W takim razie, jeśli przyszedł czas podsumowań, to ja też w kilku słowach napiszę o każdej piosence. W kolejności, w której sam je sobie poustawiałem – i którą wszystkim polecam
. W nawiasach staram się oceniać piosenki od 1 do 10, ale to znaczne uproszczenie 
CD1:
„Redbud Tree” (9/10)
Świetne otwarcie albumu, wydaje mi się, że MK może w ten sposób w przyszłości zaczynać koncerty. Bardzo podoba mi się tekst i – chyba najbardziej charakterystyczna na całej płycie – solówka. W czymś przypomina mi „Hill Farmer’s Blues”, ale jednak podoba mi się trochę mniej niż ta – jedna z moich ulubionych – piosenek MK.
„Go, Love” (10/10)
To mój zdecydowany faworyt! Piękna, wzruszająca – lubię, jak MK właśnie w ten sposób opowiada o uczuciach. Jak już pisałem – „I like to come back now and then” to mój ulubiony fragment na całej płycie. Zakochałem się w nim już po przesłuchaniu trzydziestosekundowej próbki i tak zostało. Mam wrażenie, że to właśnie do tej piosenki nawiązuje okładka. „Go, Love” to na pewno będzie jeden z moich ulubionych utworów MK ever.
„River of Grog” (10/10)
Najlepszy bonus. I długo nie będę mógł wybaczyć Knopflerowi, że nie dodał go do płyty. Być może nawet (jak w przypadku „Camerado”
nie wybaczę mu tego nigdy
. Uwielbiam ascetyczność tego utworu, sposób śpiewania (chociaż chyba „deklamacja” byłaby tu odpowiedniejszym słowem). Do tego jeden z najlepszych tekstów na płycie. No i ten gwizd
.
„Your Perfect Song” (6/10)
Lekko, łatwo i przyjemnie. Takich piosenek raczej nie lubię (patrz: "Our Shangri-La"), ale tutaj mi się nawet dość podobno, nawet na początku myślałem, że to najlepszy bonus. Później (gdy osłuchałem się z innymi) trochę u mnie stracił. Nie podoba mi się też ta wibracja gitary, która pojawia się w refrenie
.
„Yon Two Crows” (9/10)
Z tą piosenką też mam problem. Ma świetny tekst, świetną melodię. Kilka genialnych fragmentów – w warstwie muzycznej oraz literackiej. Jednak czegoś tutaj brakuje. Czegoś, co sprawia, że na początku trochę o tej piosence zapominałem. I zapominam czasami nadal. Być może jest za krótko – kilka osób o tym pisało, przez co czegoś jej brakuje. W każdym razie mam wrażenie, że to mogłoby być arcydzieło, a jest po prostu świetna piosenka.
„Haul Away” (10/10)
Piękny tekst. I chyba najlepszy, pod względem melodii – utwór z płyty. Właśnie takie klimaty lubię u Knopflera najbardziej – gdy miesza rock z tradycją, folkiem. Rewelacyjny do 2:38, a po „yeah” – chociaż trudno w to uwierzyć – jeszcze lepszy.
„Privateering” (10/10)
Jest gorzej niż na koncercie, ale na tym przecież polegają koncerty, żeby było lepiej niż na płycie
. Bardzo podoba mi się tekst i klimat – nieco podobny do „Haul away”, ale trochę bardziej rockowy, zadziorny. To jedna z wielu piosenek na tej płycie, które sprawiają, że brzmi ona bardzo świeżo. Iw ogóle po Knopflerze nie słychać, że ma już 63 lata! Bardzo fajne jest to, że kilka razy zmienia się klimat – czasem jest spokojnie, później dynamiczniej, znów spokojniej, etc., etc.
„Dream of the Drowned Submariner” (9/10)
I znów mam podobne odczucie, jak w przypadku „Yon Two Crows” – mogło być lepiej, mimo że jest świetnie. Czegoś tutaj brakuje. Pewnie dałbym nawet 8, ale fragment od 3:37, to chyba najbardziej wzruszający moment na całej płycie. Bardzo kojarzy mi się katastrofą Kurska, której dwunastą rocznicę niedawno obchodziliśmy (swoją drogą – pamiętam, jak dziś ten dzień, nie wiem dlaczego nawet).
