Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jon Anderson W Sopocie
#1
Moi drodzy!
Już tylko tydzień pozostał do sopockiego koncertu ANIOŁA MUZYKI! Oczywiście jako ortodoksyjny Yesomaniak czuję niedosyt że na scenie zabraknie Chrisa, Ricka, Steve'a i Alana ale jak to mówią: jeśli nie ma się tego co się lubi to lubi się to co się ma. Oczekiwania? Z jednej strony ogromne, z drugiej wielka niewiadoma. Jon wystąpi prawdopodobnie solo a na scenie będzie grał na wielu instrumentach połączonych systemem Roland Midi Guitar, który umożliwia powstanie multimedialnego koncertu. Każdy ma wiele typów piosenek które chciałby usłyszeć. Pablo San zapewne byłby szczęśliwy z choćby jednego fragmentu z "Friends Of Mr Cairo" (stary, prawdopodobnie zabrzmi "State Of Independence), ja będę wniebowzięty chyba z każdego fragmentu. Czuję że ten występ będzie inny od tego co na codzień prezentuje z Yes. Anderson nie będzie musiał przebijać się przez gąszcz głośno grającyh instrumentów (w końcu jakby nie patrzeć praktycznie każdy z muzyków Yes jest wirtuozem swojego fachu), bedzie spokojnie i bardzo stonowanie. Sielsko i anielsko.

Patique

PS. Oczywiście przy okazji szykuje się mały zjazd członków naszego forum na Yesomanii. Poruszać będziemy tematy również "nie-yesowe" więc chętnych zapraszam po dwakroć. Prawdopodobna lokalizacja: Pub Kinski na ul. Kościuszki (miejsce jeszcze niepotwierdzone).
Odpowiedz
#2
Ja też się nie mogę się doczekać. Ja będę w Zabrzu w DMiT. Kaczkowski ma dzisiaj puścić w swojej audycji nowy wywiad z Jonem.
Odpowiedz
#3
Na koncercie Jona ma być sporo muzyki z jego solowej tworczósci ale też i nie zabraknie YES i z płyt z Vangelisem. Byłem tylko raz na koncercie Yes w katowickim Spodku. Piekności. To byl bardzo dobry koncert sluchaliśmy w skupieniu siedząc na drewnianych krzeselkach (tak tak w Spodku). POlecam wszystkim. Nikt nie potrafi śpiewać tak jak Jon Anderson.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#4
Ja bym poszedl - w koncu mam kompletnego swira na punkcie Yes, gdyby nie ceny biletow. No i jednak dla mnie to, co Anderson robi poza Yes, to juz niestety nie to samo.

A tak poza tym, to Anderson wystapi jeszcze w Zabrzu Oczko Niech sobie Sopot nie uzurpuje praw do wszystkiego Oczko
Odpowiedz
#5
Hehehe!!! Ale Sopot jest fajniejszym miastem Oczko A co do jego solowej twórczości to troszkę nie tak. On po prostu (zwłaszcza w latach 90-tych) SZUKA CAŁYM SOBĄ (jak to kiedyś ładnie określiłOczko. Dlatego jego solowe dzieła oscylują między wieloma gatunkami muzyki; jest i irlandzki folk ("The Promise Ring") i New Age ("Angels Embrace" na którą moja kobieta mówi "Yoga Music") i muzyka symfoniczna (przecudne "Change We Must") i muzyka latysnoka ("Deseo", "Toltec"). Fakt że gościu zagubił się trochę w latach 80-tych (pomijam wspólne płyty z panem Papathanossiou) i tworzył miernoty, ale dzięki temu odkrył że jego miejsce jest przecież w Yes.
Patique
Odpowiedz
#6
I z wczorajszego wywiadu moglismy się dowiedzieć m.in. że nowa płyta YES za 2-3 lata- dopiero.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#7
Moze sie naraze, ale "Angels Embrace" jest chyba najgorsza plyta, jaka mam w zbiorze. Po prostu nie potrafie jej sluchac :]

Bardzo chetnie bym go posluchal, bardzo przeciez lubie sluchac jak spiewa, no ale nie za takie pieniadze... Zwlaszcza ze Deep Purple za pasem Uśmiech

A 2-3 lata to STANOWCZO za dlugo. Jak na taki czas oczekiwania, to ja sobie zycze co najmniej nowego "Close To The Edge"! Duży uśmiech
Odpowiedz
#8
ZNOW ZAZNACZE IZ JEST MOJA SUBIEKTYWNA OPINIA: najgorszą płytą jest "The More You Know". Co do "Angels Embrace" to proponuje włączyć ją ok. godz. 23:00 TYLKO I WYŁĄCZNIE NA SŁUCHAWKACH Z CAŁKOWICIE OCZYSZCZONYM I WYCISZONYM (od spraw codziennych) UMYSŁEM PRZY CAŁKOWITEJ CIEMNI. NIE MYŚL O NICZYM. NIE NARZUCAJ JAKICHKOLWIECH KATEGORII ANI WYMAGAŃ. NIECH MYŚLI I MUZYKI PŁYNA PRZEZ CIEBIE...
Jak odkryjesz jej piękno to znaczy że byłeś całkowicie wyciszony...

