29.09.2011, 20:44
Za dużo tego. Powiem Ci w ten sposób: zbyt dużo wytwórni chce się dorobić na jakimś artyście. Spójrzmy na rynek muzyczny: irytujące jest już to ile różnych wersji jednego albumu wychodzi w różnych formatach, wzbogaceniach o jakieś plakaty, szaliki, kostki do gry, czyli boksy, które skupiają jeden album. Oczywiście toleruję ładnie wydane płyty w formie CD, z okładką, książeczką, ze zremasterowanym dźwiękiem, może być nawet druga płyta, gdzie są niepublikowane nagrania - często bardzo wartościowe. Jednak wytwórnie na siłę chcą wcisnąć wielkie pudło po horendalnej cenie, które później zbiera tylko kurz, bo tak naprawdę jedyną wartościową rzeczą jest w nim podstawowa płyta CD. Irytująca jest jeszcze praktyka dodawania bonusów na dysku, gdzie jest podstawowy album. Rozumiem, że to niby ma uatrakcyjnić wydawnictwo, le tak naprawdę niszczy jego pierwotną zawartość. To powinno być wydawane na drugiej płycie, tak jak to zrobiło Queen. Kolejny chwyt na zysk. Jasne - też lubię zbierać płyty, ale tak naprawdę, gdy ma się ich za dużo też nie jest dobrze. Ja np. połowę swoich nie słucham i lepiej mi ściągnąć.
To samo z nowymi wydawnictwami - 100 formatów, tylko po co? Tak naprawdę we współczesnej muzyce rzadko kiedy wychodzą rzeczy wielkie, co najwyżej bardzo dobre, a przeciętny artysta próbuje się dowartościować, że wydał cudo z 5 CD, z szalikiem i stanikiem czy zestawem penisów jak to zrobił Rammstein z ostatnią płytą, co uważam za kompletny idiotyzm. Ale czego nie robi się, by wytwórnia zarobiła. To jest też zrozumiałem, bo szerzy się piractwo i wytwórnie robią, co mogą, żeby się dorobić. Bardzo dobrze, że mimo wieloletniego mówienia o upadku płyty CD, wciąż ona istnieje - to bardzo wygodny nośnik, z dobrą jakością dźwięku, a z ładną oprawą graficzną i zgrabną figurą - jest jak materialne dzieło sztuki, podobne do książki, którą można wziąść do ręki, nacieszyć się jej widokiem, zrozumiała jest też sprzedaż w postaci plików muzycznych, ale po co te wszystkie dodatki? Dla mnie to szaleństwo - walka o zysk. A ta w ogóle to kiedyś płyty były wydawane w jednym, winylowym formacie, generalnie w jednakowym nakładzie, bardzo starannie opracowane graficznie, a teraz trafia się masa błędów, w książeczce, są literówki, co traktuje się jak wydawniczy rarytas.
Muzyka stała się wielkim przemysłem. Obecna muzyka jest generalnie beznadziejna, nastawiona na kasę, nierzadko bez walorów artystycznych, wtórna i przewidywalna, bo artyści nie mają czasu na rozwijanie się jako artystów, a na jak najszybszym wzbogaceniu. Nawet artyści, których szczególnie cenię - choć wydają dobre płyty, na poziomie zawodzą mnie brakiem pomysłów, wtórnością. Czasem sobie myślę, że szkoda, że na którąś nie jedną beznadziejną płytę stracono tyle plastiku i papieru. Wszystko ekscytującego w muzyce zdaje się zostało powiedziane. A wytwórnie zarabiają na sprzedaży arcydzieł z czasów złotych lat muzyki rozrywkowej, tyle tylko, że skupiają się na tych konkretnych, ignorując innych, równie zasłużonych.
Po przemyśleniu tematu rozumiem bierność Marka Knopflera w kwestiach wznowień. Nie wydaje on nowych edycji, bo brzydzi się obecnym przemysłem muzycznym.
Niepohamowana chciwość i walka o zysk.
To samo z nowymi wydawnictwami - 100 formatów, tylko po co? Tak naprawdę we współczesnej muzyce rzadko kiedy wychodzą rzeczy wielkie, co najwyżej bardzo dobre, a przeciętny artysta próbuje się dowartościować, że wydał cudo z 5 CD, z szalikiem i stanikiem czy zestawem penisów jak to zrobił Rammstein z ostatnią płytą, co uważam za kompletny idiotyzm. Ale czego nie robi się, by wytwórnia zarobiła. To jest też zrozumiałem, bo szerzy się piractwo i wytwórnie robią, co mogą, żeby się dorobić. Bardzo dobrze, że mimo wieloletniego mówienia o upadku płyty CD, wciąż ona istnieje - to bardzo wygodny nośnik, z dobrą jakością dźwięku, a z ładną oprawą graficzną i zgrabną figurą - jest jak materialne dzieło sztuki, podobne do książki, którą można wziąść do ręki, nacieszyć się jej widokiem, zrozumiała jest też sprzedaż w postaci plików muzycznych, ale po co te wszystkie dodatki? Dla mnie to szaleństwo - walka o zysk. A ta w ogóle to kiedyś płyty były wydawane w jednym, winylowym formacie, generalnie w jednakowym nakładzie, bardzo starannie opracowane graficznie, a teraz trafia się masa błędów, w książeczce, są literówki, co traktuje się jak wydawniczy rarytas.
Muzyka stała się wielkim przemysłem. Obecna muzyka jest generalnie beznadziejna, nastawiona na kasę, nierzadko bez walorów artystycznych, wtórna i przewidywalna, bo artyści nie mają czasu na rozwijanie się jako artystów, a na jak najszybszym wzbogaceniu. Nawet artyści, których szczególnie cenię - choć wydają dobre płyty, na poziomie zawodzą mnie brakiem pomysłów, wtórnością. Czasem sobie myślę, że szkoda, że na którąś nie jedną beznadziejną płytę stracono tyle plastiku i papieru. Wszystko ekscytującego w muzyce zdaje się zostało powiedziane. A wytwórnie zarabiają na sprzedaży arcydzieł z czasów złotych lat muzyki rozrywkowej, tyle tylko, że skupiają się na tych konkretnych, ignorując innych, równie zasłużonych.
Po przemyśleniu tematu rozumiem bierność Marka Knopflera w kwestiach wznowień. Nie wydaje on nowych edycji, bo brzydzi się obecnym przemysłem muzycznym.
Niepohamowana chciwość i walka o zysk.
Nie gram z nut, gram z serca