„Follow the Ribbon” (5/10)
Chyba najsłabszy bonus, dla mnie oczywiście. Zwłaszcza, że jest nieludzko długi. Od piosenek powyżej pięciu minut oczekuję czegoś niezwykłego, a to dla mnie po prostu najzwyklejsza piosenka MK. Taka, jakich mógłby codziennie pisać dwadzieścia. Myślałem, że może po kolejnych przesłuchaniach coś tutaj znajdę, ale nadal nie potrafię. Nie ma tutaj żadnego momentu, który by mnie zachwycał.
„Seattle” (8/10)
To mój największy problem! Najpierw bardzo nie lubiłem, później stwierdziłem, że nie jest aż tak źle, a jeszcze później słuchałem raz za razem, zakochując się w zwrotkach i zatykając uszy podczas refrenu. I właśnie tak tę piosenkę odbieram. Nadal będę twierdził, że refren mógłby brzmieć odrobinę inaczej. No i uwielbiam pianino (czy cokolwiek to jest, pewnie keyboard) w tle, który uderza niczym krople deszcze w Seattle.
„Radio City Serenade” (8/10)
Wiem, że dla wielu to wyjątkowa piosenka. U mnie jest jednak w drugiej lidze tej płyty, chociaż z każdym kolejnym dniem lubię ją coraz bardziej
. Trochę przypomina mi „The Ragpicker’s Dream” (piosenkę, nie płytę), do której też długo nie mogłem się przekonać.
„Kingdom of Gold” (9/10)
Myślę, że to dla Knopflera bardzo ważna piosenka. To trochę polityczno-społeczny manifest, w kontekście najważniejszych problemów współczesnego świata. Może dlatego MK chciał, żeby piosenka wyróżniała się muzycznie od całej płyty, ba!, od całej jego twórczości? Długo nie mogłem się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, że płyty bardziej spójne. Na pewno jednak nie można powiedzieć, że to piosenka zła, wręcz przeciwnie – znakomita, niemal pod każdym względem. Ale za to „wyróżnianie się” muszę jeden punkt odjąć. U mnie „KoG” kończy pierwszą płytę.
CD2:
„Miss You Blues” (8/10)
„MYB” kojarzy mi się z Notting Hillbillies. A ja zawsze bardzo ten zespół lubiłem i żałowałem, że nagrali tylko jedną płytę. Dlatego – taki blues Knopflera ma moje całkowite wsparcie. To na pewno jeden z niewielu utworów na płycie, w których harmonijka mnie nie drażni. Chociaż wiem, że tym stwierdzeniem się wielu z Was narażam
.
„Blood and Water” (4/10)
Jeśli o „Follow the Ribbon” pisałem, że takich piosenek Knopfler mógłby pisać dwadzieścia dziennie, to takich, jak „Blood and Water” mógłby z pewnością pisać ponad pięćdziesiąt. To dla mnie jeden z tych utworów, które się kompletnie niczym nie wyróżniają. Niby słucha się przyjemnie, ale co z tego, skoro się zapomina o nim po kilku minutach? I nie lubię tego, co pojawia się np. w 1:44 albo 2:10 – tej wibracji gitary (czy jakkolwiek się to nazywa – proszę o informację, chętnie się dowiem). Kojarzy mi się bardzo tandetnie.
„Corned Beef City” (5/10)
Gdy ta piosenka się zaczyna – bardzo mnie denerwuję, zwłaszcza, że wydaje mi się dwa razy głośniejsza niż reszta płyty. Ale, gdy już jej słucham, to właściwie mi się podoba. Zwłaszcza, że ma bardzo sprawny i dynamiczny tekst. Na pewno jednak nie mógłbym jej słuchać, tam gdzie ją domyślnie umieszczono!
