09.03.2006, 17:47
Faktycznie na On an Island sir David zarejestrował niezwykle pięknš muzykę. Znane brzmienia, liryczne solówki, piękny piew, atmosfera zadumy i bšd co bšd nostalgii (za PF) powodujš, że słuchanie płyty podnosi cinienie. Do tego dochodzi fantastycze dopracowanie pod względem technicznym - płyta brzmi doskonale (słuchałem poczšwszy od discmana na dużej wieży klockowej kończšc). Ma też wady. Piękne spokojne utwory instrumentalne sprawiajš wrażenie, jakby nieco leniwy ostatnimi czasy Gilmour na siłę chcia zapchać płytę, aby nadać jej sensownš długoć. Poza tym tytułowy utwór strasznie mnie nuży, gdyż zwyczajnie mi się przejadł - znam go z singla już od około niecałego miesišca. No i co najważniejsze - pomimo całej tej atmosfery oczekiwania w napięciu, głodu starych-nowych brzmień Jego gitary, płyta przegrywa u mnie z doć popularnš i kontrowersyjnš ostatnimi czasy ksišżkš, co mimo iż lubię literaturę, nie jest dla mnie normalne. Muzyka, szczególnie nowa i pochodzšca z Floydowego obozu zazwyczaj stoi wyżej...
Pozdrawiam
Pozdrawiam

