Liczba postów: 39
Liczba wątków: 0
Dołączył: 08.2010
Witam. Bylam na koncercie w Nürnbergu ,jak dla mnie wszystko bylo o niebo lepsze jak w zeszlym roku .Mark w formie takiej ze .KLEKAJCIE NARODY.Wszystko juz zostalo napisane, jezeli chodzi o jego koncerty w tym roku ,wiec nie bede sie powtarzac.Na wystep Boba Dylana nie czekalam ,bo lubie czlowieka ,ale nie moze spiewac.............Nie widzialam wychodzacych ludzi po koncercie Marka ,byc moze potem ,nie wiem.Ja juz czekam na 2012 i mam nadzieje ,ze moj ukochany muzyk zagra w Polsce.
Liczba postów: 1,816
Liczba wątków: 88
Dołączył: 11.2005
Tak cos tam mam ale musze sie wczytac bo dosyc trudny tekst
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Dwa dni przerwy i trzy koncerty finałowe w Hammersmith Apollo w Lonydnie ciekawe czy będą się czymś wyróżniać.
Chłopaki już w drodze:
http://lockerz.com/s/156754719
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 38
Liczba wątków: 0
Dołączył: 09.2009
Witam, nie było mnie na forum dość długo. Właśnie wróciłem z koncertu w Genewie.
Nie wiem czym się zachwycacie, a może ja nie miałem tym razem szczęścia. To prawda, że na oko Mark jest w formie lepszej niż w zeszłym roku. Tylko, że to nie idzie w parze z jakością. Jestem muzykiem i słyszę fałsz. A Mark niestety pofałszował sobie i to często. Nie mam ochoty mu wybaczać, gdyż jak się bierze za granie kasę to na fałsz nie ma miejsca. Na wyrozumiałość również. Uważam, że ten koncert to dziadostwo i powinny być zwrócone bilety. Nie wiem czy zejście ze sceny Marka po dwóch kawałkach granych z Dylanem było wyreżyserowane, (nie wiem jak było na innych koncertach) czy też Mark się wkurzył, że gra z takim czereśniakiem jakim jest Dylan i postanowił nie uczestniczyć w tym występie. Rozpacz i nędza. Ludzie gwizdali i opuszczali salę. Nie ma widocznie odważnych, którzy namówili by Dylana, żeby nigdy nie dotykał gitary, bo ona sama nie zagra (o harmonijce nie wspomnę). Niech sobie Dylan pisze, ale niech nie ryczy, bo kogut zarzynany ma piękniejszy głos. Ogólnie mogę stwierdzić to wydarzenie jednym zdaniem "brak respektu dla fanów i publiczności". Może Was to nie razi, ale odwracanie się plecami do publiczności w trakcie, gdy ta bije brawo dziękując za koncert to chyba nie jest ani angielskie, ani w dobrym tonie (to dotyczy Marka i jego muzyków, Dylan nawet nie wrócił na scenę, żeby podziękować tym, którzy wytrwali do końca). Ja też zmusiłem się aby doczekać do końca. Myślałem, że Mark wyjdzie raz jeszcze, ale niestety nie wyszedł. Przykro, ale po raz pierwszy w życiu wstałem i gwizdałem. I jeszcze ciekawostka. Przed halą nr 7 Areny w Genewie koncertował jakiś muzyk. Miał mały wzmacniacz, gitarę i grał kawałki Dylana. Fajnie grał. Ode mnie dostał 20 euro, bo franków nie miałem, inni nie szczędzili ani kasy, ani braw. Pozdrawiam wszystkich.
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
17.11.2011, 15:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2011, 18:44 przez Robson.)
Przynajmniej wiemy że wśród publiczności był muzyk który wychwycił fałsz. Tylko jeden muzyk? Malo wiarygodne. Pierre to nie w porządku zrobiłeś z nas głuchych jak pień......................
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
ja tez się obrażam
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
Pierre napisał(a):Może Was to nie razi, ale odwracanie się plecami do publiczności w trakcie, gdy ta bije brawo dziękując za koncert to chyba nie jest ani angielskie, ani w dobrym tonie (to dotyczy Marka i jego muzyków, Dylan nawet nie wrócił na scenę, żeby podziękować tym, którzy wytrwali do końca). Ja też zmusiłem się aby doczekać do końca. Myślałem, że Mark wyjdzie raz jeszcze, ale niestety nie wyszedł.
a ja mam kilka pytań
1) czy po koncercie Mark i jego muzycy jak jeden mąż odwrócili się plecami do publiczności?
mam nadzieje że się nie wypięli...?