„Today is Okay” (5/10)
Własnie tutaj harmonijka mnie bardzo denerwuje. W ogóle – to jeden z utworów, które czasami mnie irytują. Na pewno podoba mi się gitara w drugiej minucie – to też jedna z fajniejszych solówek na całej płycie. Paradoksalnie, myślę, że to może być jeden z najfajniejszych utworów na koncertach. Nie uważacie, że już teraz jego końcówka brzmi, jakby była żywcem wyjęta z koncertu? I to takiego z trasy „On Every Street”, na którym wszystkie utwory ze sobą rozmawiały?
„Hot Or What” (7/10)
Na początku nie odróżniałem jej od większości bluesów, ale później zaczęła się wyróżniać. Dużo punktów zawdzięcza głównie tekstowi. Bo muzycznie tak samo irytuje mnie harmonijką, jak „Today is Okay”. Bardzo, bardzo, bardzo lubię deklamację (bo tego się już w żaden sposób śpiewem nazwać nie da) Knopflera.
„Don’t Forget Your Hat” (6/10)
To już taki najbardziej typowy blues – i tekstowo, i muzycznie. Właściwie – tekst mi się podoba nawet bardzo. Niestety, jest go tak mało, że to właściwie utwór półinstumentalny, przez co harmonijka irytuje co chwilę. Gdyby tekstu było więcej, to punktów byłoby tyle samo, co w piosence o nałogowym hazardziście
.
„Gator Blood” (5/10)
Kolejna piosenka z cyklu: „Gdybym był Knopflerem, to mógłbym napisać czterdzieści takich pomiędzy obiadem a kolacją”. Podoba mi się gitara, chociaż też bez przesady – ja nie szukam u Knopflera (solo) takich elementów rockowych jak tu. Wolę stylistykę „Haul Away”. Plus za to, że nie ma tam (a przynajmniej tak mi się wydaje) harmonijki, minus – za garażowe brzmienie, o którym wspominał Kooba.
„I Used to Could” (7/10)
Na początku też jej nie odróżniałem, a później zacząłem, przez co coraz bardzie ją polubiłem. To kolejna piosenka, w której harmonijka mi nie przeszkadza. Podoba mi się sposób, w jaki MK śpiewa i cała linia melodyczna. Swoją drogą – wydaje mi się, że całość pasowałaby do „All the Roadrunning”.
„Got to Have Something” (7/10)
Obiektywnie – to chyba muzycznie najbardziej zaawansowana piosenka na płycie. Natłok rożnych instrumentów mnie – totalnego laika – przeraża. Śmieszny, fajny tekst. Pewnie dałbym nawet 8, gdyby nie to, że jest tutaj cholernie dużo harmonijki, która może mnie aż tak nie irytuje, jak w innych utworach, ale nadal sprawia, że tęsknię za perkusją, gitarą, saksofonem i dudami.
„Bluebird” (9/10)
Najlepszy blues na płycie! Niesamowity klimat. Bardzo chciałbym, żeby Knopfler nagrał całą płytę. Od razu widzę przed oczyma prywatnego detektywa, który pracuje w czasach prohibicji. I tutaj harmonijkę absolutnie uwielbiam, przede wszystkim dlatego, że gra sobie spokojnie w tle, nie wybijając się na główny plan. Mam wrażenie, że o ile w przypadku kilku poprzednich piosenek Knopfler w ogóle się w komponowanie nie bawił, to tutaj bardzo się postarał.
„Occupation Blues” (8/10)
Tutaj też nie rozumiem, dlaczego „OB” na płycie się nie znalazło, ale jestem w stanie MK ten brak wybaczyć (braku „Camerado” – nadal nie!!!). Przede wszystkim – świetny jest tekst. Klimat piosenki trochę przypomina mi „Postcards from Paraguay” i w ogóle płytę „Shangri-La”, a że to pierwsza płyta MK, na którą świadomie czekałem, to na zawsze będzie u mnie wysoko we wszystkich rankingach.
