09.11.2011, 13:13

Bo to było tak. W piątek skończyłem audycje jak zwykle o 1.00 kiedy się doczołgałem do domu była 2.00 i wlaściwie nocka uleciala. Nie zmrużyłem oka (adrenalina zrobiła swoje) a przed 5.00 czekał na mnie już Wacek i wystartowaliśmy z Opola do Wrocka. Tam przesiadka do samochodu Tomka i kierunek Słubice. Smaczne śniadanie obowiązkowa kawa nie pierwsza i ostatnia i pociąg do Berlina. Tuż przed koncertem czułem że musze wypić mocną kawę bo Dylana nie uśwadczę. Więc mając w zasięgu wzroku O2 World skoczyłem na malą czarną a reszta ekipy skierowała się w kierunku Areny. Zostałem sam. Kiedy wróciłem poczułem się jeszcze bardziej sam bo zostałem bez biletu. Totalnie o mnie zapomniano i odtrącono
Sekundy zostały aby moim biletem cieszył się ktoś inny. Tomek dzięki że wtedy sie zaangażowałeś i pobiegłeś razem ze mną do Karoliny. Tak to były sekundy
Właściwie gdybym tej kawy nie pił to ta sytuacja totalnie by mnie rozbudziła i rozgrzała. I tak oto cieszyłem się z biletu dwa razy i nikt mnie nie przebil w mej euforii
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