2) Dylan nie wrócił, fakt, nawet nie zabisował, ale uważam że jego sprawa, i ma do tego prawo, chociaż zarzut się powtarza że mało kontaktowy, ale podobno zawsze taki był
3) Mark nie wrócił na końcu koncertu??
nie rozumiem co w tym dziwnego, i dlaczego ktoś miałby oczekiwac że Mk wejdzie się skłonić po koncercie Dylana..
chociaż jak dla mnie to faktycznie mgłby w ogołe z tej sceny nie schodzić i wcale bym mu nie miała za złe
( gdyby tak było, pewnie odezwałyby się głosy typu: co ten bezczelny Knopfler tak na tej scenie tyle czasu siedział? chyba się ma za wielką gwiazdę
jednym słowem: jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Daj spokoj retro to słaba prowokacyjka
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
wkurzam się na takie wyciągnięte z .... teksty.
ale ok.
Liczba postów: 474
Liczba wątków: 22
Dołączył: 03.2006
ale przecież mogło się Pierremu nie podobać - nie atakujcie go tak od razu...
Pierre - a w których miejscach Markowi zdarzał się fałsz - w graniu czy spiewaniu?
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Przecież to nie atak tylko obrona  Nikt nie wytyka że mu sie nie podobało tylko co z tym fałszem?
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 140
Liczba wątków: 5
Dołączył: 11.2011
Oczywiście, że każdy ma prawo do własnego zdania. Jeśli chodzi o Dylana, jego publiczność podzieliła się kilka dekad temu, po występie na Woodstock, kiedy Dylan po raz pierwszy wziął elektryczną gitarę i .... został obrzucony pomidorami. Od tamtego czasu połowa fanów nadal go uwielbia, połowa odsądza go od czci i wiary. Pierre ewidentnie należy do tej drugiej połowy i ma do tego prawo. Ja przed wyjazdem pooglądałem fragmenty wcześniejszych koncertów tej trasy, więc doskonale wiedziałem, co mnie czeka - np. że mój ulubiony tekst Dylana "Tangled Up in Blue" usłyszę nie w pięknej, lirycznej wersji, którą znam od zawsze, tylko w wykrzyczanej monodeklamacji. I dlatego nie miałem do niego żadnych pretensji - on ma prawo robić, co chce, a ja jako odbiorca mogę to kupic lub nie. Ci, co wychodzili z koncertu po prostu nie wiedzieli, co ich czeka, więc wyszli. Żeby po poście Pierra - jak to mówił Wałęsa - dociążyć lewą nogę, załączam recenzję z Rzepy.
Koncert Boba Dylana i Marka Knopflera miał niesamowitą dramaturgię – pisze Jacek Cieślak z Berlina
50-lecie kariery Bob Dylan świętuje w kostiumie wzorowanym na mundurze z okresu wojny secesyjnej. Zaprasza każdego wieczoru 20 tysięcy widzów do gigantycznych hal zaprojektowanych z myślą o multimedialnych widowiskach, jednak nie zgadza się na używanie ekranów, a lornetki i kamery odbiera ochrona.[url=http://www.rp.pl/artykul/512248,742927-Odnaleziony-notes-Williamsa.html][/url]
W każdym sektorze bileterzy berlińskiej areny 02 World pilnowali, by nie robić zdjęć telefonami. Nawet bez flesza. W tej sytuacji przedmiotem zazdrości było lorgnon pewnej starszej pani. Używając go, czułem się jak w XIX-wiecznej operze na występie Enrico Caruso i żałowałem, że nie mam noktowizora. Gwiazdor skrywał bowiem twarz w cieniu szerokiego kapelusza. Trzymał się z boku, stojąc za staroświeckimi organami. Chciał, żeby najważniejsza była muzyka: żeby nic nie zakłócało jej odbioru.
Idol w stylu folk
Wieść o wspólnym tournée z Knopflerem brzmiała sensacyjnie, ale gdy się okazało, że Dylan zaprosił jednego z najlepszych gitarzystów tylko po to, żeby otwierał jego koncerty – można było pomyśleć, że pompuje swoje ego. Sugeruje: zobaczcie, bili przede mną pokłony Beatlesi i Stonesi, teraz też mogę mieć na zawołanie największych, by rozgrzewali publiczność. Jakby chciał zmusić lidera Dire Straits do śpiewania "Knockin on the Heaven's Door" i bez tego nie zamierzał go wpuścić na scenę podczas swojego występu.
