aaadam, to bardzo ciekawe, co piszesz odnośnie płyt Focus. Te płyty są z 2001 roku, wydane przez firmę Victor, z japońskimi wkładkami i oznaczeniami. Same płyty są w foliach i wyglądem imitują winyle. Oryginalnie były zapakowane w folię z samoprzylepnym klejem. Jak rozpoznać, że są to piraty? - mam na myśli wygląd wydania.
Bardzo chciałem też zbierać kiedyś wszystko, ale uznałem, że audiofilstwo to ciężki, drogi i absorbujący nałóg (może nawet izolujący). Także tutaj Robson - zgadzam się z Tobą. Stwierdziłem, że wystarczy mi płyta z podstawowym materiałem (ewentualnie druga bonusowa płyta przy remasterze, jak jest). Poza tym - płyty CD nie są wieczne - 30 lat żywotności i zaczyna się psuć (chyba, że teraz działa dłużej, ale raczej kiedyś bardziej przykładano się do produkcji płyt, w ogóle do sprzętu elektronicznego, dziś liczy się ilość, a nie jakość), poza tym trzeba obchodzić się z nią jak z jajkiem, dbać, żeby rys nie było, rzadko z nich korzystać, bo szybko się niszczą. Szczerze mówić - wygodniejsze są dla mnie mp3 - ze względu na wysoką jakość dźwięku (w zasadzie lubię nie do końca idealne brzmienie, jakość 320 całkowicie wystarcza). Stwierdziłem też, że ważna jest jakość kompozycji, wartość samych piosenek, aniżeli idealna, skażona przesadną czystością jakość dźwięku). Kiedyś słuchało się z kaset, które mają podłą jakość w porównaniu do mp3 i jakoś nikt nie narzekał. A tak prawdę mówiąc - mp3 320 różni się od CD tylko mikroniuansami i to tylko wtedy, gdy naprawdę chce się znaleźć różnice. Postawiłem sobie granicę i dobrze mi z tym. Oczywiście kupuję płyty - ale tak średnio raz na miesiąc - i to te przesłuchane i sprawdzone z neta, które faktycznie zasługują na zakup.
Bardzo chciałem też zbierać kiedyś wszystko, ale uznałem, że audiofilstwo to ciężki, drogi i absorbujący nałóg (może nawet izolujący). Także tutaj Robson - zgadzam się z Tobą. Stwierdziłem, że wystarczy mi płyta z podstawowym materiałem (ewentualnie druga bonusowa płyta przy remasterze, jak jest). Poza tym - płyty CD nie są wieczne - 30 lat żywotności i zaczyna się psuć (chyba, że teraz działa dłużej, ale raczej kiedyś bardziej przykładano się do produkcji płyt, w ogóle do sprzętu elektronicznego, dziś liczy się ilość, a nie jakość), poza tym trzeba obchodzić się z nią jak z jajkiem, dbać, żeby rys nie było, rzadko z nich korzystać, bo szybko się niszczą. Szczerze mówić - wygodniejsze są dla mnie mp3 - ze względu na wysoką jakość dźwięku (w zasadzie lubię nie do końca idealne brzmienie, jakość 320 całkowicie wystarcza). Stwierdziłem też, że ważna jest jakość kompozycji, wartość samych piosenek, aniżeli idealna, skażona przesadną czystością jakość dźwięku). Kiedyś słuchało się z kaset, które mają podłą jakość w porównaniu do mp3 i jakoś nikt nie narzekał. A tak prawdę mówiąc - mp3 320 różni się od CD tylko mikroniuansami i to tylko wtedy, gdy naprawdę chce się znaleźć różnice. Postawiłem sobie granicę i dobrze mi z tym. Oczywiście kupuję płyty - ale tak średnio raz na miesiąc - i to te przesłuchane i sprawdzone z neta, które faktycznie zasługują na zakup.
Nie gram z nut, gram z serca