Patique
Odpowiedz
#9
Jeśli chodzi o Yes to sami musicie przyznać iż jest to bardziej złożony element muzycznej układanki niż kiedykowiek był nim Dire Straits. O ile Mark był (jest) indywidualością która w Dire nie miała w sobie równych (tzn. muzycy z nim grający nie staniowili dla niego jakiejkolwiek konkurencji artystycznej) tak Anderson w Yes miał od samego początku przynajmniej kilku (że wspomnę odwieczne konflikty z panami Squire'em, Howe'm czy Wakemanem które ciągną się do dziś, choć nie tylko oni mieli z Andersonem "na pieńku") konkurentów chcących urzeczywistniać swoje indywidualne koncepcje i wizje muzyczne. Prawdpodobnie ambicja/e więcej niż jednego muzyka uczyniła z Yes wykonawcę ponadczasowym. Stąd te wszystkie sukcesy, konflikty, muzyka, fani, rozcarowania, wzloty i upadki. Yes na pewno nie jest zespołem bez wad, ale jak to niegdyś ujął David Gilmour "wzajemna krytyka jest pobudzeniem do działania w najlepszym tego słowa znaczeniu".
Pomimo tego kocham w nich tę SYMFONICZNOŚĆ i PRZESTRZEĆ którą potrafili wytworzyć wokół swoich utworów (w tym momencie jestem nieobiektywny gdyż w moich słuchawkach rozbrzmiewa właśnie "The South Side Of The Sky").

Chciałbym aby mój okres dojrzewania przypadał na poczatek lat 70-tych i abym urodził się na Wyspach... Mój rok urodzenia przypadł wprawdzie na rok wydania "The Wall" i "Danger Money", ale okres dojrzeania trafił na świetność Europe i Modern Talking a o oświadczynach przed kobietą mojego życia myślę przy "fenomenie Mandayny" (jak to okreslił wczoraj Piotr Metz do którego przez to stwierdzenie straciłem WSZELKI I JAKIKOLWIEK SZACUNEK). Ból łapie za serce a łzy cisną się na oczy....
Na szczęście koncert Andersona już za 6 dni...

Patique
Odpowiedz
#10
Niedawno udało mi się dotrzeć do płyty "3 Ships" i uważam, ze to esencja stylu Jona Andersona. Tzn. mam na myśli jego głos ktory od zawsze kojarzył mi się z jakimś doniosłym i niezwykłym czasem (w tym przypadku Boże Narodzenie) Oczywiście prawie wszystkie płyty uważam za genialne Oczko
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#11
To jakby co setlista z Turcji

Setlist:

Harmony
Standing Still
Yours Is No Disgrace
You Lift Me Up
Always Been Together ? ( Unreleased YES song )
Soon
I'll Find My Way Home
This Is
Set Sail
Who Could Imagine
The Revealing Science of God
First Song
Nous Sommes Du Soleil
Owner Of A Lonely Heart
Wonderous Stories
White Buffalo
State Of Independence
And You And I Duży uśmiech
Change We Must
-- Encore --
Your Move
O'er ( Only His Voice )
Odpowiedz
#12
Ładna Oczko No i jest "Soon" Czyli dla każdego coœ miłego.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#13
I już żałuję, że anielski głos znów nie zaœpiewa dla mnie...
(Pewnie dlatego nawet nie chciałam zobaczyć tej setlisty...)
Klasyki YES wcišż żywe - nawet na solowych koncertach Jona...
Ech, cudnie...
<span style=\'color:gray\'>And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?
</span>
Odpowiedz
#14
CALE Revealing? Wow!
Odpowiedz
#15
Witajcie!
Na wstępie muszę stwierdzić że mam w sobie taki nadmiar emocji (pozytywnych, rzecz jasna) że sam nie wiem od czego zaczšć.
Myœlę że nad koncertem samym w sobie nie będę się rozpisywał, gdyż podejrzewam że każdy z nas odbierał go na swój sposób inaczej. Jedynš rzeczš do której mógłbym się przyczepić to taka że odtwarzanie podkładu muzycznego z taœmy (lub z tego systemu) sprawiało nieco sztuczne wrażenie odbierajšc występowi autentycznoœci. A zresztš, w końcu było to przecież niesamowite œwięto i psioczyć już nie będę!
Najmilej wspominać jednak będę to co wydarzyło się po koncercie. Uœmiechnęty i cierpliwy Jon do końca czekał aż wszystkich odbaruje autografami i zamieni kilka słów (że o fotkach już nie wspomnę). Najlepsze jest to że czekajšc na swojš kolejkę zastanawiałem się co tak naprawdę chciałbym temu facetowi przekazać i gdy w końcu w bani ułożyłem sobie jakieœ dwa zdania, Jon na tyle skutecznie rozbił cały mój misterny plan zaczynajšc opowiadać o historii "The Promise Ring" (który jako pierwszy dałem mu do podpsiania) że zupełnie straciłem kocepcję (przy okazji poleciłem mu nasz rodzimy olsztyński Shannon jakby szukał chłopaków z którymi chciałby nagrać podobnš płytkę). Jednym słowem ciepły i otwarty człowiek. Moja Monika stwierdziła że spotkanie z nim przeżyła zapewne tak jak ludzie którzy widzieli papieża...