A przecież Knopfler sprzedał więcej płyt i gdyby tylko chciał, mógłby zgarnąć pół miliarda euro za come back Dire Straits na największych stadionach świata. Jest jednak artystą niezależnym jak amerykański bard i od "Money for nothing" woli piosenki w stylu folk.
W Berlinie zaśpiewał skoczne "Why Aye Man Play", nostalgiczne "Sailing to Philadelphia" i "Privateering" z niewydanej jeszcze płyty, której nagrywanie przerwał w związku z tournée. W czasach, gdy wszystko gna, dopieszczał każdy dźwięk i osiągnął niespotykaną soczystość brzmienia w "Brothers in Arms". Włączone niedawno do repertuaru "So Far Away" o udręce czekania na spotkanie z uwielbianą osobą robiło wrażenie aluzji do zachowania gospodarza koncertu trzymającego go na dystans.
Miejsce dla partnera
W Niemczech stał się cud! Po przerwie wśród muzyków Dylana znalazło się miejsce dla Knopflera. Wykonali razem m.in. "Leopard-Skin Pill-Box Hat Play", "It's All Over Now, Baby Blue" i "Things Have Changed". A kiedy splatały się solówki grane przez pięciu gitarzystów, widownia miała prawo myśleć, że są piękne jak śpiew Lorelei.
Bzdurą okazały się plotki, że Bob zdecydował się na organy, bo ma alzheimera i nie trafia w struny gitary. Skrzyżował jej gryf z instrumentem gościa i zaczął tańczyć – spowolnionego, monumentalnego twista. Byłego lidera Dire Straits, który musiał zejść ze sceny po angielsku, ani nie pożegnał, ani powitał. Ale "Desolation Row" i "Highway 61 Revisited" zagrał w jego klimacie.
Jeśli kiedyś porównywano głos Dylana do beczenia kozy, w Berlinie przypominał sznapsbaryton Jana Himilsbacha. Na początku melodeklamował. Może partie gitary Knopflera były mu potrzebne do odwrócenia uwagi od wokalnej niedyspozycji? Szybko jednak odzyskał formę i wtedy wydarzyła się rzecz niesamowita: przed scenę, pilnowaną jak amerykańska ambasada, przedarli się fani z dalszych rzędów. Kto wziął udział w tej wycieczce, zobaczył Boba jak na dłoni, wraz ze stojącą tuż za nim figurką Oscara obwieszoną koralikami.
Zespół robił dziwne wrażenie, bo grał bokiem do widowni. Wszystko dlatego, że taką pozycję za organami przyjął szef, muzycy musieli czytać z jego oczu jak z nut: co grać i w jakim tempie, czekając na natychmiastową recenzję. Łatwe to nie było, bo Dylan kiwał się emocjonalnie albo pochylał nad klawiaturą.
Ofiara wampira
Finał wypadł rewelacyjnie. "All Along The Watchtower" usłyszeliśmy w wersji Hendriksa – rockandrollowej, ostrej. Kiedy przygasły światła, bard wszedł na środek sceny i śpiewał agresywnie granego bluesa "Ballad of a Thin Man". Zastygał w demonicznych pozach jak bohater horroru z epoki niemego kina. Podczas "Like A Rolling Stone" wycisnął z muzyków resztki sił.
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
a mi się wydaje że Pierre jednak trochę niebezpiecznie nagiął fakty
co akurat nie ma nic wspolnego zw zwykłym wyrażeniem opinii
bo jakoś trudno mi uwierzyć w to że cała sala gwizdała i wyrażała dezaprobatę, i że w ogóle koncert był skandalicznie kiepski, tak bardzo że należałby się zwrot kosztów za bilety...
bez przesady......
gdyby tak się stało, z pewnością byłoby to wydarzenie o którym gdzieś można by przeczytać
a nie sądzę aby koncert w ogólnym zarysie różnił się aż tak bardzo od berlińskiego
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
To "Show gigantów" link zapodałem już jakiś czas temu dramaturgii nie zauważyłem i nie wyczułem podczas koncertu Boba Dylana.
Chris to był drugi koncert Boba Dylana w moim życiu. Na ten pierwszy pojechałem wyłącznie dla niego rok 1993 Kraków i sławna burza która przerwała koncert na amen po 50min. Chociaż miałem już wtedy świadomość że Mark pracował z Bobem to bardzo chciałem go zobaczyć i mimo że koncert był krótki to okazał się przeżyciem.
