04.09.2012, 00:41
koobaa napisał(a):Dla mnie nie jest bez sensu, ale nie o to chodzi. Chodzi o skalę emocji, o dynamikę, o stylistykę. Może lepsze określenie byłoby że to album różnorodny. Podam inny przykład. Najrówniejszy album solowy MK to dla mnie Kill To Get Crimson. Kawałki utrzymane w podobnym klimacie, stylistyce, można powiedzieć, że to prawie album-koncept. Privateering jest "szalony" (w dobrym tego słowa znaczeniu). Każdy ma swoje odczucia jednak widzę, że jakkolwiek by to nazywać obaj odbieramy go bardzo dobrze
.
Doskonale rozumiem, o co chodzi. I dla mnie ta różnorodność jest - niestety - wadą. Niektórych przeskoków naprawdę nie da się słuchać (z 11. na 12. piosenkę, np.), w ogóle przez to nie można wczuć się w klimat. Dlatego wolę pojedyńcze utwory z tej płyty niż całą jako taką.
"Come up and feel the sun
A new morning has begun..."
A new morning has begun..."


. Każdy ma swoje odczucia jednak widzę, że jakkolwiek by to nazywać obaj odbieramy go bardzo dobrze
.