25.02.2012, 18:22
W moim odczuciu ten album broni się stosunkowo słabo w porównaniu do innych dokonań MK. Owszem, chciał nagrać taką płytę i nagrał. Ale moim zdaniem zachwyty nad piękną harmonią ich głosów są trochę przesadzone. Oboje mają zupełnie inne maniery wokalne i podczas gdy w wersjach studyjnych jeszcze to wszystko brzmi nieźle, to na żywo ociera się o niebezpieczne tereny. Emmylou śpiewa bardzo precyzyjnie i to się sprawdza w jej repertuarze. Mark śpiewa nonszalancko (żeby nie powiedzieć niedbale) i to też świetnie się sprawdza w jego repertuarze. Ale w duecie nie zawsze to się tak idealnie zgrywa i zamierzony efekt jest dyskusyjny. Jeśli chodzi o kompozycje, to te "markowe" są oczywiście ok, ale z perspektywy czasu wiele z nich straciło nieco swego uroku. Pamiętam, że ten album bardzo mi się podobał jak się ukazał. Niedawno słuchałem go ponownie i stwierdziłem, że jednak niekoniecznie wytrzymuje próbę czasu. Traktuję go raczej jako ciekawostkę i swoistą fanaberię Marka żeby nagrać album z Emmylou Harris.
Ot, kolejny głos w dyskusji
.
Ot, kolejny głos w dyskusji
.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