„After the Beanstalk” (5/10)
Oj, jak mnie tutaj ta harmonijka znów denerwuje! Słuchając tej piosenki, mam wrażenie, że talent kompozytorski Knopflera zawsze musi być tłumiony przez jakąś jego fascynację – przez jakiś czas fascynacja ta nazywała się „country”, a dziś to przede wszystkim „blues”. Na sam koniec (zarówno w oryginalnym, jak i moim ustawieniu) Knopfler przypomina nam o czasach, gdy w tworzeniu arcydzieł przeszkadzała mu fascynacja ta pierwsza. I to by mi nawet nie przeszkadzało – bo wolałem to znacznie bardziej niż obecną fascynację bluesem, gdyby nie to, że w przypadku „After the Beanstalk” country zostało pokryte dużą ilością harmonijki. Za dużą!
W kilku słowach – kto wie, czy to dla mnie nie najlepsza płyta Knopflera. Na pewno nie zgadzam się z tym, że widać po niej, że MK się starzeje – to bzdura. Nawet piosenki, których nie lubię (a więc przede wszystkim bluesy) są wyjątkowo świeże, nawet jak dla mnie – za bardzo świeże, aż parzące. Na pewno strasznie przeszkadza mi w odbiorze układ piosenek. Co jest o tyle dziwne, że nigdy wcześniej (nie tylko w przypadku MK) nie zwracałem na to uwagi. Tutaj przeszkadzało mi to do tego stopnia, że musiałem sam sobie utwory poukładać. I wtedy cała płyta dużo u mnie zyskała.
Jestem pod wrażeniem, że 24 piosenki mają tak wysokie poziom. Starałem się je oceniać ostro, a żadna nie dostała ostatecznie poniżej 4 – wydaje mi się, że to bardzo dobry wynik, jak na tyle materialu.
PS Może kolejna edycja rankingu będzie polegała właśnie na ocenie od 1 do 10 – co Wy na to?
PS 2 No, ale niestety po tej płycie mam kolejny powód, żeby – gdy spotkam Knopflera na ulicy w Londynie – przejść obok niego obojętnie. Jest nim „River of Grog”. Chociaż już wcześniej bym się do niego nawet nie uśmiechnął – „Camerado” nigdy nie wybaczę!
. W nawiasach staram się oceniać piosenki od 1 do 10, ale to znaczne uproszczenie 
CD1:
„Redbud Tree” (9/10)
Świetne otwarcie albumu, wydaje mi się, że MK może w ten sposób w przyszłości zaczynać koncerty. Bardzo podoba mi się tekst i – chyba najbardziej charakterystyczna na całej płycie – solówka. W czymś przypomina mi „Hill Farmer’s Blues”, ale jednak podoba mi się trochę mniej niż ta – jedna z moich ulubionych – piosenek MK.
„Go, Love” (10/10)
To mój zdecydowany faworyt! Piękna, wzruszająca – lubię, jak MK właśnie w ten sposób opowiada o uczuciach. Jak już pisałem – „I like to come back now and then” to mój ulubiony fragment na całej płycie. Zakochałem się w nim już po przesłuchaniu trzydziestosekundowej próbki i tak zostało. Mam wrażenie, że to właśnie do tej piosenki nawiązuje okładka. „Go, Love” to na pewno będzie jeden z moich ulubionych utworów MK ever.
„River of Grog” (10/10)
Najlepszy bonus. I długo nie będę mógł wybaczyć Knopflerowi, że nie dodał go do płyty. Być może nawet (jak w przypadku „Camerado”
nie wybaczę mu tego nigdy
. Uwielbiam ascetyczność tego utworu, sposób śpiewania (chociaż chyba „deklamacja” byłaby tu odpowiedniejszym słowem). Do tego jeden z najlepszych tekstów na płycie. No i ten gwizd
.„Your Perfect Song” (6/10)
Lekko, łatwo i przyjemnie. Takich piosenek raczej nie lubię (patrz: "Our Shangri-La"), ale tutaj mi się nawet dość podobno, nawet na początku myślałem, że to najlepszy bonus. Później (gdy osłuchałem się z innymi) trochę u mnie stracił. Nie podoba mi się też ta wibracja gitary, która pojawia się w refrenie
. „Yon Two Crows” (9/10)
Z tą piosenką też mam problem. Ma świetny tekst, świetną melodię. Kilka genialnych fragmentów – w warstwie muzycznej oraz literackiej. Jednak czegoś tutaj brakuje. Czegoś, co sprawia, że na początku trochę o tej piosence zapominałem. I zapominam czasami nadal. Być może jest za krótko – kilka osób o tym pisało, przez co czegoś jej brakuje. W każdym razie mam wrażenie, że to mogłoby być arcydzieło, a jest po prostu świetna piosenka.
