17.09.2012, 23:19
Już jestem po kolejnym odsłuchu CD 2 i tak sobie myślę że te bluesy są świetnie napisane
instrumentaliści naprawde mają tutaj szansę się pokazać i pochwalić umiejętnościami, Mark wyraźnie wypuszcza ich przed siebie na pierwszy plan
to banalne stwierdzenie pewnie, ale ja to w nim bardzo cenię
poza tym te utwory są mimo wszystko charakterystyczne, da się je postrzegać jako osobne, a nie jako zlewającą się bezkształtną bluesową masę
nie da się też do końca ich traktować jako przerywniki między balladami, takie tylko do przeczekania
najbardziej denerwuje mnie Gator blood, a dokładniej to co dzieje się w 1;49 i 3;04 np... brrrrr
reszta jest ok, ale ten dźwięk doprowadza mnie do szału...
najtrudniejszym dla mnie utworem jest RCS
nie wiem dlaczego, po prostu nie wchodzi tak gładko jak reszta
nie mam pojęcia na czym polega jego "trudność" w przyswojeniu, ale widzę że nie tylko ja mam takie odczucia
chociaż końcowa część jest przepiękna
( to chyba coś takiego jak miałam/ mam z A night in summer..)
instrumentaliści naprawde mają tutaj szansę się pokazać i pochwalić umiejętnościami, Mark wyraźnie wypuszcza ich przed siebie na pierwszy plan
to banalne stwierdzenie pewnie, ale ja to w nim bardzo cenię
poza tym te utwory są mimo wszystko charakterystyczne, da się je postrzegać jako osobne, a nie jako zlewającą się bezkształtną bluesową masę
nie da się też do końca ich traktować jako przerywniki między balladami, takie tylko do przeczekania
najbardziej denerwuje mnie Gator blood, a dokładniej to co dzieje się w 1;49 i 3;04 np... brrrrr
reszta jest ok, ale ten dźwięk doprowadza mnie do szału... najtrudniejszym dla mnie utworem jest RCS
nie wiem dlaczego, po prostu nie wchodzi tak gładko jak reszta
nie mam pojęcia na czym polega jego "trudność" w przyswojeniu, ale widzę że nie tylko ja mam takie odczucia
chociaż końcowa część jest przepiękna
( to chyba coś takiego jak miałam/ mam z A night in summer..)

