24.11.2011, 21:22
Sobota.
Rano budzi mnie telefon od ciketta. Wie że jestem na wyjeździe, że mam jechać do Berlina, i pilnuje zebym nie zaspała, chociaż sam może sobie jeszcze pospać.
Wstaję. Po 10 minutach dzwoni Jambo: " Jak tam? Nie zaspałaś przypadkiem?"
Nie zaspałam. Zbieram się ekspresem, bo wszyscy już na śniadaniu.
Czuję się bardzo uroczyście. Czuję też że emocje znowu się budzą, a to dopiero początek przecież.. Schodzę na dół na szybkie śniadanie. Znana ekipa w zasadzie już je kończy.
Dowiaduję się że reszta też już dojechała. W holu mijam jakąś duża grupę roześmianych, szczęśliwych osób, z kórymi wita się Jambo... Jeszcze nie mam pojęcia kto jest kto.
Po śniadaniu krótki skok na górę, do pokoju. W korytarzu krótka, rzeczowa instrukcja od Pablo: co zabrać, co zostawić.
Zabieram co trzeba, schodzę na dół.
za chwilę po raz pierwszy spotkam się z Robsonem - cudem odnalezionym na forum mentalnym bratem - bliźniakiem, z którym tak dobrze mi się gawędziło w postach....
Rano budzi mnie telefon od ciketta. Wie że jestem na wyjeździe, że mam jechać do Berlina, i pilnuje zebym nie zaspała, chociaż sam może sobie jeszcze pospać.
Wstaję. Po 10 minutach dzwoni Jambo: " Jak tam? Nie zaspałaś przypadkiem?"
Nie zaspałam. Zbieram się ekspresem, bo wszyscy już na śniadaniu.
Czuję się bardzo uroczyście. Czuję też że emocje znowu się budzą, a to dopiero początek przecież.. Schodzę na dół na szybkie śniadanie. Znana ekipa w zasadzie już je kończy.
Dowiaduję się że reszta też już dojechała. W holu mijam jakąś duża grupę roześmianych, szczęśliwych osób, z kórymi wita się Jambo... Jeszcze nie mam pojęcia kto jest kto.
Po śniadaniu krótki skok na górę, do pokoju. W korytarzu krótka, rzeczowa instrukcja od Pablo: co zabrać, co zostawić.
Zabieram co trzeba, schodzę na dół.
za chwilę po raz pierwszy spotkam się z Robsonem - cudem odnalezionym na forum mentalnym bratem - bliźniakiem, z którym tak dobrze mi się gawędziło w postach....

