17.11.2011, 17:46
Nie tak szybko jak obiecywałem, ale mam przekładzik
Najpierw jednak parę wyjaśnień.
Kiedy piszę przekład (hehe, to już chyba będzie trzeci
), staram się najpierw przeczytać cały tekst i zobaczyć to, o czym opowiada. Zamykam oczy i widzę na przykład statek płynący w swą ostatnią podróż. Potem opowiadam to własnymi słowami, oczywiście trzymając się w miarę oryginału.
Mikołaj, dzięki za informację o Bangladeszu!
Za mocno się trzymać oryginału nie mogłem z paru powodów.
Po pierwsze, Wyspiarze mają długą tradycję żeglarską i w polskim języku nie znajdziemy zwrotów, które by zgrabnie zastąpiły np. "skeleton crew".
Po drugie, Mark jest mistrzem słowa i stosuje rozmaite sztuczki lingwistyczne, które w tłumaczeniu muszą stracić sporo ze swej błyskotliwości.
Po trzecie, niektóre słowa są w piosence dobrane po to, by dały rym. Np. tutaj mamy "what's left of the stew". Tak naprawdę dla opowieści nie jest istotne, żeby był to akurat gulasz - ale "stew" rymuje się z "crew". Dlatego u mnie jest to po prostu "obiad".
Z podobnych względów niektóre fragmenty zmieniłem, nawet raz zamieniłem kolejność wersów - chciałem utrzymać ducha oryginału, a zarazem sprawić, by czytanie przekładu nie bolało
Oraz, co było najtrudniejsze, uczynić przekład "śpiewalnym". Jeśli odpowiednio zaatakować sylaby, można to zaśpiewać i nawet chyba uniknąłem częstochowskich rymów
Starałem się zachować wskazane przez chrisa biblijne nawiązania. I jeszcze jedna większa zmiana: w tradycji angielskiej statek to zazwyczaj "ona". W polskim języku mamy co prawda łajbę i krypę, ale to określenie w najlepszym razie pieszczotliwe. Tu chodzi raczej o dumny okręt, więc przyjąłem formę męską. On.
Nalegam na propozycje poprawek i wytykanie słabostek! A oto i przekład:
Ostatnia wieczerza, ostatni to rejs
Ledwie kilku marynarzy wiedzie okręt na śmierć
Pustki w kambuzie, stygnie resztka obiadu
Nikt już nie będzie go jeść
Kapitan ostatni schodzi z pokładu
Zastąpi go kat, już chwyta za ster
Wśród wichru i fal statek dumnie prze naprzód
A kat kurs obiera na brzeg
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak
Jak dumnie ciął fale wśród mórz tego świata
Tak teraz bez lęku na ląd mężnie brnie
Załoga w zadumie słucha jak trzeszczy kil
I ręce umywa, bo wie...
Kapitan ponuro żegna się z katem
I schodzi na ziemię olejem zbroczoną
Przez cmentarzysko samochód go wiezie
Z powrotem do domu
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak
Wypruli mu kable, odarli ze stali
Tu nikt nie marnuje ni czasu, ni łez
Jak skrwawiony wieloryb umiera powoli
W stuku siekier czeka na kres
Maszty zwalone i sztagi zerwane
A kiedy zostanie żałosny już wrak
Stalowe postronki odciągną go na bok
Na piasku wnet wyschnie jego ślad
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak
Najpierw jednak parę wyjaśnień.Kiedy piszę przekład (hehe, to już chyba będzie trzeci
), staram się najpierw przeczytać cały tekst i zobaczyć to, o czym opowiada. Zamykam oczy i widzę na przykład statek płynący w swą ostatnią podróż. Potem opowiadam to własnymi słowami, oczywiście trzymając się w miarę oryginału.Mikołaj, dzięki za informację o Bangladeszu!

Za mocno się trzymać oryginału nie mogłem z paru powodów.
Po pierwsze, Wyspiarze mają długą tradycję żeglarską i w polskim języku nie znajdziemy zwrotów, które by zgrabnie zastąpiły np. "skeleton crew".
Po drugie, Mark jest mistrzem słowa i stosuje rozmaite sztuczki lingwistyczne, które w tłumaczeniu muszą stracić sporo ze swej błyskotliwości.
Po trzecie, niektóre słowa są w piosence dobrane po to, by dały rym. Np. tutaj mamy "what's left of the stew". Tak naprawdę dla opowieści nie jest istotne, żeby był to akurat gulasz - ale "stew" rymuje się z "crew". Dlatego u mnie jest to po prostu "obiad".
Z podobnych względów niektóre fragmenty zmieniłem, nawet raz zamieniłem kolejność wersów - chciałem utrzymać ducha oryginału, a zarazem sprawić, by czytanie przekładu nie bolało
Oraz, co było najtrudniejsze, uczynić przekład "śpiewalnym". Jeśli odpowiednio zaatakować sylaby, można to zaśpiewać i nawet chyba uniknąłem częstochowskich rymów
Starałem się zachować wskazane przez chrisa biblijne nawiązania. I jeszcze jedna większa zmiana: w tradycji angielskiej statek to zazwyczaj "ona". W polskim języku mamy co prawda łajbę i krypę, ale to określenie w najlepszym razie pieszczotliwe. Tu chodzi raczej o dumny okręt, więc przyjąłem formę męską. On.
Nalegam na propozycje poprawek i wytykanie słabostek! A oto i przekład:
Ostatnia wieczerza, ostatni to rejs
Ledwie kilku marynarzy wiedzie okręt na śmierć
Pustki w kambuzie, stygnie resztka obiadu
Nikt już nie będzie go jeść
Kapitan ostatni schodzi z pokładu
Zastąpi go kat, już chwyta za ster
Wśród wichru i fal statek dumnie prze naprzód
A kat kurs obiera na brzeg
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak
Jak dumnie ciął fale wśród mórz tego świata
Tak teraz bez lęku na ląd mężnie brnie
Załoga w zadumie słucha jak trzeszczy kil
I ręce umywa, bo wie...
Kapitan ponuro żegna się z katem
I schodzi na ziemię olejem zbroczoną
Przez cmentarzysko samochód go wiezie
Z powrotem do domu
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak
Wypruli mu kable, odarli ze stali
Tu nikt nie marnuje ni czasu, ni łez
Jak skrwawiony wieloryb umiera powoli
W stuku siekier czeka na kres
Maszty zwalone i sztagi zerwane
A kiedy zostanie żałosny już wrak
Stalowe postronki odciągną go na bok
Na piasku wnet wyschnie jego ślad
Od Clyde daleko tak
Prowadził nas szlak
Długo tak