29 października pojechałem wyłącznie na Marka Knopflera do Berlina ale oczywiście byłem ciekawy w jakiej formie jest Bob. I Bob nie jest w dobrej formie. Jest w fatalnej formie. Co z tego że ma świetnych muzyków, bohater wieczoru zawiódł. Jego glos jest zmęczony i zniszczony a intrumentalistów takich jak on sa setki. Pierre wspomina o fałszach MK to niech konkretnie napisze o co chodzi.
ps. myślę że fani Boba Dylana w Berlinie nie zawiedli było ich licznie widać jak sie zgromadzili pod samą sceną na koniec koncertu.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
ja nie zauważyłam również żadnych objawów braku respektu dla publiczności ze strony MK
więc trochę mnie dotyka ten komentarz
akurat kto jak kto ale MK zachowuje się na scenie zawsze skromnie i w pełnym poważaniu dla publiczności
dlatego jeśli chodzi o jakieś nonszalanckie zachowania z jego strony to naprawdę, cięzko mi przyjąć taką uwagę..
na youtube czytając różne komentarze przeczytałam nawet że MK zachowuje się zbyt skromnie jak na format gwiazdy którą jest ( można się zgodzić lub nie)
akurat pod tym względem on jest dla mnie w pełnym wymiarze, całkowicie i bardzo bardzo OKEJ
Liczba postów: 140
Liczba wątków: 5
Dołączył: 11.2011
Robson, przecież Dylana nie da się wcale zakwalifikować jako instrumentalistę. On fałszuje na gitarze nawet na płytach studyjnych. Czy brzdąkający na gitarze Cohen jest instrumentalistą? Natomiast co do formy Dylana, to mam inne zdanie. On ma już jednak 70 lat, więc cudów nie należy oczekiwać, ale przecież płyty stale nagrywa, więc twierdzenie, że nie ma już czym śpiewać jest przesadzone. Upieram się - a wydaje mi się, że znam go dość dobrze - że on robi dokładnie to, co chce robić. Tyle, że to się wielu ludziom nie podoba. Tak było zawsze. Identyczna sytuacja jak z Kate Bush, od której wszyscy chcą piosenek w stylu Wuthering Heights, a ona ma to gdzieś. Dylan nigdy nie robił tego, czego od niego oczekiwano. Pierwszy raz widziałem go na koncercie w Waszyngtonie - w pierwszej części grał Grateful Dead, a w drugiej Dylan z akompaniamentem ... Toma Petty'ego i Heartbreakers. Połowa stadionu wyszła po pierwszej piosence Dylana - bo to byli fani Jerry'ego Garcii i Grateful Dead. Myślę, że w Berlinie było podobnie. Wielu widzów przyszło głównie na MK, więc kiedy Dylan zaczął charczeć, wyszli. I tyle.
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
18.11.2011, 00:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2011, 00:46 przez Robson.)
Ja nie napisałem że nie ma już czym śpiewać. Śpiewa brzydko i na dłuższą metę staje się to męczące. Przecież publiczność nie zaczęła wychodzić od razu. I bardzo dobrze że robi to co chce. Jest wolnym i niezależnym artystą ale po koncercie berlińskim jakoś mnie nie ciągnie do jego muzyki. Mam nadzieję że to sie zmieni. No jednak koncerty wymagają dużego wysiłku a każda studyjna płyta BD jest przyjmowana entuzjastycznie tak więc studyjny Dylan w moim odczuciu sie broni ale koncertowy słabo.
ps. wiek 70 lat nie zawsze dla wszystkich może oznaczać spadek formy. Wie o tym kilka osób na forum zarzucając MK że jest ostatnio bardzo ospały
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 423
Liczba wątków: 10
Dołączył: 05.2007
Co do krytyki Pierra podchodzę bardzo ostrożnie. Pojawia się na forum rzadko i jak już piszę to zawsze jest do pewna prowokacja. Przeczytajcie jego wcześniejsze posty to dużo wyjaśni.
Nie jestem fanem, który przyjmuje wszystko bezkrytycznie. Ostatni koncert na trasie z Dylanem podobał mi się najmniej i też raz Mark się pomylił, aż w uszach zaskrzypiało, ale uwielbiam go nadal. Niech nam jeszcze długo nagrywa i koncertuje. Z drugiej zaś strony nie chciałbym aby Marka spotkał taki los jak Dylana.
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
"Co do krytyki Pierra podchodzę bardzo ostrożnie. Pojawia się na forum rzadko i jak już piszę to zawsze jest do pewna prowokacja. Przeczytajcie jego wcześniejsze posty to dużo wyjaśni"
Faktycznie. Dziwne to wszystko i po co komu.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
|