27.03.2008, 21:12
Gdybym miał się pokusić o wskazanie tego najlepszego na jakim byłem to niewštpliwie 10 czerwca 2001 w Sali Kongresowej był niezwykłym przeżyciem. Nigdy nie zapomnę starszego małżeństwa które siedziało obok mnie a ja co chwile pożyczałem od nich lornetkę aby zobaczyć mistrza w akcji nieco bardziej wyranie bo balkon w Kogresowej nie dawal mi takiej możliwoci
Ale pewnie fakt że był to pierwszy koncert MK w Polsce bardzo wyczekany nie jest bez znaczenia. Dwa koncerty w 2005 roku obok siebie spełniły kolejne oczekiwania ale ich miejsce niekoniecznie. Mam na myli Torwar który jednak połyka dwięk i nie było do końca rewelacyjnie. Spodek wypadl bardzo dobrze i nie dam złego słowa powiedzieć. Jednak cały czas się zastanawiam czy faktycznie lepiej nie oddalić się od sceny i wtedy dwięk będzie lepszy, czytelniejszy a z drugiej strony jak nie zazdrocić tym co zaraz pod scenš?
Natomiat koncert w Hamburgu z 2006 roku na scenie Mark i Emmy to już zupelnie inna bajka. Pod względem akustyki czy miejsca ten koncert zmiótł wszystkie poprzednie na jakich byłem. Tak jakby nagle mi się uszy otworzyły i dopiero wtedy zrozumiałem jak bardzo jak wiele zależy od dobrego nagłonienia. Soczyste i wyrane brzmienie gwarantujš niezapomniane wrażenia. Niestety u nas w kraju i z tym jeszcze sobie nie radzimy często słyszšc akustyk czy realizator zaspał, czy nie sprostał zadaniu. Wcišż gonimy standarty. Ale najgorsze jest to, że tak naprawdę brakuje nam koncertowego obiektu z prawdziwego zdarzenia.
Ale pewnie fakt że był to pierwszy koncert MK w Polsce bardzo wyczekany nie jest bez znaczenia. Dwa koncerty w 2005 roku obok siebie spełniły kolejne oczekiwania ale ich miejsce niekoniecznie. Mam na myli Torwar który jednak połyka dwięk i nie było do końca rewelacyjnie. Spodek wypadl bardzo dobrze i nie dam złego słowa powiedzieć. Jednak cały czas się zastanawiam czy faktycznie lepiej nie oddalić się od sceny i wtedy dwięk będzie lepszy, czytelniejszy a z drugiej strony jak nie zazdrocić tym co zaraz pod scenš?
Natomiat koncert w Hamburgu z 2006 roku na scenie Mark i Emmy to już zupelnie inna bajka. Pod względem akustyki czy miejsca ten koncert zmiótł wszystkie poprzednie na jakich byłem. Tak jakby nagle mi się uszy otworzyły i dopiero wtedy zrozumiałem jak bardzo jak wiele zależy od dobrego nagłonienia. Soczyste i wyrane brzmienie gwarantujš niezapomniane wrażenia. Niestety u nas w kraju i z tym jeszcze sobie nie radzimy często słyszšc akustyk czy realizator zaspał, czy nie sprostał zadaniu. Wcišż gonimy standarty. Ale najgorsze jest to, że tak naprawdę brakuje nam koncertowego obiektu z prawdziwego zdarzenia.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day


