31.10.2012, 15:08
Jestem tutaj znany ogólnie że rzadko krytykuję twórczość MK za co często krytykowano mnie ale ja nie o tym. Bo tym razem to właśnie ja napiszę coś o co być może by mnie nie podejrzewano. A pro po wirtuozerii o której wspomina Pablo. Bo tak naprawdę cały czas mam w głowie myśl hillbillego który kiedyś chyba przy okazji Kill To Get Crimson powiedział że Mark dał się poznać światu jako wspaniały gitarzysta, wirtuoz z niesamowitymi popisami solówek. Aktualnie to wszystko gdzieś odeszło w zapomnienie. Proszę mnie źle nie zrozumieć to co robi Mark teraz bardzo mi odpowiada i kierunek który sobie wytyczył, niszę którą dla siebie znalazł to wszystko bardzo mnie fascynuje już od lat myślę że nie muszę akurat ja tego podkreślać. Bardziej zadziwia mnie jego skromność. Tak jakby na siłe chciał nam udowodnić że on nie jest dobrym gitarzystą. Tak jakby troszkę zapominał o tym co wyprawiał na gitarze w DS. Wiem już o tym wszystim nie raz sobie opowiadaliśmy. Że teraz ważna jest dla niego melodia, słowa, opowieść a gitara służy mu jednynie do komponowania. Przecież gdyby chciał pociągnał by za struny bardziej. I właściwie to robi wersjach live w najnowszych utworach. Ale dlaczego na płytach jest taki skromny. Dlaczego tak wycofany z gitarą. Dlaczego tak oszczędny. Zadziwiające jaki proces Mark przeszedł od płyt DS do ostatnich dokonań. Pewnie to sobie wszystko wcześniej zaplanował.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

