04.10.2012, 12:27
Kiedy ostatnio rozmawaiłem z Raingodem a nawet wcześniej z Kubą to pytałem czy zgadzają się ze mną że w czasach DS Mark był bardziej na pierwszym planie a co za tym idzie prezentował częściej swoją wirtuozerię. Na płytach solowych to też mu się zdarzało ale już nie był tak z przodu. Pozwala na każdej swej płycie bardziej grać swojemu zespołowi. To już bardziej band niż gitara mistrza. Bo powiedzmy sobie szczerze na nowym albumie Mark jest bardzo oszczędny jeśli chodzi o solówki. Takie bardzo wyraziste właściwie są tylko dwie. W "Redbud Tree" i "Dream Of The Drowned Subariner" W ogóle nie wiem czy się ze mną zgodzicie ale w tych nie bluesowych utworach ten album brzmi bardzo delikatnie. To taka cecha która przebija się do mnie po miesiącu obcowania z Privateering.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