„Haul Away” (10/10)
Piękny tekst. I chyba najlepszy, pod względem melodii – utwór z płyty. Właśnie takie klimaty lubię u Knopflera najbardziej – gdy miesza rock z tradycją, folkiem. Rewelacyjny do 2:38, a po „yeah” – chociaż trudno w to uwierzyć – jeszcze lepszy.
„Privateering” (10/10)
Jest gorzej niż na koncercie, ale na tym przecież polegają koncerty, żeby było lepiej niż na płycie
. Bardzo podoba mi się tekst i klimat – nieco podobny do „Haul away”, ale trochę bardziej rockowy, zadziorny. To jedna z wielu piosenek na tej płycie, które sprawiają, że brzmi ona bardzo świeżo. Iw ogóle po Knopflerze nie słychać, że ma już 63 lata! Bardzo fajne jest to, że kilka razy zmienia się klimat – czasem jest spokojnie, później dynamiczniej, znów spokojniej, etc., etc.„Dream of the Drowned Submariner” (9/10)
I znów mam podobne odczucie, jak w przypadku „Yon Two Crows” – mogło być lepiej, mimo że jest świetnie. Czegoś tutaj brakuje. Pewnie dałbym nawet 8, ale fragment od 3:37, to chyba najbardziej wzruszający moment na całej płycie. Bardzo kojarzy mi się katastrofą Kurska, której dwunastą rocznicę niedawno obchodziliśmy (swoją drogą – pamiętam, jak dziś ten dzień, nie wiem dlaczego nawet).
„Follow the Ribbon” (5/10)
Chyba najsłabszy bonus, dla mnie oczywiście. Zwłaszcza, że jest nieludzko długi. Od piosenek powyżej pięciu minut oczekuję czegoś niezwykłego, a to dla mnie po prostu najzwyklejsza piosenka MK. Taka, jakich mógłby codziennie pisać dwadzieścia. Myślałem, że może po kolejnych przesłuchaniach coś tutaj znajdę, ale nadal nie potrafię. Nie ma tutaj żadnego momentu, który by mnie zachwycał.
„Seattle” (8/10)
To mój największy problem! Najpierw bardzo nie lubiłem, później stwierdziłem, że nie jest aż tak źle, a jeszcze później słuchałem raz za razem, zakochując się w zwrotkach i zatykając uszy podczas refrenu. I właśnie tak tę piosenkę odbieram. Nadal będę twierdził, że refren mógłby brzmieć odrobinę inaczej. No i uwielbiam pianino (czy cokolwiek to jest, pewnie keyboard) w tle, który uderza niczym krople deszcze w Seattle.
„Radio City Serenade” (8/10)
Wiem, że dla wielu to wyjątkowa piosenka. U mnie jest jednak w drugiej lidze tej płyty, chociaż z każdym kolejnym dniem lubię ją coraz bardziej
. Trochę przypomina mi „The Ragpicker’s Dream” (piosenkę, nie płytę), do której też długo nie mogłem się przekonać. „Kingdom of Gold” (9/10)
Myślę, że to dla Knopflera bardzo ważna piosenka. To trochę polityczno-społeczny manifest, w kontekście najważniejszych problemów współczesnego świata. Może dlatego MK chciał, żeby piosenka wyróżniała się muzycznie od całej płyty, ba!, od całej jego twórczości? Długo nie mogłem się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, że płyty bardziej spójne. Na pewno jednak nie można powiedzieć, że to piosenka zła, wręcz przeciwnie – znakomita, niemal pod każdym względem. Ale za to „wyróżnianie się” muszę jeden punkt odjąć. U mnie „KoG” kończy pierwszą płytę.
