22.03.2012, 10:48
pablosan napisał(a):Wszystko co najlepsze, moim zdaniem, w "Speedway at Nazareth" zaczyna się, gdy mikrofon Marka milknie :-)
Nie dziwi mnie to wcale. Chyba prawie wszyscy tak mają. Z tym że dlaczego część instrumentalna w wersji studyjnej miała by być gorsza? Wydaje mi się, że jest bardziej bogata w dźwięki gitar, Gibsona Marka nie brakuje, do tego ta cudowna chwila, gdy tenże Gibson cichnie, a zostają gitary rytmiczne.
W wersji koncertowej część instrumentalna bardziej przypomina zwykłe solo Marka, a w studyjnej wszystko jest bardziej skomplikowane, tzn. współpraca instrumentalistów.
Muszę sobie tego posłuchać wieczorem

