03.03.2015, 17:04
Po raz pierwszy w życiu usłyszałem DS na wycieczce szkolnej - pamiętam, że to było w górach - w schronisku na Andrzejówce - chyba 1984 rok albo 85. Kolega miał rodzinę "na Zachodzie" i przywiózł płyty DS: Dire Straits i Communique. Przegrał na kasetę i puszczał nam już w drodze w pociągu. Ale potem w schronisku zagonił nas do świetlicy, zgasił światło i ogłosił, że teraz mamy słuchać - no i puścił koncert Alchemy. Już samo intro do "Unce upon a time in the west" przykuło moją uwagę, no a potem to już po prostu odleciałem. I tak lecę do dziś
MK prowadzi mnie przez życie - i wcale nie przesadzam.
MK prowadzi mnie przez życie - i wcale nie przesadzam.