CD2:
„Miss You Blues” (8/10)
„MYB” kojarzy mi się z Notting Hillbillies. A ja zawsze bardzo ten zespół lubiłem i żałowałem, że nagrali tylko jedną płytę. Dlatego – taki blues Knopflera ma moje całkowite wsparcie. To na pewno jeden z niewielu utworów na płycie, w których harmonijka mnie nie drażni. Chociaż wiem, że tym stwierdzeniem się wielu z Was narażam
.„Blood and Water” (4/10)
Jeśli o „Follow the Ribbon” pisałem, że takich piosenek Knopfler mógłby pisać dwadzieścia dziennie, to takich, jak „Blood and Water” mógłby z pewnością pisać ponad pięćdziesiąt. To dla mnie jeden z tych utworów, które się kompletnie niczym nie wyróżniają. Niby słucha się przyjemnie, ale co z tego, skoro się zapomina o nim po kilku minutach? I nie lubię tego, co pojawia się np. w 1:44 albo 2:10 – tej wibracji gitary (czy jakkolwiek się to nazywa – proszę o informację, chętnie się dowiem). Kojarzy mi się bardzo tandetnie.
„Corned Beef City” (5/10)
Gdy ta piosenka się zaczyna – bardzo mnie denerwuję, zwłaszcza, że wydaje mi się dwa razy głośniejsza niż reszta płyty. Ale, gdy już jej słucham, to właściwie mi się podoba. Zwłaszcza, że ma bardzo sprawny i dynamiczny tekst. Na pewno jednak nie mógłbym jej słuchać, tam gdzie ją domyślnie umieszczono!
„Today is Okay” (5/10)
Własnie tutaj harmonijka mnie bardzo denerwuje. W ogóle – to jeden z utworów, które czasami mnie irytują. Na pewno podoba mi się gitara w drugiej minucie – to też jedna z fajniejszych solówek na całej płycie. Paradoksalnie, myślę, że to może być jeden z najfajniejszych utworów na koncertach. Nie uważacie, że już teraz jego końcówka brzmi, jakby była żywcem wyjęta z koncertu? I to takiego z trasy „On Every Street”, na którym wszystkie utwory ze sobą rozmawiały?
„Hot Or What” (7/10)
Na początku nie odróżniałem jej od większości bluesów, ale później zaczęła się wyróżniać. Dużo punktów zawdzięcza głównie tekstowi. Bo muzycznie tak samo irytuje mnie harmonijką, jak „Today is Okay”. Bardzo, bardzo, bardzo lubię deklamację (bo tego się już w żaden sposób śpiewem nazwać nie da) Knopflera.
„Don’t Forget Your Hat” (6/10)
To już taki najbardziej typowy blues – i tekstowo, i muzycznie. Właściwie – tekst mi się podoba nawet bardzo. Niestety, jest go tak mało, że to właściwie utwór półinstumentalny, przez co harmonijka irytuje co chwilę. Gdyby tekstu było więcej, to punktów byłoby tyle samo, co w piosence o nałogowym hazardziście
.„Gator Blood” (5/10)
Kolejna piosenka z cyklu: „Gdybym był Knopflerem, to mógłbym napisać czterdzieści takich pomiędzy obiadem a kolacją”. Podoba mi się gitara, chociaż też bez przesady – ja nie szukam u Knopflera (solo) takich elementów rockowych jak tu. Wolę stylistykę „Haul Away”. Plus za to, że nie ma tam (a przynajmniej tak mi się wydaje) harmonijki, minus – za garażowe brzmienie, o którym wspominał Kooba.
„I Used to Could” (7/10)
Na początku też jej nie odróżniałem, a później zacząłem, przez co coraz bardzie ją polubiłem. To kolejna piosenka, w której harmonijka mi nie przeszkadza. Podoba mi się sposób, w jaki MK śpiewa i cała linia melodyczna. Swoją drogą – wydaje mi się, że całość pasowałaby do „All the Roadrunning”.
