Głośno odpowiadam że ja. Marti my się nie rozumiemy przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Kocham DS i nie odcinam się od tego co było ale też nie jestem tylko zapatrzony w przeszłość. A co nie chciałbyś wiedzieć, usłyszeć rzeczy których nie znasz? To w tym wątku miałem na myśli. Druga sprawa że dyskusją przybrała zaskakujący ale fajny obrót. I tyle
teraz moje ps. "nikt nie odniosl sie do border reiver i amy mcdonald" bo to słabe porównanie było
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
"ktorys z kolegow powiedzial, ze mark sie skonczyl na Rackpickers Dream..."
to źle powiedział, bo takiej płyty nie ma... :/
poza tym jak ty się Martinez przyznajesz że wolisz Jasona Donovana to mogę tylko ze wstydem założyć kaptur na głowę i odejść ogladając się bojaźliwie czy czasami nie idziesz za mną...
doceniam fantazję która ci przyszła by zdyskretytować twórczość MK
chyba ci się nudzi trochę...
ale skoro jednak kilka utworów zawsze w końcu ci się podoba, to na cholerę w chwili obecnej galopujesz z kopią w mgłę...?
Doprawdy, to jakaś donkichoteria której nikt tu nie bierze na poważnie...
ty to juz go to sleep... i jakos to tam szlo
no dobra ja ide - i mowie - tak, wole do ogniska jasona donovana niz jowialnie wyspiewane "privateering", ktore mnie raczej rozsmiesza ale niech bedzie..
poczekamy na cala plyte bo tymi 3 mnie za chiny nie przekonacie
Dwie zwrotki dwa refreny, brzdek na gitarze, jakies pomrukiwanie czy pohukiwanie do mikrofonu w pewnym momencie a potem "byle z przytupem, hej sokoly" - i nie chce wywolac kolejnej burzy ale jak bywalem na wiejskich weselach (wielokrotnie za sprawa blizej nieokreslonych kuzynek i kuzynow ) to czasem mialem wrazenie ze brzmia markowo, albo ze marek tak naprawde gra wiejsko weselnie...czulem sie dziwnie z tym - moze mial ktos podobnie ?
I've got a right to go to work but there's no work here to be found
------------------------
szefu
Wieki nie byłem na weselu ale myśl retro: "poza tym jak ty się Martinez przyznajesz że wolisz Jasona Donovana to mogę tylko ze wstydem założyć kaptur na głowę i odejść ogladając się bojaźliwie czy czasami nie idziesz za mną..." po prostu mnie...ok rozbawiła do granic możliwości. Sorry Martinez
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
MARTINEZ napisał(a):jak bywalem na wiejskich weselach (wielokrotnie za sprawa blizej nieokreslonych kuzynek i kuzynow ) to czasem mialem wrazenie ze brzmia markowo, albo ze marek tak naprawde gra wiejsko weselnie...czulem sie dziwnie z tym - moze mial ktos podobnie ?
zalecam ograniczyć ilość spożywanego alkoholu na weselach..
:/
pomału wychodzi na to, i to nie tylko z tego wątku, że mamy takie "punkty" po których wszystko co później stworzył Mark jest..no nie jest już takie super jak dwukorpek Love over gold / Alchemia / Brothers / Sailing...
Macie tak czy nie? Czy upraszczam?
mikołaj napisał(a):pomału wychodzi na to, i to nie tylko z tego wątku, że mamy takie "punkty" po których wszystko co później stworzył Mark jest..no nie jest już takie super jak dwukorpek Love over gold / Alchemia / Brothers / Sailing...
Macie tak czy nie? Czy upraszczam?
To świadomość, że powoli nie potrafimy wczuwać się w muzykę klasyczną, bo mamy wszechobecny nawał muzyki nowoczesnej.
Martinez ale przywaliłeś w kolektyw negatywną emocją. Mark zawsze był inny i nigdy za bardzo nie pląsał. On taki jest misiowaty i za to go smoki lubią.
Wydłubuję z komórki specjalną listę odjechanych jego piosenek które lubię słuchać (profanie):
Coyote
Early Bird
Metroland
Punish The Monkey
Pyroman
Sea Fever
Boom Like
Postcards From Paraguay
Silvertown Blues
Camerado
-mark byl znany z gitary a z gitara obecnie ma niewiele wspolnego
-brak dawnej wprawy w palcach > czyli wiecej pospiewam, doloze smyczki i kobzy
Jak naprawdę spodobało mi się Haul Away, to jednak nie mogę się nie zgodzić
Retro:
-zalecam ograniczyć ilość spożywanego alkoholu na weselach.. :/
-doceniam fantazję która ci przyszła by zdyskretytować twórczość MK
chyba ci się nudzi trochę...
