24.05.2012, 17:28
MARTINEZ napisał(a):natomiast dla znawcow - zawsze mnie nurtowalo na ile przydatny jest dyrygent w orkiestrze...
po pierwsze - wszyscy sa muzykami - zawodowcami i maja nuty - czyli znaja tempo, co i kiedy graja
po drugie - jak na "sultans" czy chociaz jeden z nich patrzy na dyrygenta ? szczegolnie widac to na tych grajacych z prawej
np jak spiewa dyrygent chorek w sailing to philadelphia to nie macha batuta i co wtedy ? nie potrafia grac przez chwile ?
nie jestem znawczynią, ale z dyrygentem mam do czynienia, to powiem tak:
niby każdy zna swoją partię, każdy wie kiedy wchodzi, mozna nawet się wyuczyć dynamiki, że tu głośniej, tu ciszej, i ok
natomiast uwierz mi, kiedy zespół ł spiewa np, i nagle dyrygent by sobie poszedł, albo zniknął, - zespół staje
albo wszystko w sekundzie zaczyna totalnie się chrzanić, kuleć
na pewno jest to trochę psychologiczne, - dyrygent daje poczucie bezpieczenstwa, kontroluje sytuację, scala wszystko - dlatego zespół ma poczucie bycia całością
jak dyrygent przestaje robić robotę - wszyscy z niepokojem zaczynają patrzeć po sobie.. szukać kogoś kto będzie prowadził. Ktoś taki w zespole musi być. Nawet jak osób jest mało, ktoś musi nadawać rytm- od trzymania tempa jest dyrygent, od dynamiki w sumie też...
I to nieprawda że grający nie patrzą na dyrygenta
jak są ograni, wystarczy sekundowy rzut oka od czasu do czasu, żeby widzieć że wszystko jest ok.
dyrygent może zostawić zespol na chwilę ( np polecieć zamknąć okno), to chwilę jeszcze poleci siłą rozpędu, ale najprawdopodobniej gdyby nieobecność trwała za długo, wszystko zaczęłoby się rozłazić...
tylko mistrzowie mogą sobie pozwolić na coś takiego:

http://www.youtube.com/watch?v=cmPn0Zu4W...re=related
chociaż to i tak jest sztuka dyskretnej wzajemnej obserwacji i tego że trzeba się świetnie ze soba ośpiewać

