30.08.2005, 12:47
To nie był (i z założenia nie miał być
koncert, jak każdy inny (komercyjny, promujący nowy album (..)). To był jak b.trafnie zauważył Robson muzyczny spektakl, połączony ze szczególną lekcją historii. Kilka wybranych (zgodnie z odczuciami i wolą twórcy) muzycznych fragmentów, dedykowanych konkretnym Ludziom. Przypominających o konkretnych wydarzeniach. I co chyba najistotniejsze przygotowany przez nie-Polaka.
To nadaje/podkreśla ponadnarodowy wymiar Tamtych Wydarzeń.
Dlatego myślę, że próbując go oceniać, nie powinniśmy przykładać tej samej (typowej dla koncertów muz. rockowej, elektronicznej etc.) miarki.
Ale chyba rozumiem Mencin, Macsa - Wasze odczucia. Do Jarrea mam podobny sentyment. Właśnie uzmysłowiłam sobie, że mój pierwszy kontakt z jego muzyką musiał mieć miejsce właśnie w okolicach 80 roku... Pamiętam jak któregoś zimowego wieczora moją starszą (chorą wtedy) siostrę odwiedził przyjaciel... Aby ją czymś zająć (podnieść na duchu?) przytargał do nas swojego szpulowego Grundiga, z którego popłynęły odkrywczo świeże dla mnie wtedy dźwięki Nights in White Satin The Moody Blues... Bee Gees (Gorączka sobotniej nocy królowała
)... Tubular Bells Oldfielda...(...) "Oxygene Jarrea...
Muzyczne sesje powtarzały się później wielokrotnie i chociaż moja siostra i jej przyjaciel jakoś woleli upajać się tymi dźwiękami w odosobnieniu
, to i do mnie nieznośnie ciekawskiej kilkulatki nawet przez zamknięte drzwi jakieś docierały
. Początki mojej muzycznej edukacji. Chyba nie zdążyłam za nią podziękować...
Niewiele rozumiałam z tamtych wydarzeń w sensie politycznym, ale jakoś podświadomie czułam ich niecodzienność... Mam też jeszcze przed oczami różne obrazki, np. taki jak przyjaciel siostry musiał pospiesznie się żegnać i wychodzić, aby zdążyć przed godziną policyjną...
Ta muzyka rozjaśniała i nadawała niezwykłych barw tamtym szarym i smutnym czasom. Szczególnie Jarre przenosił nas w inny kosmiczny wręcz wymiar. Zawsze to potrafił.
Z tych wszystkich (sentymentalnych gł.) powodów wybór właśnie Tego Artysty na obchody 25-lecia Wydarzeń Sierpniowych był dla mnie (i wierzę, że nie tylko dla mnie) wyjątkowo trafny. I nie zawiodłam się. Chyba wiem, czego nam zabrakło do pełnego odbioru tamtego muzycznego wydarzenia; piątkowego wieczora 26 sierpnia AD. 2005 powinniśmy się znaleźć na dziedzińcu gdańskiej Stoczni, wśród tłumu, pod rozgwieżdżonym niebem... I poczuć... siłę... jedność... i wiatr od morza na twarzy... I zapamiętać na zawsze to uczucie.
Pozdrawiam serdecznie.
koncert, jak każdy inny (komercyjny, promujący nowy album (..)). To był jak b.trafnie zauważył Robson muzyczny spektakl, połączony ze szczególną lekcją historii. Kilka wybranych (zgodnie z odczuciami i wolą twórcy) muzycznych fragmentów, dedykowanych konkretnym Ludziom. Przypominających o konkretnych wydarzeniach. I co chyba najistotniejsze przygotowany przez nie-Polaka. To nadaje/podkreśla ponadnarodowy wymiar Tamtych Wydarzeń.
Dlatego myślę, że próbując go oceniać, nie powinniśmy przykładać tej samej (typowej dla koncertów muz. rockowej, elektronicznej etc.) miarki.
Ale chyba rozumiem Mencin, Macsa - Wasze odczucia. Do Jarrea mam podobny sentyment. Właśnie uzmysłowiłam sobie, że mój pierwszy kontakt z jego muzyką musiał mieć miejsce właśnie w okolicach 80 roku... Pamiętam jak któregoś zimowego wieczora moją starszą (chorą wtedy) siostrę odwiedził przyjaciel... Aby ją czymś zająć (podnieść na duchu?) przytargał do nas swojego szpulowego Grundiga, z którego popłynęły odkrywczo świeże dla mnie wtedy dźwięki Nights in White Satin The Moody Blues... Bee Gees (Gorączka sobotniej nocy królowała
)... Tubular Bells Oldfielda...(...) "Oxygene Jarrea...Muzyczne sesje powtarzały się później wielokrotnie i chociaż moja siostra i jej przyjaciel jakoś woleli upajać się tymi dźwiękami w odosobnieniu
, to i do mnie nieznośnie ciekawskiej kilkulatki nawet przez zamknięte drzwi jakieś docierały
. Początki mojej muzycznej edukacji. Chyba nie zdążyłam za nią podziękować... Niewiele rozumiałam z tamtych wydarzeń w sensie politycznym, ale jakoś podświadomie czułam ich niecodzienność... Mam też jeszcze przed oczami różne obrazki, np. taki jak przyjaciel siostry musiał pospiesznie się żegnać i wychodzić, aby zdążyć przed godziną policyjną...
Ta muzyka rozjaśniała i nadawała niezwykłych barw tamtym szarym i smutnym czasom. Szczególnie Jarre przenosił nas w inny kosmiczny wręcz wymiar. Zawsze to potrafił.
Z tych wszystkich (sentymentalnych gł.) powodów wybór właśnie Tego Artysty na obchody 25-lecia Wydarzeń Sierpniowych był dla mnie (i wierzę, że nie tylko dla mnie) wyjątkowo trafny. I nie zawiodłam się. Chyba wiem, czego nam zabrakło do pełnego odbioru tamtego muzycznego wydarzenia; piątkowego wieczora 26 sierpnia AD. 2005 powinniśmy się znaleźć na dziedzińcu gdańskiej Stoczni, wśród tłumu, pod rozgwieżdżonym niebem... I poczuć... siłę... jedność... i wiatr od morza na twarzy... I zapamiętać na zawsze to uczucie.
Pozdrawiam serdecznie.
<span style=\'color:gray\'>And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?</span>
What have you got to take away?</span>

