09.03.2006, 23:03
Pan Marek jest dla mnie porodku między Dylanem i Gilmourem z lekkš tendencjš do muzyki. Bo jš pierwszš poznałem. Niektóre teksty Marka wydajš mi się takie zbyt infantylne niestety (All that matters) czy wręcz głupawe (za przeproszeniem, ale MFN...), że muzyka zawsze była i będzie jednak lekko wysunięta naprzód. No, a tak naprawdę to najważniejsza jest gitara, nie?
W rozważaniu tekstów przypomina mi się to, czego mi brakuje u Marka czyli tekstów trochę bardziej egzystencjonalnych, patrzšcych na życie nieco bardziej z dystansu, najlepiej w prostej folkowej, akustycznej oprawie.
A co do Southband Again, Robsonie, to mi wydaje się czasem, że melodia jest zbyt wesoła jak na taki doć ostry tekst.
W rozważaniu tekstów przypomina mi się to, czego mi brakuje u Marka czyli tekstów trochę bardziej egzystencjonalnych, patrzšcych na życie nieco bardziej z dystansu, najlepiej w prostej folkowej, akustycznej oprawie.
A co do Southband Again, Robsonie, to mi wydaje się czasem, że melodia jest zbyt wesoła jak na taki doć ostry tekst.
<span style=\'color:blue\'><span style=\'font-size:9pt;line-height:100%\'>Słucham tylko MARKOWEJ muzyki!</span></span>