-poza tym jak ty się Martinez przyznajesz że wolisz Jasona Donovana to mogę tylko ze wstydem założyć kaptur na głowę i odejść ogladając się bojaźliwie czy czasami nie idziesz za mną...
nie wiem czy się śmiać czy w milczeniu przewinąć posta z dłonią przy czole
Jak zwykle wychodzi zasada nr 1. Knopfler ma zawsze rację, zawsze jest bogiem, nie wolno go krytykować, jeżeli ci sie nie podoba, to jesteś głupi albo/i nie znasz się na muzyce.
Fakt, że napisanie na stronie GF, żeby poszli spać do wioski (tak to miało brzmieć w przekładzie?) to krótko mówiąc przejaw chamstwa, ale cóż. Nawet jeżeli MK nagrałby płytę z kolędami, to nie czułbym się oszukany, bo po prostu mogę jej nie kupić, nie iść na koncert i mieć to głęboko. Mógłbym go krytykować publicznie za zwrot w twórczości. Ale nigdy nie obiecywał, że będzie grał w stylu M4N usque ad mortem usrandum. Ubolewam nad tym, że gitary jest coraz mniej i coraz częściej akustyczna. Ale co poradzić. Mogę napisać mu, żeby poszedł spać
Raingod:
-A tak wogóle to Knopfler skończył się na Kill 'Em All ))))))
wlasnie zasypiajac slucham piosenki fatboy-time's running out na komorce stad i pisze: drogi smoku zgadzam sie z twoja lista w pelni, tylko jakby ktos przegapil - w kazdej z tych piosenek jest echo dire straits i te piosenki na pewno nas nie podziela w odroznieniu od tych 3 swiezych trupow. A mark moze kiedys sie kapnie, ze marsz zalobny juz powstal i chocby nie wiem jak sie staral to lepszego nie wymysli
I've got a right to go to work but there's no work here to be found
------------------------
szefu
18.10.2011, 00:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2011, 00:41 przez adam82.)
Po dłuższej nieobecności na forum dorzucę swoje trzy grosze. Nie słyszałem jeszcze nowych kawałków przygotowywanych z myślą o nowym albumie MK. Stwierdzam jedynie, że jestem z frakcji, wcale nie tak nielicznej, zwolenników "wyższości" post-DS okresu twórczości Marka. O ile nierzadko wracam do płyt Dire Straits, to najbliższe mi są ostatnie dwa albumy oraz The Ragpicker's Dream, nie ujmując niczego pozostałym solowym płytom. Ot taki subiektywny sposób oddziaływania dźwięków i słów na moją percepcję.
W opozycji do wyżej zaprezentowanych zarzutów wobec Marka uważam, że udana muzyka, nie tylko zmianami rytmu, podziałów i dynamiką stoi. Co zresztą myślę, że wszyscy rozumieją, niezależnie od opinii na ewolucję twórczości Marka. Zgadzam się z przedmówcami, że czasem prostota, bezpośredniość przekazu, wysmakowane aranżacje i dobre melodie są najlepszymi środkami na dobrą muzykę. Trochę jak w pisaniu, fajnie poczytać Normana Mailera, czy Marqueza, ale nie sposób odmówić Hemingway'owi, że potrafił skrajnie prostymi środkami oddać egzystencjalne zakamarki. A szukając dynamiki i ekspresji zawsze można sięgnąć na półkę po stare produkcje MK. Tudzież jak komuś brakuje surowej energii można zawsze zapodać sobie z rana coś Slayera, czy nowy, fenomenalny Amplifier z albumu "Octopus" (polecam, jeśli ktoś lubi mocną alternatywę i podziały rytmiczne rodem z King Crimson) i myślę, że na brak adrenaliny nikt nie będzie narzekał
Co do nowego albumu, na nowe kawałki poczekam do Berlina, a potem na oficjalne wydanie. I nie ukrywam, że liczę na dużo folku, oraz masę pięknych melodii z odrobiną country między wierszami
So now we're passing strangers, at single tables.
Still trying to get over,
Still trying to write love songs for passing strangers.
All those passing strangers.
And the twinkling lies, all those twinkling lies,
Sparkle with the wet ink on the paper.