Zaczynam gadać bez sensu więc jak trochę się uspokoję to napiszę coœ bardziej sensownego ;-)

Pozdrawiam
Patique

PS. Pablo, Jon także zauważył że mamy œwietne koszulki Szczęśliwy
PS2. Setlista rzeczywiœcie taka jak z Turcji z tym że zamiast "O'yer" zaœpiewał (również a capella) bliskie nam andersonowo-vangelisowe "Polonaise" z "Private Collection"
Odpowiedz
#16
Koncert Jona byl bardzo dobry, biorac pod uwage "one man show". Nie przypuszczalem, ze na scenie z jona taki opowiadacz oraz zartownis Język . ale to co bylo najpiekniejsze to po koncercie: kolejeczka i autografy, pogaduchy i zdjecia, bez problemy, bez pospiechu, cos niesamowitego, a przeciez to wielkiej klasy muzyk. Jak ja bym chail taki motyw z Mistrzem,a le wtedy bym pewnie umarl z wrazenia...

PS. 20 lat czekalem az na zywo uslysze I'll Find My Way Home z fantastycznej plyty "Friends of Mr. Cairo", a kiedys w wieku 8 lat katowalem na magnetofonie marki "kasprzak" tasme od wujka i dalbym glowe uciac, ze ten anielski glos nalezy do kobiety... Język
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#17
UWAGA, ACHTUNG, ATTECION!!!!
Na Yesomanii (http://www.yes.art.pl) na stronie głównej w dziale "Nowoœci Yesomanii" dostępnę sš już zdjštka zarówno z przedkoncertowego zlotu w pubie Kinski jak i z całej ceremonii (bo jedynie tak można nazwać to co się działo po koncercie Szczęśliwy ) rozdawania autografów i pstrykania aparatami przeróżnej maœci. Jest tego trochę, a ma byc jeszcze więcej (Pablo San na kilku ujęciach także się załapał, zarówno w koszulce Marka jak i nowiutkiej sliczniutkiej bluzie Yes Oczko
Patique
Odpowiedz
#18
Aha, jeszcze słów kilka o ochronie. Takiej bandy wieœniaków i bezmózgowców
o intelekcie i manierach pawianów żółtobrzuchych przeżywajšcych okres
godowy dawno nie widziałem! Najœmieszniejszym momentem była sytuacja gdy
pod koniec koncertu odbarowujšc Jona "standing ovation" panowie w czarnych
pelerynach ustawili w tak zwartym szeregu przed pierwszym rzędem jakby za
chwile miała na nich ruszyć banda rozsierdzonych kibiców Potoku Pszczółki
albo młodzieżówka Samoobrony! Tak stroili ważniaków i tzw.pakerów że
bardziej przyprawiali nas (w sensie mnie i Pabla) o smiech niż o
strach. Zresztš nie pozostaliœmy im dłużni skandujšc "gdzie kałachy i
helikoptery". Ale w Operze to norma. Kilka lat temu na Procol Harum nie
było lepiej, ale wtedy przynajmniej na bisach pozwolili stać w przejœciach
miedzy rzędami a nie to co w niedzielę.

Patique
Odpowiedz
#19
Niestety to jest najwiekszy problem w Operze Lesniej. Bylem na paru koncertach i niestety ochrona psuje to widowisko, poza ty zawsze kilka metrow dalej od sceny niz np. na Knopflerze w Spodku czy Wa-wie. Natomiast ciekawe jakby Mistrz brzmial w Operze, bo ogolnie akustyka jest swietna. Sluchajcie za rok festiwal ma organizowac TVN, wiec moze mogliby zaprosic Marka na wystep? Uśmiech
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#20
Się doczekaliœmy!!!!
TVP1 na 27-go grudnia na godz.14:15 zapowiada retransmisję koncertu Jona z
Sopotu. Zważywszy że retransmisja ma trwać tylko 40 minut domyœlać się
tylko możemy jak na kochana telewizja wybiórczo (znaczy się nożyczkami) jš
potraktowała.

Patique

PS. Ale koncert Golec Uorkiestra (po raz pišty z rzędu) albo Krawczyka (po raz szósty) wyemitowaliby pewnie w całoœci :angry:
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jon Lord nie żyje... AndrzejP 0 4,973 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości