Nergal i jego wpływ na tzw. "uczucia religijne" oraz wpływ kościoła katolickiego na życie społ.-gosp. w Polsce - to jednak dwie, całkiem różne kwestie.
Tę drugą zostawię w spokoju, bo jest zbyt obszerna.
Chyba, że przyjmiemy pewne założenia...np. takie, że Nergal jako osoba publiczna jest jednym z bardziej wpływowych obywateli w tym kraju, a najbardziej wpływowe osoby duchowne w Polsce działają w branży rozrywkowej.
Tę drugą kwestię nawet dałoby sie udowodnić...
Nergal jest TYLKO trybikiem w machinie showbiznesu. ten trybik postanowił sobie, że zgodnie z zasadami promocji w rozrywce - lepiej być rozpoznawalnym niż niewidocznym.
Skorzystał z doświadczeń i swoich i swojej byłej, Dody.
Obie te postacie w bardzo podobny sposób zajmują miejsce w polskiej rozrywce.
Skandalizujące zachowania mają za zadanie rezerwację miejsca na pierwszych stronach pism i jak najczęstsze bycie pożywką dla dziennikarzy i autorytetów.
Za tym dopiero idzie sprzedaż płyt i książek, coraz wyższe stawki za koncerty (z czego przecież wykonawcy teraz żyją w dużej mierze), honoraria za udział we wszelkiego rodzaju tańcach z rozdeptanymi gwiazdami i w innych tworach wielkiej oglądalności.
Z tego samego schematu korzysta z dużym powodzeniem również Wojewódzki.
Jeśli Nergal przyjął tę drogę jako kręgosłup swojej kariery, to wszelkie dyskusje, szczególnie te prowadzone przez autorytety (czy ludzi uważanych za takowe przez konsumentów kultury masowej), tylko wpisują się w jego zamysł.
I machina się kręci.
Owszem, Nergal mógłby spalić Koran.
Tylko czy w Polsce dałoby mu to tyle promocyjnej zadymy co spalenie Biblii?
Osiągnąłby raczej wątpliwy polski "sukces" w postaci zaocznie wydanego wyroku śmierci przez fanatyków z Bliskiego Wschodu, co zostałoby odnotowane i właściwie tyle.
Osobiście myślę, że gdyby spalił w Polsce Torę - miałby z tego jeszcze większe medialne profity
Palikot także oparł swoje działania przedwyborcze na wyrazistym (bardziej niż SLD) określeniu się jako konsekwentny w zamierzeniu antagonista Kościoła.
A on jest przecież w dużej mierze showmanem i wykorzystuje nagminnie elementy estradowe w swoich "występach".
Te wszystkie przykłady wskazują na jeden wspólny element:
chcesz być zauważalny w Polsce - poprzyj słowami i zachowaniem ważne dla Kościoła tezy albo poprzyj wyraźnie np. Ojca Dyrektora (wtedy i on udzieli w zamian promocyjnego błogosławieństwa).
Albo na odwrót - pokaż, że jesteś przeciwko temu, co jest ważne dla katolików w ich katolickim kraju.
To też działa.
Może nawet lepiej, ponieważ kontrowersja ma większą medialną siłę nośną.
Tę drugą zostawię w spokoju, bo jest zbyt obszerna.
Chyba, że przyjmiemy pewne założenia...np. takie, że Nergal jako osoba publiczna jest jednym z bardziej wpływowych obywateli w tym kraju, a najbardziej wpływowe osoby duchowne w Polsce działają w branży rozrywkowej.
Tę drugą kwestię nawet dałoby sie udowodnić...

Nergal jest TYLKO trybikiem w machinie showbiznesu. ten trybik postanowił sobie, że zgodnie z zasadami promocji w rozrywce - lepiej być rozpoznawalnym niż niewidocznym.
Skorzystał z doświadczeń i swoich i swojej byłej, Dody.
Obie te postacie w bardzo podobny sposób zajmują miejsce w polskiej rozrywce.
Skandalizujące zachowania mają za zadanie rezerwację miejsca na pierwszych stronach pism i jak najczęstsze bycie pożywką dla dziennikarzy i autorytetów.
Za tym dopiero idzie sprzedaż płyt i książek, coraz wyższe stawki za koncerty (z czego przecież wykonawcy teraz żyją w dużej mierze), honoraria za udział we wszelkiego rodzaju tańcach z rozdeptanymi gwiazdami i w innych tworach wielkiej oglądalności.
Z tego samego schematu korzysta z dużym powodzeniem również Wojewódzki.
Jeśli Nergal przyjął tę drogę jako kręgosłup swojej kariery, to wszelkie dyskusje, szczególnie te prowadzone przez autorytety (czy ludzi uważanych za takowe przez konsumentów kultury masowej), tylko wpisują się w jego zamysł.
I machina się kręci.
Owszem, Nergal mógłby spalić Koran.
Tylko czy w Polsce dałoby mu to tyle promocyjnej zadymy co spalenie Biblii?
Osiągnąłby raczej wątpliwy polski "sukces" w postaci zaocznie wydanego wyroku śmierci przez fanatyków z Bliskiego Wschodu, co zostałoby odnotowane i właściwie tyle.
Osobiście myślę, że gdyby spalił w Polsce Torę - miałby z tego jeszcze większe medialne profity

Palikot także oparł swoje działania przedwyborcze na wyrazistym (bardziej niż SLD) określeniu się jako konsekwentny w zamierzeniu antagonista Kościoła.
A on jest przecież w dużej mierze showmanem i wykorzystuje nagminnie elementy estradowe w swoich "występach".
Te wszystkie przykłady wskazują na jeden wspólny element:
chcesz być zauważalny w Polsce - poprzyj słowami i zachowaniem ważne dla Kościoła tezy albo poprzyj wyraźnie np. Ojca Dyrektora (wtedy i on udzieli w zamian promocyjnego błogosławieństwa).
Albo na odwrót - pokaż, że jesteś przeciwko temu, co jest ważne dla katolików w ich katolickim kraju.
To też działa.
Może nawet lepiej, ponieważ kontrowersja ma większą medialną siłę nośną.

