23.01.2012, 16:57
Retro-Ania, mozesz mi wierzyc, ze dla mnie to bylo wtedy tak samo surrealistyczne jak teraz dla Ciebie. Mimo, ze mialem na przygotowanie do rozmowy kilka dni, w momencie kiedy Mark wszedl do sali moja przemowa sie posypala, w gardle zaschlo i kolana sie zatrzesly. Na szczescie Knopf to swoj gosc i nie dal mi czasu na treme. Uscisk dloni (pamietam ze nie chcialem puscic
), wreczyl mi wioslo, powiedzial, ze "it's a nice baby" i poszedl sciskac prawice innym uczestnikom spotkania. Ja w tym czasie chlonalem atmosfere i wdalem sie w pogawedke z Glennem Worfem i Chadem Cromwellem. To oni powiedzieli mi ze mam podejsc do Marka jeszcze raz i porozmawiac. Tak sie stalo i wtedy mialem swoje 5 minut (a moze 10?). Zaczalem wypytywac Marka o gitare, o trase koncertowa i wtedy on wzial ode mnie wioslo i zaczal grac a ja, no coz, to juz bylo ponad sily przecietnego fana, stalem z uchem przy tej gitarze zeby niczego nie uronic. Potem podpisal moje plyty (mialem tam ich caly zestaw) i za chwile poczulem, ze ktos szarpie mnie za rekaw mowiac mi "prosze nie ropraszac artysty, prosze nie przeciagac". To byl promotor koncertu i pamietam ze go wtedy zupelnie zignorowalem - tak bylem zaabsorbowany rozmowa. Mark tez nikogo nie slyszal - tak byl zaabsorbowany
. Pamietam, jak powiedzial mi wtedy, ze na tego typu spotkaniach jest zawsze za malo fanow i za duzo tuzow z wytworni plytowych etc. W koncu do porzadku przywolal nas Paul Crockford i powiedzial, ze jesli MK chce zagrac koncert to musi juz isc. Na to Mark stwierdzil, ze "OK Kuba, I gotta go. See you there, make a lot of noise" 
No i poszedl. Zobaczylem go ponownie jak wynurzyl sie z ciemnosci w dzwiekach Calling Elvis. Reszte konecrtu odbieralem na falach kosmicznych. Dwa miejsca dalej, po mojej lewej stronie, siedzial Piotr Kaczkowski. Raz po raz spogladalismy na siebie kiwajac glowa z niedowierzaniem
.
(Przy okazji, czy ktos nagrywal moze wtedy audycje pokoncertowa w Trojce?)
Ale to bylo moje drugie bliskie spotkanie z MK, na ktore mialem szanse psychicznie sie przygotowac (nie mowie, ze sie przygotowalem bo to nieprawda). Pierwszy raz byl w Londynie, na ulicy przed klubem Ronnie Scotts, po wystepie The Notting Hillbillies. Wtedy Mark mnie zaskoczyl, ale to juz inna historia. Na pewno juz o tym tu pisalem, moze znajde jak bede miec chwilke, to podam link.
), wreczyl mi wioslo, powiedzial, ze "it's a nice baby" i poszedl sciskac prawice innym uczestnikom spotkania. Ja w tym czasie chlonalem atmosfere i wdalem sie w pogawedke z Glennem Worfem i Chadem Cromwellem. To oni powiedzieli mi ze mam podejsc do Marka jeszcze raz i porozmawiac. Tak sie stalo i wtedy mialem swoje 5 minut (a moze 10?). Zaczalem wypytywac Marka o gitare, o trase koncertowa i wtedy on wzial ode mnie wioslo i zaczal grac a ja, no coz, to juz bylo ponad sily przecietnego fana, stalem z uchem przy tej gitarze zeby niczego nie uronic. Potem podpisal moje plyty (mialem tam ich caly zestaw) i za chwile poczulem, ze ktos szarpie mnie za rekaw mowiac mi "prosze nie ropraszac artysty, prosze nie przeciagac". To byl promotor koncertu i pamietam ze go wtedy zupelnie zignorowalem - tak bylem zaabsorbowany rozmowa. Mark tez nikogo nie slyszal - tak byl zaabsorbowany
. Pamietam, jak powiedzial mi wtedy, ze na tego typu spotkaniach jest zawsze za malo fanow i za duzo tuzow z wytworni plytowych etc. W koncu do porzadku przywolal nas Paul Crockford i powiedzial, ze jesli MK chce zagrac koncert to musi juz isc. Na to Mark stwierdzil, ze "OK Kuba, I gotta go. See you there, make a lot of noise" 
No i poszedl. Zobaczylem go ponownie jak wynurzyl sie z ciemnosci w dzwiekach Calling Elvis. Reszte konecrtu odbieralem na falach kosmicznych. Dwa miejsca dalej, po mojej lewej stronie, siedzial Piotr Kaczkowski. Raz po raz spogladalismy na siebie kiwajac glowa z niedowierzaniem
.(Przy okazji, czy ktos nagrywal moze wtedy audycje pokoncertowa w Trojce?)
Ale to bylo moje drugie bliskie spotkanie z MK, na ktore mialem szanse psychicznie sie przygotowac (nie mowie, ze sie przygotowalem bo to nieprawda). Pierwszy raz byl w Londynie, na ulicy przed klubem Ronnie Scotts, po wystepie The Notting Hillbillies. Wtedy Mark mnie zaskoczyl, ale to juz inna historia. Na pewno juz o tym tu pisalem, moze znajde jak bede miec chwilke, to podam link.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

