02.09.2012, 22:54
Zlozonosc ludzkiej egzystencji od lat intryguje i prowokuje do dyskusji. Percepcja kazdego czlowieka ma jednak to do siebie, ze nie daje sie prosto zdefiniowac. To, co jednych porusza do lez, innych bawi; to co jednych pociesza - innych trapi. Niemniej kazdy chyba przyzna sie do posiadania w sobie, chocby malutkiego, pierwiastka odpowiedzialnego za wizualizacje tego, co nie daje sie opisac, narysowac, wyspiewac, wyliczyc. Kazdy z nas jest podatny, w mniejszym badz wiekszym stopniu, na uruchomienie tego, co potocznie nazywa sie WYOBRAZNIA - ta zas, bedac wypadkowa minionych juz dni w naszym zyciu, dnia dzisiejszego i marzen o jutrze, pobudzana jest przez bodzce zewnetrzne. Mark Knopfler jest moim bodzcem nr 1.
Kiedys robil to uderzajac w struny gitary jak nikt inny. Pozniej ta forma wyrazu zaczela ustepowac miejsca melodiom i slowom, nie bedac jednak calkiem nieobecna. Privateering, konstrukcja czerpiaca garsciami ze wszystkich wyzej wymienionych, musiala wywolac takie a nie inne reakcje.
Blues
Czyli prosta muzyka. Technicznie rzecz ujmujac - bardzo prosta. Ale wlasnie w tej prostocie MK wrocil do tego czym przetarl sobie droge do panteonu - nut. Gitarowych, oszczednych, jak za czasow BiA czy OES, jednakze trafiajacych swoimi wysokosciami i dlugoscia wybrzmiewania w neurony odpowiedzialne za odczuwanie szczerosci, ciepla i uczciwosci. Smutek czy radosc schodza tu na dalszy plan - liczy sie co innego: muzyka czlowieka, skierowana do ludzi. Te historie sa proste, te nuty przewidywalne. A jednak zlozone w jedna calosc zabieraja sluchacza w podroz po swiecie, o ktorym na codzien latwo zapomniec. Tym, ktory jest dokola - nie tylko tym, w ktorym sami sie zamykamy.
Historia/e
Niby nic. Opowiesci o kaprach, topielcach, zlotych krolestwach etc. Ale chocby nie wiem jak postepowy byl czlowiek i chocby nie wiem ilu ministrow obcinalo godziny historii w szkolach, to nie ma jutra bez wczoraj. Knopfler opowiada nam bajki, a my jak male dzieci sluchamy ich z zapartym tchem, i - jak male dzieci - wierzymy w to o czym mowia. I dobrze, bo wiele w nich prawdy, moralow i pamieci. Pamieci.
Marzenia
A moze potrzeby? Zwykle, ludzkie, ale podstawowe. Takie jak potrzeba bezpieczenstwa, spokoju ducha? Redbud Tree to ot taka piosenka, ale jej wymowa jest nie do przecenienia. Go, love, go...
Muzyka
Wszak mowimy o muzyce, trudno zatem nie wspomniec o tej warstwie nowego albumu. Choc wydawac by sie z powyzszego moglo, ze nie ma ona wiekszego znaczenia, to oczywiscie nieprawda. Ma - ogromne. Wszystko to, co MK ma nam do przekazania, dzieje sie za posrednictwem niesamowitych melodii. Co jest w nich takiego niesamowitego? To, ze sa swieze. To, ze oddaja perfekcyjnie tresc utworow (polecam eksperyment: nie sluchac tekstu i sprobowac zgadnac o czym moze byc dany utwor..). To, ze okraszone sa bogactwem instrumentalnym. Wreszcie to, ze przewiduja miejsce dla tego za czym wielu teskni - bardziej wyrazistej gitary MK.
Tak odbieram ten album.
Kiedys robil to uderzajac w struny gitary jak nikt inny. Pozniej ta forma wyrazu zaczela ustepowac miejsca melodiom i slowom, nie bedac jednak calkiem nieobecna. Privateering, konstrukcja czerpiaca garsciami ze wszystkich wyzej wymienionych, musiala wywolac takie a nie inne reakcje.
Blues
Czyli prosta muzyka. Technicznie rzecz ujmujac - bardzo prosta. Ale wlasnie w tej prostocie MK wrocil do tego czym przetarl sobie droge do panteonu - nut. Gitarowych, oszczednych, jak za czasow BiA czy OES, jednakze trafiajacych swoimi wysokosciami i dlugoscia wybrzmiewania w neurony odpowiedzialne za odczuwanie szczerosci, ciepla i uczciwosci. Smutek czy radosc schodza tu na dalszy plan - liczy sie co innego: muzyka czlowieka, skierowana do ludzi. Te historie sa proste, te nuty przewidywalne. A jednak zlozone w jedna calosc zabieraja sluchacza w podroz po swiecie, o ktorym na codzien latwo zapomniec. Tym, ktory jest dokola - nie tylko tym, w ktorym sami sie zamykamy.
Historia/e
Niby nic. Opowiesci o kaprach, topielcach, zlotych krolestwach etc. Ale chocby nie wiem jak postepowy byl czlowiek i chocby nie wiem ilu ministrow obcinalo godziny historii w szkolach, to nie ma jutra bez wczoraj. Knopfler opowiada nam bajki, a my jak male dzieci sluchamy ich z zapartym tchem, i - jak male dzieci - wierzymy w to o czym mowia. I dobrze, bo wiele w nich prawdy, moralow i pamieci. Pamieci.
Marzenia
A moze potrzeby? Zwykle, ludzkie, ale podstawowe. Takie jak potrzeba bezpieczenstwa, spokoju ducha? Redbud Tree to ot taka piosenka, ale jej wymowa jest nie do przecenienia. Go, love, go...
Muzyka
Wszak mowimy o muzyce, trudno zatem nie wspomniec o tej warstwie nowego albumu. Choc wydawac by sie z powyzszego moglo, ze nie ma ona wiekszego znaczenia, to oczywiscie nieprawda. Ma - ogromne. Wszystko to, co MK ma nam do przekazania, dzieje sie za posrednictwem niesamowitych melodii. Co jest w nich takiego niesamowitego? To, ze sa swieze. To, ze oddaja perfekcyjnie tresc utworow (polecam eksperyment: nie sluchac tekstu i sprobowac zgadnac o czym moze byc dany utwor..). To, ze okraszone sa bogactwem instrumentalnym. Wreszcie to, ze przewiduja miejsce dla tego za czym wielu teskni - bardziej wyrazistej gitary MK.
Tak odbieram ten album.
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...

