14.09.2005, 14:08
Robson, nie zapominaj, ze na The Division Bell Tour gro repertuaru stanowila Ciemna Strona Ksiezyca, poza tym gdyby Floydzi grali tylko kawalki, ktore powstaly bez udzialu Rogera to slabo bym to widzial... No i jak juz wspomnialem, nawet gdyby Gilmour i spolka zaczeli wykonywac Hiphop na scenie, tlumy tez bylyby zachwycone. Lubie Division Bell, ale jednak to dla mnie nie tej klasy album co Amused To Death (zgadzam sie z Patykiem, ze jest to album bardzo autentyczny). Prawda jest tez taka, ze wielu kojarzy nazwe Pink Floyd a nazwisko Roger Waters nie jest tak znane-sam zylem kiedys w takiej niewiedzy, nie zdajac sobie sprawy, kto byl mozgiem i bezapelacyjnym liderem tego zespolu w czasie najwiekszej swietnosci. Dokaldnie tak samo jest z Mistrzem, nazwa Dire Straits przyciaga jak magnes, a samo Mark Knopfler juz niekoniecznie...
A long time ago came a man on a track...

