24.11.2011, 18:53
Podróż do Słubic była koszmarem. Godzina na stojaka w pociągu, w ścisku i tłoku - studenci walili do domów na długi weekend.. Normalnie przeklinałabym w duchu na czym świat stoi, ale tym razem było inaczej. Wiedziałam gdzie jadę i po co, i jaka będzie nagroda za chwilowe niedogodności... Więc stałam cierpliwie, dawałam się kopać, deptać i potrącać z anielska cierpliwością, i patrzyłam na ludzi i myślałam sobie: he he, a wy nie wiecie gdzie ja jadę..!
Dopiero pod koniec podróży jakiś miły pan ustąpił mi miejsca, mogłam usiąść, nałozyć słuchawki i posluchać co tam Mark ma do powiedzenia....
Jakoś wkrótce po przyjeździe do Slubic dzwoni Kaśka.. (zaliczyłam jeszcze Woody Allena w słubickim kinie). Powiedziała mi że ona Jambo i Pablo są już na rogatkach, i umówiłyśmy sie że spotkamy się już w hotelu..
Było coś po 21.00......
cdn.
Dopiero pod koniec podróży jakiś miły pan ustąpił mi miejsca, mogłam usiąść, nałozyć słuchawki i posluchać co tam Mark ma do powiedzenia....
Jakoś wkrótce po przyjeździe do Slubic dzwoni Kaśka.. (zaliczyłam jeszcze Woody Allena w słubickim kinie). Powiedziała mi że ona Jambo i Pablo są już na rogatkach, i umówiłyśmy sie że spotkamy się już w hotelu..
Było coś po 21.00......
cdn.

