21.01.2012, 00:54
Robson napisał(a):Nie przypominam sobie aby była poruszana kwestia perfekcjonizmu. Myślę że tutaj nie ma dyskusji. Szczery to on chyba zawsze był. Jednak ja bym się skłaniał że z większą krytyką odnosił się do plyt DS niż solowych. Albo po prostu z biegiem lat złagodnial i nabral jeszcze większego dystansu. Oczywiście z czasem stal się jeszcze bardziej ukształtowanym muzykiem, ale ja tak naprawdę nigdy nie rozumiałem jego krytycznego spojrzenia. Przecież DS chyba się zgodzimy tutaj wszyscy razem, że ten zespoł nie miał ani jednej słabej płyty.
Perfekcjonizm to w tym kontekście idealizm. Ten sam, o którym rozmawialiście w tym wątku - "Malkontent czy idealista". Takim właśnie idealistą/perfekcjonistą jest nadal. Widać to po wspaniałych albumach, jakie wciąż nagrywa i widać to na koncertach, gdzie gra stosunkowo niezmienne, sztywne setlisty, a tak wspaniałego (w szczególności na koncert) kawałka jak "Silvertown Blues" nie zagrał ani razu, bo kiedyś nie był wystarczająco zadowolony z brzmienia. Przykłady można by pewnie mnożyć.
Widać więc, że niezbyt zmienił się przez lata poza tym, że rozwija się jako artysta. O szczerości natomiast pisałem niedawno w innym wątku. Mark przyznał, że w przeszłości robił pewne rzeczy "z cynicznych pobudek". Domyślam się, że chodzi mu głównie o albumy "Making Movies" oraz "Brothers in Arms" właśnie. Słabymi nikt ich raczej nie nazwie
, ale patrząc na nie z perspektywy całego wielkiego już dorobku MK, to pewnych śladów cynizmu można się chyba doszukać.

