14.11.2011, 16:57
"Just went to his show last night (10th Oct) in Dublin, no one can touch Bob!!!
Mark Knopfler was a letdown and put everyone to sleep, and Bob came out and tore the roof off the place!"
to jedna z opinii wygłoszonych na youtube
chociaż mija się z prawdą
i sądzę że można to obiektywnie stwierdzić
nie rzuce się jednak na autora żeby przegryźć mu aortę i domagac się należnego szacunku
bo nawet gdyby MK mial 10 Oskarów i 10 medali - w sumie miał prawo tak napisać
bo dlaczego nie..? skoro tak to widział... cóż poradzić..?
to luźna uwaga
jestem osobiście zmęczona dyskusją
i chociaż moje wypowiedzi zostały przytoczone, a z drugiej strony dostałam opinię chrisa ( w której stwierdził że jest to również tylko jego osobiste odczucie), powiem tylko że w moich odczuciach nic się nie zmieniło
nie zamierzam też rzucać się do studiowania i analizowania tekstów BD dlatego że ich poetyckość i walory literackie są legendarne i nagradzane
jestem na tym forum z innego powodu
amen.
a to jest opinia użytkownika chris, pozwalam sobie przekleić z innego wątku:
Z całym szacunkiem dla MK, on jest dla mnie fenomenalnym gitarzystą i świetnym autorem piosenek - nierzadko genialnych ze względu na wieloznaczność opartą często na idiomatyczności, bawieniu się językiem, do czego zresztą angielski fantastycznie się nadaje. MK lubi też odniesienia kulturowe, historyczne itd. Ale - w przeciwieństwie do Dylana - poetą bym go nie nazwał. Dylan (podobnie jak np. Cohen) jest nim z pewnością. Na pewno wiele ich łączy - zaangażowanie, umiejętność tworzenia wspaniałych historii (stories), wzbudzania niezwykłych emocji i tworzenia atmosfery poprzez oddziaływanie na wyobraźnię. Jednak Dylan to najpierw poeta, a potem dopiero muzyk, u Marka jest chyba jednak odwrotnie. Oni są dla mnie bardzo komplementarni, dlatego nie dziwi mnie, że musieli się spotkać. Mimo wszystko u Dylana muzyka nie jest aż tak ważna, a jego rola jako "mędrca", "prześmiewcy", "krytyka" cywilizacji jest znacznie bardziej uwypuklona niż u MK, który chyba nie ma takich aspiracji. Dylan jest dla mnie o wiele bardziej "światowy", uniwersalny. Ale to tylko moje skromne zdanie.
Mark Knopfler was a letdown and put everyone to sleep, and Bob came out and tore the roof off the place!"
to jedna z opinii wygłoszonych na youtube
chociaż mija się z prawdą
i sądzę że można to obiektywnie stwierdzić
nie rzuce się jednak na autora żeby przegryźć mu aortę i domagac się należnego szacunku
bo nawet gdyby MK mial 10 Oskarów i 10 medali - w sumie miał prawo tak napisać
bo dlaczego nie..? skoro tak to widział... cóż poradzić..?
to luźna uwaga
jestem osobiście zmęczona dyskusją
i chociaż moje wypowiedzi zostały przytoczone, a z drugiej strony dostałam opinię chrisa ( w której stwierdził że jest to również tylko jego osobiste odczucie), powiem tylko że w moich odczuciach nic się nie zmieniło
nie zamierzam też rzucać się do studiowania i analizowania tekstów BD dlatego że ich poetyckość i walory literackie są legendarne i nagradzane
jestem na tym forum z innego powodu
amen.
a to jest opinia użytkownika chris, pozwalam sobie przekleić z innego wątku:
Z całym szacunkiem dla MK, on jest dla mnie fenomenalnym gitarzystą i świetnym autorem piosenek - nierzadko genialnych ze względu na wieloznaczność opartą często na idiomatyczności, bawieniu się językiem, do czego zresztą angielski fantastycznie się nadaje. MK lubi też odniesienia kulturowe, historyczne itd. Ale - w przeciwieństwie do Dylana - poetą bym go nie nazwał. Dylan (podobnie jak np. Cohen) jest nim z pewnością. Na pewno wiele ich łączy - zaangażowanie, umiejętność tworzenia wspaniałych historii (stories), wzbudzania niezwykłych emocji i tworzenia atmosfery poprzez oddziaływanie na wyobraźnię. Jednak Dylan to najpierw poeta, a potem dopiero muzyk, u Marka jest chyba jednak odwrotnie. Oni są dla mnie bardzo komplementarni, dlatego nie dziwi mnie, że musieli się spotkać. Mimo wszystko u Dylana muzyka nie jest aż tak ważna, a jego rola jako "mędrca", "prześmiewcy", "krytyka" cywilizacji jest znacznie bardziej uwypuklona niż u MK, który chyba nie ma takich aspiracji. Dylan jest dla mnie o wiele bardziej "światowy", uniwersalny. Ale to tylko moje skromne zdanie.

