06.11.2011, 20:19
są dwie sprawy
pierwsza: przed koncertem w Berlinie mogliśmy tylko polegać na relacjach innych osób. często słyszało się że koncert jest taki sobie a ludzie wychodzą. I na tych zasłyszanych opiniach ja osobiście się opierałam również. Napisałam wtedy że żal mi Dylana. Nic się nie zmieniło. Poza tym że byłam na koncercie i widziałam: ludzie faktycznie wychodzą. Nie od razu, ale w połowie koncertu mniej więcej- tak, wychodzą. Nie sądzę aby się ktokolwiek miał z tego wyśmiewać, to jest raczej smutna kwestia, i odwieczne pytanie i dylemat: kiedy ze sceny zejść niepokonanym... Nie wiem jak będzie z Markiem Knopflerem, poczekajmy, czas pokaże... ale fakty na dzień dzisiejszy są jakie są.
i sprawa druga: używanie słownictwa typu "buc" uważam jednakowoż za nadużycie. To określenie wydaje mi się całkiem nie na miejscu. Można krytykować, można się czepiać , można wykazac jakąś dezaprobatę, wyrazić swoją negatywną opinię, co tam, nawet pożartować można...
ale w świetle tego że, jak pamiętam, jeszcze niedawno ktoś tu się zastanawiał czy się śmiać czy przewinąć mojego posta w milczeniu...
_ to w zasadzie ... no comments.
pierwsza: przed koncertem w Berlinie mogliśmy tylko polegać na relacjach innych osób. często słyszało się że koncert jest taki sobie a ludzie wychodzą. I na tych zasłyszanych opiniach ja osobiście się opierałam również. Napisałam wtedy że żal mi Dylana. Nic się nie zmieniło. Poza tym że byłam na koncercie i widziałam: ludzie faktycznie wychodzą. Nie od razu, ale w połowie koncertu mniej więcej- tak, wychodzą. Nie sądzę aby się ktokolwiek miał z tego wyśmiewać, to jest raczej smutna kwestia, i odwieczne pytanie i dylemat: kiedy ze sceny zejść niepokonanym... Nie wiem jak będzie z Markiem Knopflerem, poczekajmy, czas pokaże... ale fakty na dzień dzisiejszy są jakie są.
i sprawa druga: używanie słownictwa typu "buc" uważam jednakowoż za nadużycie. To określenie wydaje mi się całkiem nie na miejscu. Można krytykować, można się czepiać , można wykazac jakąś dezaprobatę, wyrazić swoją negatywną opinię, co tam, nawet pożartować można...
ale w świetle tego że, jak pamiętam, jeszcze niedawno ktoś tu się zastanawiał czy się śmiać czy przewinąć mojego posta w milczeniu...
_ to w zasadzie ... no comments.

