03.11.2011, 15:18
no to ja jeszcze raz:
po pierwsze gorące podziękowania za udaną inicjację - moją
po drugie: koncert mnie rozłozył na łopatki, więc przypuszczam że jak ktoś wysmaży jakąś szczegółową relację- zaliczę kolejny kryzys z racji silnych wspomnień...
po trzecie- zamiast uczucia spęłnienia i nasycenia odczuwam dziwną rzecz, a mianowcie głód Marka live spotęgował się w sposób niepokojący
po czwarte- ogień jaki został podany ze sceny zdmuchnął mnie - w zasadzie od momentu Hill farmers blues przestałam kontrolować sytuację, i potem było ze mną już coraz gorzej - i coraz lepiej zarazem...
powiem to co pomyslałam zaraz po tym jak Mark zszedł ze sceny: cholera... on jest wciąż znakomity... mniam!
Jeśłi chodzi o Dylana dwa przemyślenia :
1) kawałki nawet, nawet tylko źle podane, a raczej źle przyprawione.. ( "Who put old Dylan in the mulligan stew, lalallalaa....." )
2) wyższość Dylana nad Knopflerem wciąż dla mnie wysoce dyskusyjna.
po pierwsze gorące podziękowania za udaną inicjację - moją
po drugie: koncert mnie rozłozył na łopatki, więc przypuszczam że jak ktoś wysmaży jakąś szczegółową relację- zaliczę kolejny kryzys z racji silnych wspomnień...
po trzecie- zamiast uczucia spęłnienia i nasycenia odczuwam dziwną rzecz, a mianowcie głód Marka live spotęgował się w sposób niepokojący
po czwarte- ogień jaki został podany ze sceny zdmuchnął mnie - w zasadzie od momentu Hill farmers blues przestałam kontrolować sytuację, i potem było ze mną już coraz gorzej - i coraz lepiej zarazem...

powiem to co pomyslałam zaraz po tym jak Mark zszedł ze sceny: cholera... on jest wciąż znakomity... mniam!
Jeśłi chodzi o Dylana dwa przemyślenia :
1) kawałki nawet, nawet tylko źle podane, a raczej źle przyprawione.. ( "Who put old Dylan in the mulligan stew, lalallalaa....." )
2) wyższość Dylana nad Knopflerem wciąż dla mnie wysoce dyskusyjna.

