20.09.2012, 16:05
Tomek Zaborowski napisał(a):spodobało mi się jedynie So Far From The Clyde. Dopiero przy 3, 4 odsłuchiwaniu dołączały kolejne. Być może przeplatany bluesami układ płyty Cię trochę "rozkojarza". Wierzę, że napiszesz niebawem: "ta płyta jest rewelacyjna!" bo taka właśnie jest w całości.
P.S. Rada od Pana Doktora:
Zamknij się w ciemnym pokoju (odizoluj od wszystkiego) nałóż słuchawki i włącz 5 razy pod rząd Seattle. Jak zaskoczysz, to już Cię nic nie zatrzyma!
No właśnie, że na słuchawkach słucham jej cały czas i czekam na ten moment, kiedy przy pierwszych nutach danego utworu powiem sobie "O, to jest fajny kawałem", a tymczasem mam odwrotnie, pojawiają się pierwsze sekundy i myślę sobie :Aha, to jest ten numer, no, to już nic ciekawego się nie spodziewam" Kurczę, znam już tą płytę i nie miałem tego momentu, kiedy nie mogłem się bez niej obejść, jak to bywało z wszystkimi poprzednimi płytami. Teraz od razu przeskoczyłem ten etap i już mnie ten album nudzi... Poważnie :-( Nie wiem, co się dzieje.
Ale tak jak zapowiadałem, zrobię rozkład i wtedy podam konkretne recenzję wszystkich piosenek...
„ten sławny koncert DS z Bazylei” … „zdarlem te tasme do czarno-bialosci....”


: