04.10.2011, 16:46
Ja np. zamiłowanie do muzyki progresywnej wyniosłem z tego, iż uczyłem się gry na gitarze w szkole muzycznej i mam jakby "zaszczepioną" skłonność do rozbudowanych formalnie utworów, gdzie jest miejsce na wszystko - na subtelność, na wirtuozerię. Jednak muzyka klasyczna ma to do siebie, że trzyma wykonawcę w sztywnych ramach. W rocku progresywnym jest miejsce na improwizacje, nieco luźniejsze podejście do grania, jest tam też to co jest istotą rocka, czyli bunt, jednak ten bunt jest bardziej wyrafinowany, podejmujący tematy filozoficzne, rzeczywiste. Słuchając płyt progresywnych ma się wrażenie, że są one jak książki, jak podróż. Rock progresywny łączy kulturę niższą z tą wyższą, podobnie jak jazz. I jeszcze jedno - w rocku progresywnym wszystkie chwyty są dozwolone, co nie znaczy, że nie ma tam pewnych reguł wypracowanych przez mistrzów gatunku, a co ważne prog-mani unikają banałów, jedyne, co można im zarzucić to przede wszystkim kopiowanie innych.
Jednak ten gatunek jest mimo wszystko niszowy. Jest dla pasjonatów. Ten rok można nazwać renesansowym, ale jakie będą następne? Trudno powiedzieć. Ile osób w Polsce może się nim interesować? Stawiam - do 20 tysięcy, nie wiem, może więcej...
Jednak ten gatunek jest mimo wszystko niszowy. Jest dla pasjonatów. Ten rok można nazwać renesansowym, ale jakie będą następne? Trudno powiedzieć. Ile osób w Polsce może się nim interesować? Stawiam - do 20 tysięcy, nie wiem, może więcej...
Nie gram z nut, gram z serca

