03.11.2011, 16:32
Poniżej mój post z zastępczego forum, na gorąco po koncercie.
Pierwszy wróciłem z koncertu do domu...
Chciałbym Wam wszystkim podziękować za przemiły dzień, mam nadzieję, że będziecie miło wspominać Berlin po tej, bądź co bądź, krótkiej przechadzce. Żaden jednak ze mnie przewodnik
Przepraszam też, że nie mogłem się z Wami pożegnać po koncercie. Moja dziewczyna na noc przed występem dość poważnie się rozchorowała, ale mimo to zebrała siły żeby ze mną na niego pójść. Od razu po "Like a rolling stone" zabrałem ją wraz z gorączką do domu i się teraz kuruje. Zdążyłem jedynie chwilkę pogadać z Andrzejem na korytarzu.
Marek wymiatał i był w doskonałej formie. Perfekcja w każdym calu. On może grać aż do śmierci i zawsze będzie to poruszające. Jasiu na hulajnodze jak zwykle pokazał klasę
Z obu nowych piosenek to właśnie Haul Away najbardziej mi się spodobał. Poruszający utwór. Privateering też był świetny, z "kopnięciem". Tak jak na poprzednich czterech koncertach, na których byłem, delektować można się było muzyką każdego z poszczególnych artystów wokół Marka. Mój szef, który ze swoją dziewczyną również był na koncercie, był oczarowany. Tak zadowolonego jeszcze go chyba nie widziałem 
Dylan zaś wywołał we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony nie powinien już śpiewać i słuchanie go na dłuższą metę sprawiało wręcz ból. Było dodatkowo za głośno, ale on sobie i tak z tego nic nie robił
Z drugiej strony, znając historię życia i twórczości Boba, cieszę się, że go zobaczyłem i usłyszałem na żywo. Cofnąłem się w czasie. Bez wątpienia ciekawa osobowość, ale śpiewak już nie :]
Pierwszy wróciłem z koncertu do domu...
Chciałbym Wam wszystkim podziękować za przemiły dzień, mam nadzieję, że będziecie miło wspominać Berlin po tej, bądź co bądź, krótkiej przechadzce. Żaden jednak ze mnie przewodnik
Przepraszam też, że nie mogłem się z Wami pożegnać po koncercie. Moja dziewczyna na noc przed występem dość poważnie się rozchorowała, ale mimo to zebrała siły żeby ze mną na niego pójść. Od razu po "Like a rolling stone" zabrałem ją wraz z gorączką do domu i się teraz kuruje. Zdążyłem jedynie chwilkę pogadać z Andrzejem na korytarzu.Marek wymiatał i był w doskonałej formie. Perfekcja w każdym calu. On może grać aż do śmierci i zawsze będzie to poruszające. Jasiu na hulajnodze jak zwykle pokazał klasę
Z obu nowych piosenek to właśnie Haul Away najbardziej mi się spodobał. Poruszający utwór. Privateering też był świetny, z "kopnięciem". Tak jak na poprzednich czterech koncertach, na których byłem, delektować można się było muzyką każdego z poszczególnych artystów wokół Marka. Mój szef, który ze swoją dziewczyną również był na koncercie, był oczarowany. Tak zadowolonego jeszcze go chyba nie widziałem 
Dylan zaś wywołał we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony nie powinien już śpiewać i słuchanie go na dłuższą metę sprawiało wręcz ból. Było dodatkowo za głośno, ale on sobie i tak z tego nic nie robił
Z drugiej strony, znając historię życia i twórczości Boba, cieszę się, że go zobaczyłem i usłyszałem na żywo. Cofnąłem się w czasie. Bez wątpienia ciekawa osobowość, ale śpiewak już nie :]

