Dzień dobry Forumowiczom!
Działo się, oj działo
Pogoda zapowiadała się ładna, słoneczna, bezdeszczowa i nieupalna.
Wyraz twarzy masy przechodniów podšżajšcych wšskimi uliczkami Krakowa zdawał się wskazywać, że w tym dniu wydarzy się co szczególnego, co na co czekało się rok.
Sala pubu przy ulicy Brackiej 4 powoli zaczęła się zapełniać. Niespotykane nagrania z lat 70./80. (oraz wywiady w języku niemieckim, norweskim-duńskim? oraz angielskim) przeszyły powietrze knajpki..
Przed 19:00 Grupa Zlotowców i Sympatyków zgromadzona w pubie niecierpliwie zaczęła spoglšdać na cały osprzęt muzyczny stojšcy przygotowany aby tchnšć w niego ducha

Można zaczynać.
Poleciały najlepsze kawałki Knopflera, chociaż o ich najlepszoci zawsze trudno mówić, bo wszystkie sš najlepsze. I otóż to. Done With Bonaparte, Night In Summer Long Ago, Donkey Town, Why Aye Man, Industrial Disease, The Man's Too Strong, ...
Było goršco.
Piwo lało się strumieniami, szampan również. Trissi i Michał - BTW jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
Następnie rozpoczęła się częć taneczno-konwersacyjna.
Kto pragnšł porozmawiać o tym, co przez rok się wydarzyło, o tym, co "u Marka", oraz generalnie - porozmawiać osobicie, mógł to zrobić, czy to na sali, czy to na polu (nie miać się! B) ) albo przy barze. A na sali tańce, wszystko po to by się dobrze bawić.
Impreza trwała do witu, po czym wybralimy się do Nandu, a następnie do "kwatery Jamborego". Około 5:30 otworzyłem drzwi mieszkania.
Nie zapomnę z IV zlotu na pewno:
- przechadzajšcego się wród Knopfleromaniaków "Mela Collinsa"
- jamm-session trwajšcego z przerwami przez właciwie całš II częć Zlotu
- interesujšcych rozmów ze Zlotowcami w pasażu
- rozbrajajšcej szczerej wypowiedzi Martiego do mikrofonu o przyczynie zaginięcia jego efektów muzycznych do gitar...
- oraz skarpetki Jamborego
Do zobaczenia za rok.. A może i wczeniej!