„Got to Have Something” (7/10)
Obiektywnie – to chyba muzycznie najbardziej zaawansowana piosenka na płycie. Natłok rożnych instrumentów mnie – totalnego laika – przeraża. Śmieszny, fajny tekst. Pewnie dałbym nawet 8, gdyby nie to, że jest tutaj cholernie dużo harmonijki, która może mnie aż tak nie irytuje, jak w innych utworach, ale nadal sprawia, że tęsknię za perkusją, gitarą, saksofonem i dudami.
„Bluebird” (9/10)
Najlepszy blues na płycie! Niesamowity klimat. Bardzo chciałbym, żeby Knopfler nagrał całą płytę. Od razu widzę przed oczyma prywatnego detektywa, który pracuje w czasach prohibicji. I tutaj harmonijkę absolutnie uwielbiam, przede wszystkim dlatego, że gra sobie spokojnie w tle, nie wybijając się na główny plan. Mam wrażenie, że o ile w przypadku kilku poprzednich piosenek Knopfler w ogóle się w komponowanie nie bawił, to tutaj bardzo się postarał.
„Occupation Blues” (8/10)
Tutaj też nie rozumiem, dlaczego „OB” na płycie się nie znalazło, ale jestem w stanie MK ten brak wybaczyć (braku „Camerado” – nadal nie!!!). Przede wszystkim – świetny jest tekst. Klimat piosenki trochę przypomina mi „Postcards from Paraguay” i w ogóle płytę „Shangri-La”, a że to pierwsza płyta MK, na którą świadomie czekałem, to na zawsze będzie u mnie wysoko we wszystkich rankingach.
„After the Beanstalk” (5/10)
Oj, jak mnie tutaj ta harmonijka znów denerwuje! Słuchając tej piosenki, mam wrażenie, że talent kompozytorski Knopflera zawsze musi być tłumiony przez jakąś jego fascynację – przez jakiś czas fascynacja ta nazywała się „country”, a dziś to przede wszystkim „blues”. Na sam koniec (zarówno w oryginalnym, jak i moim ustawieniu) Knopfler przypomina nam o czasach, gdy w tworzeniu arcydzieł przeszkadzała mu fascynacja ta pierwsza. I to by mi nawet nie przeszkadzało – bo wolałem to znacznie bardziej niż obecną fascynację bluesem, gdyby nie to, że w przypadku „After the Beanstalk” country zostało pokryte dużą ilością harmonijki. Za dużą!

W kilku słowach – kto wie, czy to dla mnie nie najlepsza płyta Knopflera. Na pewno nie zgadzam się z tym, że widać po niej, że MK się starzeje – to bzdura. Nawet piosenki, których nie lubię (a więc przede wszystkim bluesy) są wyjątkowo świeże, nawet jak dla mnie – za bardzo świeże, aż parzące. Na pewno strasznie przeszkadza mi w odbiorze układ piosenek. Co jest o tyle dziwne, że nigdy wcześniej (nie tylko w przypadku MK) nie zwracałem na to uwagi. Tutaj przeszkadzało mi to do tego stopnia, że musiałem sam sobie utwory poukładać. I wtedy cała płyta dużo u mnie zyskała.
Jestem pod wrażeniem, że 24 piosenki mają tak wysokie poziom. Starałem się je oceniać ostro, a żadna nie dostała ostatecznie poniżej 4 – wydaje mi się, że to bardzo dobry wynik, jak na tyle materialu.
PS Może kolejna edycja rankingu będzie polegała właśnie na ocenie od 1 do 10 – co Wy na to?

PS 2 No, ale niestety po tej płycie mam kolejny powód, żeby – gdy spotkam Knopflera na ulicy w Londynie – przejść obok niego obojętnie. Jest nim „River of Grog”. Chociaż już wcześniej bym się do niego nawet nie uśmiechnął – „Camerado” nigdy nie wybaczę!
"Come up and feel the sun
A new morning has begun..."
A new morning has begun..."

