30.06.2017, 14:31
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2017, 14:38 przez scaffolder.)
To może i ja coś wspomnę. Jesień 1984 albo 1985. Liceum. Pojechaliśmy z klasą na wycieczkę w góry. Schronisko Andrzejówka. Wieczór. Kolega, który miał rodziców obcokrajowców i dostęp do płyt z "Zachodu" spędził nas do jednego pokoju, włożył kasetę do magnetofonu, zgasił światło (był wieczór) i powiedział: - posłuchajcie tego. No i wtedy odleciałem. To był najlepszy kawałek muzy, jaki wtedy w życiu słyszałem - i niewiele się do dzisiaj zmieniło
- trzyma mnie do dziś i co chwilę do tego wracam. Magiczny album koncertowy, czyli ALCHEMY.
... a potem to już było nagrywanie kolejnych albumów (z winyli tegoż właśnie kolegi), czyli wcześniejszych jak Dire Straits, Communique itd. - specjalnie ciułałem grosze, a właściwie centy i ganiałem do Pewexu (info dla młodych - takie lepsze sklepy za dolary kiedyś były
) i kupowałem lepsze kasety, żeby jak najmniej jakości tracić przy przegrywaniu. Qrcze to "tylko" 32 lata a jak się technologia zmieniła
- trzyma mnie do dziś i co chwilę do tego wracam. Magiczny album koncertowy, czyli ALCHEMY.... a potem to już było nagrywanie kolejnych albumów (z winyli tegoż właśnie kolegi), czyli wcześniejszych jak Dire Straits, Communique itd. - specjalnie ciułałem grosze, a właściwie centy i ganiałem do Pewexu (info dla młodych - takie lepsze sklepy za dolary kiedyś były
) i kupowałem lepsze kasety, żeby jak najmniej jakości tracić przy przegrywaniu. Qrcze to "tylko" 32 lata a jak się technologia zmieniła
Don't Crash the Ambulance

