02.10.2011, 00:16
Jedynym sposobem na rozpoznanie pirata jest odsłuch płyty, bo poligrafia potrafi być podrobiona doskonale. Są też japońskie strony internetowe, gdzie są dokładne skany oryginalnych dysków, nalepek i tego wszystkiego co tam znajdziemy w tych płytach. Dokładnie porównując zdjęcia ze swoim egzemplarzem można odnaleźć odstępstwa - piraci zawsze gdzieś się pomylą.
Druga sprawa to jest wspomniane przez Ciebie mp3, które w wielu przypadkach wystarcza. Wszystko tutaj jednak zależy od sprzętu. Przy w miarę dobrym sprzęcie, odpowiednio ustawionym w pokoju o znośnej akustyce, tylko głuchy nie wychwyci różnicy między mp3 (nawet w jakości 320), a normalną płytą.
Może na koniec dodam, że połączenie dobrze nagranej płyty wydanej w wersji audiofilskiej z odpowiedniej klasy sprzętem powoduje, że ta muzyka brzmi jak na żywo. Właśnie jestem po odsłuchaniu płyty Derek and Dominous - Lalya w wersji MFSL czyli wykonaną z czystego złota i zremasterowaną w specjalny sposób. I parę minut temu przy przygaszonym świetle (to też ważne, aby inne bodźce nie rozpraszały) miałem w swoim pokoju Claptona i spółkę. Muzyka brzmiała tak naturalnie, że czuło się że zespół jest dwa metry przede mną. Głośniki całkowicie "znikają" - muzyka dochodzi jakby ze "ściany". Wystarczy tylko zamknąć oczy i można dokładnie wskazać palcem, na basistę, który stoi po prawej stronie, zaś gitarzysta na środku, ale na dodatek dwa kroki do przodu przed basistą, a perkusista jest na końcu - wydaje się, że jego zestaw jest tak daleko jakby grał w pokoju za ścianą. Sam dźwięk brzmi tak jak na żywo, nie wyczuwa się, że dźwięk akustycznej gitary dochodzi z głośników, on brzmi jakby dwa metry ode mnie ktoś uderzał palcami w prawdziwe struny. Potęga, polecam!
I na koniec jeszcze jedna ciekawostka, ja z takich audiofilskich płyt gram w radio, gdzie dźwięk jest kompresowany i w takiej postaci idzie w eter i okazuje się że zagranie z płyty audiofilskiej nawet po kompresji daje lepszy efekt, niż zagranie z płyty normalnej. Trochę to dziwne, ale prawdziwe.
Druga sprawa to jest wspomniane przez Ciebie mp3, które w wielu przypadkach wystarcza. Wszystko tutaj jednak zależy od sprzętu. Przy w miarę dobrym sprzęcie, odpowiednio ustawionym w pokoju o znośnej akustyce, tylko głuchy nie wychwyci różnicy między mp3 (nawet w jakości 320), a normalną płytą.
Może na koniec dodam, że połączenie dobrze nagranej płyty wydanej w wersji audiofilskiej z odpowiedniej klasy sprzętem powoduje, że ta muzyka brzmi jak na żywo. Właśnie jestem po odsłuchaniu płyty Derek and Dominous - Lalya w wersji MFSL czyli wykonaną z czystego złota i zremasterowaną w specjalny sposób. I parę minut temu przy przygaszonym świetle (to też ważne, aby inne bodźce nie rozpraszały) miałem w swoim pokoju Claptona i spółkę. Muzyka brzmiała tak naturalnie, że czuło się że zespół jest dwa metry przede mną. Głośniki całkowicie "znikają" - muzyka dochodzi jakby ze "ściany". Wystarczy tylko zamknąć oczy i można dokładnie wskazać palcem, na basistę, który stoi po prawej stronie, zaś gitarzysta na środku, ale na dodatek dwa kroki do przodu przed basistą, a perkusista jest na końcu - wydaje się, że jego zestaw jest tak daleko jakby grał w pokoju za ścianą. Sam dźwięk brzmi tak jak na żywo, nie wyczuwa się, że dźwięk akustycznej gitary dochodzi z głośników, on brzmi jakby dwa metry ode mnie ktoś uderzał palcami w prawdziwe struny. Potęga, polecam!
I na koniec jeszcze jedna ciekawostka, ja z takich audiofilskich płyt gram w radio, gdzie dźwięk jest kompresowany i w takiej postaci idzie w eter i okazuje się że zagranie z płyty audiofilskiej nawet po kompresji daje lepszy efekt, niż zagranie z płyty normalnej. Trochę to dziwne, ale prawdziwe.

