. Potem jedziemy dalej z punktami programu, zależnie od tego, jakie one będą. Jeśli będzie to projekcja koncertu, to niech ktoś najpierw ze swadą opowie o nim parę słów, może rzuci jakąś anegdotkę ciekawą (zapewne wszyscy będą ją znali, za wyjątkiem tych świeżo rozmrożonych, ale i tak warto przypomnieć). Niech podczas koncertu nie będzie już ustawiania sprzętu - jeśli coś jeszcze trzeba dograć, zrobi się to tuż przed występem.
Docieram tu do kolejnych minusów, czyli braku zagospodarowania przerw oraz niewielkiej salki. Po naszym koncercie, kiedy przygotowywał się Martinez, ludzie wyszli po piwo, na fajkę, pogadać itp. - nic dziwnego czy strasznego, ale nietety okazało się, że wielu już na salę nie wróciło - albo wróciło w połowie koncertu (sam niestety zasiliłem tę grupę). Na pewno jednym z powodów było kilka osobnych pomieszczeń i słaba komunikacja między nimi. Siedząc w tej małej salce w zaułku można było się nawet nie zorientować, że ktoś gra koncert na scenie. Trzy lata temu, kiedy ktoś poszedł po piwo, to siłą rzeczy wracał na główną salę - teraz niekoniecznie.
Ten problem jednak można by zniwelować poprzez jakieś zajęcie, zabawienie ludzi w trakcie przerwy. Tu można pomysłami sypać:
- konkurs wiedzy o MK & DS (oczywiście rozmaite Robsony i kooby nie miałyby prawa udziału, bo konkurs straciłby sens
);- turniej zgadywanek na zasadzie: pokazuję ci bez wydawania dźwięków jakieś gesty, a ty mówisz, co to za piosenka (piosenka wybierana losowo, żeby nie można się było przygotować);
- prezentacja (jeśli nie aukcja) ciekawych Markowych gadżetów (ja mogę pokazać czarną płytę Love Over Gold z Czech, na szczęście bez dubbingu) i może opowiedzenie historii z nimi związanych;
- głosowanie na ulubioną płytę / piosenkę MK/DS z nagrodą dla tego, kto wybierze najmniej popularną pozycję;
- puszczenie (najlepiej na video, z jutuba powiedzmy) kilku kawałków innych wykonawców pod hasłem "podobieństwo czysto przypadkowe" - podejrzewam, że przynajmniej dla części forumowiczów dość zaskakujące byłoby np. Bird of Paradise Snowy'ego White'a,
- i tak dalej.
Poszczególne akcje można zaplanować na kolejne przerwy.
A co po koncertach? Przede wszystkim należy zadbać o to, by ludzie się w tym momencie nie rozpierzchli i by impreza nie zatraciła charakteru. Dlatego na ten moment przesunąłbym np. karaoke, które było przecież przednią zabawą. Na pewno nie zmieniałbym knajpy w środku imprezy, jak rok temu - bez dwóch zdań. Muza zdecydowanie powinna być przynajmniej w 1/3 Markowa, i to musi być warunek konieczny przy negocjacjach z właścicielem pubu. Ta 1/3 to na początku, potem można iść bardziej w klimaty taneczne, jednak nie przekraczać pewnej subtelnej granicy (Rihanna odpada).
Ogólnie rzecz w tym, by jak najdłużej trzymać ludzi w kupie.
Kolejna myśl: większość z was pewnie miała okazję pogadać z nowojorczykami (panowie to głównie z Karen, aczkolwiek widziałem jak zmieniała się grawitacja kiedy z nią rozmawialiście - gałki oczne szły w dół, na nowo definiując znaczenie frazy: "kontakt wzrokowy"
) i to mi podsuwa pomysł, by spróbować na zagranicznych forach rzucić info o naszym zlocie. A nuż znajdzie się wariat, który przyjedzie. Sądzę, że to by był naprawdę ciekawy motyw.Jeśli Bartek mógłby to dla nas zrobić, to dla mnie pięknym punktem zlotu byłaby nocna przeprowadzka do Nandu. A tam - forum, gadki, gitarzenie i pożegnania. Trzy lata temu było magicznie, chcę to powtórzyć!
To w zasadzie wszystko z tych ogólnych ram, w które bym zlot opakował. Poniżej spróbuję dodać jeszcze parę przeszkadzajek budujących klimat.
- Wspomniana już dawno temu mapa Polski ze szpileczkami do wbijania w miasto, z którego się przybyło - gdzieś w centralnym miejscu knajpy.
- Plakaty Markowe na ścianach (w Poznaniu uczęszczam co miesiąc na imprezę Depeche Mode - przed każdą odsłoną przychodzi tam parę osób i przez godzinę rozwieszają na ścianach plakaty, flagi itp. - efekt jest tego wart).
- Można by pogadać z właścicielem przybytku, aby na tę jedną noc drinki zmieniły swoje nazwy. Nie "wściekły pies", lecz "Wag the dog", nie "Krwawa Mary", ale "Portobello belle", zamiast margarity - Shangri-La; tu zostawiam pole dla bardziej kreatywnych
Mogę się za to zająć produkcją kart drinków z "naszymi" nazwami (ale ktoś uzdolniony artystycznie musi przygotować projekt graficzny).- Rozwijając kwestię plakatów: można by poświęcić jedną ścianę na zdjęcia miejsc czy obiektów, o których Mark śpiewa. Wiecie: Cutty Shark, Lions, the corner of Toulouse and Dauphine... Z podpisami, ma się rozumieć.
Więcej na razie nie wymyślę. Chodzi mi generalnie o to, by człowiek cały czas pamiętał gdzie jest i po co tu przyjechał. By Mark wyglądał z każdego drinka. Bo przesycenia się nie boję - my już przesycenie mamy dawno za sobą, prawda?

Uff. Mam nadzieję, że moje pomysły przyczynią się do tego, by w następnym roku Bet, Howard, Klimat, zwierzak i inni nieco zawiedzeni napisali, że świetnie się bawili i że był to zlot zlotów

Amen.

