11.11.2005, 13:55
Ja zauwazylem, ze wszyscy wielcy, ktorzy byli wyznacznikami w swoich gatunkach sprzed laty, dzis graja troche inaczej, wg wielu - gorzej. Przyklad? Ot, Back home Claptona. Gdzie jest ta porywajaca gitara, solowki po kilka minut? Zamiast tego mamy reaggowe rytmy i bardziej "lejace" sie kawalki. Depp Purple (mam nadzieje ze Mitzi tego nie czyta ;P) - Rapture of the deep - niby to samo, ale jednak....jak dla mnie brak charyzmy Lorda i Blackmoora, ich charakterystycznych styli, dzwiekow, ekspresji. A Bigger Bang Stonesow i Chaos and Creation McCartneya pomine milczeniem - jak dla mnie PORAZKA. Smutna prawda, ale czasy Marka tez juz sa na rowni pochylej. Nie powtorza sie juz takie koncerty jak na OES tour, nie zagra juz z takim "czadem" jak na aLCHEMY etc.. Przestawil sie na robienie tego co on sam lubi, co go "kolysze", i robi to dla zarowno dla siebie jak i dla tych fanow, ktorzy wciaz sa przy nim. A gdy tych fanow zabraknie (oby nigdy), zejdzie ze sceny....niepokonany.
PS: Marti - a slyszales jak gadala Pensa na A night in London? No? Stratocaster
PS: Marti - a slyszales jak gadala Pensa na A night in London? No? Stratocaster
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...

